Prezydent FC Barcelony Joan Laporta działa według określonej strategii. Po sprowadzeniu za darmo trzech zawodników, sprzedaży kilku piłkarzy i przedłużeniu umowy Leo Messiego nadszedł czas na redukcję wynagrodzeń najważniejszych zawodników.
Joan Laporta kontynuuje prace nad nowym projektem. Sprawy jednak nie idą tak szybko, jak by sobie życzył. Wszystkie cele są jednak realizowane stopniowo. Pierwszą rzeczą, jaką zrobił, było pozyskanie za darmo trzech zawodników: Érica Garcíę, Kuna Agüero i Memphisa Depaya. Mogłoby być nawet czterech nowych piłkarzy, lecz Wijnaldum wybrał większe pieniądze oferowane przez PSG. Niewątpliwie były to trzy bardzo dobre transfery, szczególnie biorąc pod uwagę, że na żadnego z nich klub nie wydał ani jednego euro. Następnym zadaniem było wzięcie kredytu w wysokości 525 milionów euro, który miał dać klubowi oddech. Przede wszystkim umożliwiał wypłacenie pensji zawodnikom. W kasach na Camp Nou nie było pieniędzy.
W tym samym czasie rozpoczęto sprzedaż piłkarzy. Na skreślonych zawodnikach klub zarobił łącznie 31,5 miliona euro. W przyszłości nadejdą większe sprzedaże. Potem nadszedł czas na przedłużenie kontraktu z Leo Messim, które nie zostało jeszcze domknięte, lecz osiągnięto porozumienie na następne pięć lat. Teraz zaczyna się kolejna, trudniejsza i dłuższa faza obniżek pensji.
Do tej pory nawiązano dopiero pierwsze kontakty z agentami Gerarda Piqué, Sergio Busquetsa, Sergiego Roberto i Jordiego Alby. Mateu Alemany wyraził konieczność redukcji wynagrodzeń. Wspomniani piłkarze zarabiają bardzo dużo i muszą obniżyć swoje pensje na najbliższe kilka lat. Nie rozpoczęto jeszcze negocjacji, ponieważ Laporta przyjął inną strategię. Najpierw do redukcji zarobków musiał nakłonić Leo Messiego. Argentyńczyk będzie zarabiał aż o 50% mniej niż w poprzednich latach. Argumentem prezydenta będzie fakt, że skoro sam Messi zdecydował się obniżyć pensję aż o połowę, to pozostali zawodnicy muszą pójść w jego ślady.
Laporta potrzebował takiego argumentu, bo wiedział, że piłkarze są niechętni do redukcji wynagrodzenia. Wszyscy są świadomi sytuacji klubu i szkód, jakie spowodowała pandemia, lecz wiedzą też, że duża część odpowiedzialności spoczywa na fatalnym zarządzeniu Josepa Marii Bartomeu. Widać gołym okiem, że inne wielkie kluby również mają problemy, lecz nie tak duże jak Barcelona.
W ostatnich tygodniach dużo mówiło się o kwocie, jaką trzeba zaoszczędzić na wynagrodzeniach. Donoszono na przykład o 40-procentowej obniżce. Takie informacje miały dochodzić od jednego z zawodników, który rzekomo powiedział żartobliwie, że na takich warunkach zacznie grać dopiero od stycznia. Rzeczywistość jest jednak taka, że wszelkie doniesienia o kwotach to tylko spekulacje. Do tej pory nigdy nie podawano, o ile zawodnik obniżył swoje wynagrodzenie. Należy też pamiętać, że zdecydowana większość zawodników ma odroczone wypłaty na kilka następnych lat. Wcześniej nie było na to pieniędzy.
Po wstępnych kontaktach Alemany’ego z agentami zawodników nadszedł czas na rozpoczęcie negocjacji. Mają się one zacząć w przyszłym tygodniu. Porozumienie nie będzie jednak łatwe. Klub otwarcie przyznaje się do problemów. Nie będzie to sprawa, która zostanie szybko rozwiązana przede wszystkim z powodu złożoności całej sytuacji i również dlatego, że niektórych piłkarzy nie ma jeszcze w Barcelonie. Ponadto w przypadku Sergiego Roberto obniżkę wynagrodzenia można od razu zaproponować razem z ofertą przedłużenia umowy o dwa lata. Ułatwiłoby zdecydowanie pracę klubu.
Komentarze (27)