O sobie

  • Zainteresowania Pochłaniany pasjami - futbol w ogóle i w szczególe (w całej rozciągłości), oglądane sporadycznie - koszykówka i siatkówka; zacięcie praktyczne - kulinaria i gastronomia; hobby dodatkowe - muzyka: wszelkiej maści rock (punk, metal, alternatywny, post-hardcore, experimental, djent, itp.), trance i dance; szeroko pojęta sztuka (w tym malarstwo niderlandzkich oraz hiszpańskich artystów - w szczególności den Boscha i Salvadora Dali); ponadto przyroda, geografia i podróże (zarówno wewnątrzkrajowe, jak i zagraniczne)
  • Ulubiony zawodnik Andres Iniesta Lujan
  • Ulubione zespoły F.C. Barcelona, Arsenal Londyn
  • Barcelonie kibicuję od dnia 19 listopada 2005 roku - no cóż, znamienna data, prawda? :)...

Statystyki

  • Dni w serwisie 4414
  • Liczba komentarzy 19
  • Polecenia 26

Komentarze

0

Łono "Barcy" wydało na świat niebiańskiego kopacza. Tyciusieńkiego konusa, z rozwichrzonymi długimi włosami, o nieśmiałym, wstydliwym spojrzeniu i drobniutkiej buzi. Gracza wybornego, porywającego tłumy, kochającego rywalizację, owładniętego marzeniem o założeniu złocistej korony despotycznego imperatora światowego futbolu. Seryjnie strzelającego przepiękne bramki, rozkochującego w sobie widownię zachwyconą jego popisami, z uśmiechem na ustach objeżdżającego po kolei oniemiałych rywali. Bezradnych oponentów, bezskutecznie próbujących zagrodzić mu drogę do bramki. Panicznie bojących się tego małego terrorysty, upierdliwego dysydenta, ognistego "diabła", jak nazwał go nie mniej rozanielony wyczynami argentyńskiego młodzieńca Fabio Capello. Płonącą iskrą szybkości zaklętej w swoich stopach zapalał zielonkawą darń, niegasnącym entuzjazmem zarażał kolegów z zespołu, stawiał sobie coraz to ambitniejsze wyzwania. W swojej dotychczasowej karierze przechodził przez wiele najcięższych prób. Przeważnie zwycięsko, wychodząc z opresji obronną ręką. Wrzucał piąty bieg, nigdy się nie ukrywał, brał na swoje barki odpowiedzialność za drużynę. Jak wybitny solista-dyrygent i podrzędny skrzypek w jednym. Jednym słowem ktoś, przez duże "K".
To ten Messi, jakiego znamy i pamiętamy. I jakiego nadal chcielibyśmy oglądać.

2

c.d.:
Brazylio, na cóż ci to było? Odejście od swoich korzeni, wyparcie się swego dziedzictwa, odręczne, bezduszne sprzeniewierzenie unikalnego, niepodrabialnego stylu, dzięki któremu święciłaś wspaniałe triumfy przez kolejne dekady minionego stulecia albo ponosiłaś "piękne" porażki, po których i tak byłaś kochana znacznie bardziej niż twoi pogromcy, a pragmatyczni zwycięzcy, podążający do celu okrężną drogą? Tak, wiem dlaczego, a przynajmniej się domyślam. Bo potrzebowałaś sukcesu od zaraz, "na chybcika", bez pomysłu, bez przyklejonej etykiety doborowej paczki wirtuozów, którzy z futbolówką są w stanie zrobić wszystko, co tylko im przyjdzie do głowy: w momencie nagłego olśnienia, przemożnej chęci wywinięcia psotnej hecy lub sprawienia psikusa rywalom, a sobie samym i kibicom doskonałej uciechy.

Brazylio, wróć! Bez ciebie futbol nie jest taki sam.

0

Widziałem Brazylię inną niż te, które w przeszłości miałem wielką przyjemność oglądać. Na żywo, w telewizji za pośrednictwem transmisji meczowej, na internetowych powtórkach wideo - nieważne. Widziałem "Canarinhos" otępiałych, w swym dzikim szaleństwie niemal zezwierzęconych, opętanych paraliżującą presją, spętanych powrozami taktycznej szajby, jaka wlazła w głąb głowizny przestraszonego "Felipao". Bojącego się podjąć ryzyko, co, jak wiemy, jest paradoksalnie największym ryzykiem.

Widziałem okolicznościowo zmodyfikowanych na archaiczną europejską modłę piłkarzy, którym piłka była niewygodną i doskwierającą kulą u nogi, a nie, tak jak powinna była być, najlepszą zabawką. Kłębkiem wełny, którym bawi się kociak, szmacianką, podrzucaną przez roześmianego od ucha do ucha brzdąca, futbolówką czule pieszczoną przez wesołego chłopaka na piaszczystej Copacabanie. Zabrakło radości z gry, polotu, finezji, rozmachu, magii, improwizacji, fint, sztuczek, zagrań ocierających się o czystą perfekcję.

0

Baraszkują po murawie te szkraby że aż miło patrzeć. Widać, że piłka to dla nich najlepsza zabawa i coś, co sprawia im najwięcej radości. I o to właśnie w sporcie chodzi - by kochać to, co się robi.
Nastolatkowie śmiało pukają do drużyny rezerw. Z pewnością skład "Barcy B" zostanie zasilony kolejną dawką świeżej krwi.

3

c.d.:
Dziś, gdy spojrzymy na drużynę Argentyny, możemy dostrzec wiele podobieństw: Javier "El Jefecito" Mascherano w razie potrzeby asekuruje defensorów i napędza ofensywę zespołu we wstępnej fazie ataku. Lionel Messi to "el enganche", wodzirej pełną gębą kompaktowej linii napadu, z kolei tyczkowaty Angel Di Maria pełni funkcję czwartego napastnika oraz bocznego pomocnika/skrzydłowego, ustawicznie zadręczając rywali rajdami i zachwycając nieszablonowością zagrań. Gonzalo Higuain to natomiast klasyczny snajper, biorący jednak również udział w konstruowaniu akcji zaczepnych.

Może i Argentyńczycy nie zwalają z nóg swoją postawą, ale klarowny pomysł na grę mają. A w zasadzie ma go Alejandro Sabella - człowiek, dzięki któremu marzenia milionów rodaków znad La Platy mogą się ziścić.

Zobacz wszystkie

6

Nie zgrzeszę przesadną skromnością, ale... zresztą, zobaczcie sami, jeśli was to zainteresuje:

http://blogfcb.com/nowa-rola-pedro-w-zespole-barcelony-ciche-marzenie-pewnego-felietonisty/

Mój artykuł z końcówki ubiegłego roku.

3

Skończyły się czasy łojenia i przetrzepywania zadków maluczkim przez gigantów. I choć w przeszłości nie brakowało sensacji, niespodzianek i nieoczekiwanych rozstrzygnięć, dziś role te permanentnie odwracają się o równe sto osiemdziesiąt stopni. Okazuje się, że to, co widnieje na papierze, czyli suche statystyki, komentarze modrzących się pseudo-ekspertów i huczne zapowiedzi, zwykle nie ma większego przełożenia na praktykę. Bo w rzeczywistości aby wygrać mecz, który czysto teoretycznie miał być spacerkiem, trzeba się sporo nabiegać, powalczyć, pokazać hart ducha, zawziętość i przemożną chęć zwycięstwa. "Tekturowi" faworyci często o tym zapominają, mylnie sądzą, że ich oponenci będą mieli tu i ówdzie mokro już przed wyjściem na murawę tylko dlatego, iż usłyszeli nazwę "Brazylia", "Niemcy", "Francja", "Hiszpania"...

To są mistrzostwa świata, proszę państwa. Tu nikt niczego nie daje za darmo ani tym bardziej nie podarowuje, bo w wyścigu o najcenniejsze piłkarskie trofeum hojność nie jest w cenie.
Mundial to dla anonimowych/niedocenianych zawodników doskonała okazja do wypromowania się, pokazania się światu, udowodnienia niedowiarkom, że jednak do czegoś się nadają, mimo iż pierwotnie zostali bezmyślnie skreśleni przez nieczułych szkoleniowców. Dowiedzenie, że nie mieli racji ci, którzy spisywali ich na straty. Duża część z nich spełnia w końcu swoje marzenia...

Motywacja to bodaj największa broń w sporcie, nie tylko wyczynowym, ale także amatorskim, rekreacyjnym. Warto o tym pamiętać.
Sprawdza się odwieczna prawda, że mecz wygrywa się w głowie.
No cóż, oby więcej takich spotkań, jak dotąd.

3

Ani apodyktyczny taktyczny maniak Marcelo Bielsa, ani jowialny dziadunio Alfio "Coco" Basile, ani ucieleśnienie strategicznego dyletanctwa, czyli Daniel "Gran Capitan" Passarella, nie potrafili dźwignąć na nogi argentyńskiego futbolu w wymiarze reprezentacyjnym. Tym, o którym już można powiedzieć, że tego dokonał (choć "Albicelestes" dopiero zameldowali się w strefie medalowej mundialu po ponad dwóch dekadach katastrofalnej niemocy; czy na szyjach kadrowiczów zawisną złote krążki, to się przekonamy), jest łysiejący Alejandro Sabella - z dziwacznej aparycji podstarzały liliput o niewyraźnej mimice twarzy, sprawiający wrażenie, jakby nie do końca wiedział, gdzie się znajduje i jaki ciężar odpowiedzialności na nim spoczywa. Podobnie wyglądał już na starcie swej trenerskiej kariery, kiedy wbrew wszelkim przeciwnościom doprowadził macierzysty Estudiantes la Plata do triumfu w arcytrudnych rozgrywkach Copa Libertadores. I - żeby nie zapeszać - zdaje się, że to nie jego ostatni sukces.

3

c.d.:
Jako uczeń Zubeldii i Carlosa Bilardo, wiodących przedstawicieli pragmatycznej szkoły trenerskiej "resultadismo", "El Pachorro" poszedł w ich ślady, wiernie odwzorowując konglomeraty swych mistrzów i umiejętnie osadzając je w realiach współczesnego futbolu. Prowadząc zespół Estudiantes, nakazywał swoim zawodnikom ryglować obręb własnego pola karnego (broniąc w ustawieniu z czwórką, piątką, a niekiedy i nawet szóstką graczy), jednocześnie opierając ofensywę na swawolnych kuglarstwach i kreatywności napastników w osobach nieobliczalnego Gastona Fernandeza i diabelnie skutecznego Mauro Bosellego. Problem z zachowaniem odpowiedniego bilansu w drużynie w momencie przejścia z proaktywnej defensywy do frontalnego ataku rozwiązał w sposób błyskotliwy (choć nie można nazwać tego innowacją, gdyż Sabella nie był protoplastą w stosowaniu tego wariantu taktycznego) - na pozycji "fałszywego" rozgrywającego ustawił doświadczonego łysola Juana Sebastiana Verona, w praktyce meczowej będącego spoiwem łączącym obronę z ofensywną, graczem odpowiedzialnym za dystrybucję piłki w boczne sektory boiska i wspomaganie środkowych obrońców w roli "trzeciego stopera". Efekt był znakomity.

3

c.d.:
Dziś, gdy spojrzymy na drużynę Argentyny, możemy dostrzec wiele podobieństw: Javier "El Jefecito" Mascherano w razie potrzeby asekuruje defensorów i napędza ofensywę zespołu we wstępnej fazie ataku. Lionel Messi to "el enganche", wodzirej pełną gębą kompaktowej linii napadu, z kolei tyczkowaty Angel Di Maria pełni funkcję czwartego napastnika oraz bocznego pomocnika/skrzydłowego, ustawicznie zadręczając rywali rajdami i zachwycając nieszablonowością zagrań. Gonzalo Higuain to natomiast klasyczny snajper, biorący jednak również udział w konstruowaniu akcji zaczepnych.

Może i Argentyńczycy nie zwalają z nóg swoją postawą, ale klarowny pomysł na grę mają. A w zasadzie ma go Alejandro Sabella - człowiek, dzięki któremu marzenia milionów rodaków znad La Platy mogą się ziścić.

Media

Sonda

Kto wygra mistrzostwo świata?