Pierwszy trener Yamala: Robił rzeczy, które nie były normalne dla kogoś w jego wieku [KSIĄŻKA]
Poważna przygoda z piłką nożną zaczęła się dla Lamine’a Yamala, gdy miał trzy i pół roku. Właśnie wtedy dołączył do La Torrety, dzielnicowego klubu, gdzie stawiał pierwsze piłkarskie kroki. W książce „Lamine Yamal. Historia chłopca, który marzył o Camp Nou” pierwszy trener zespołu wspomina, jakie wrażenie zrobił na nim chłopiec i wyjawia, że już wtedy przejawiał zachowania, które odróżniały go od większości rówieśników.
Tutaj możesz zamówić książkę
Fragment książki
Lamine trafia do La Torrety jako trzyipółlatek. Sheila rozstaje się z Mounirem i przeprowadza do mieszkania przy ulicy Kolumbii 7 w Granollers, dwa kroki od boiska. Zaczyna pracę w McDonaldzie, gdzie poznaje Sandrę. Pewnego razu wyjawia jej, że ma syna, który chce grać w piłkę, ale ona nie wie, gdzie go zapisać, nie ma też pieniędzy na takie wydatki. Sandra jest córką Inocente Díeza, wówczas koordynatora La Torrety. Zwraca się więc do ojca, który zaprasza malucha i ułatwia mu dostanie się do klubu.
– To był mój pierwszy sezon w roli trenera. Lamine był w maluszkach świeżakiem i jednym z najmniejszych. – Giordanella pokazuje ręką, że ledwie odrósł od ziemi. – Jaki był? Wielki indywidualista, trudno było go odwieść od przekonania, że jedna piłka jest dla niego, a druga dla drużyny. Musiałem uparcie mu powtarzać, że powinien podawać piłkę, a nie trzymać ją przy sobie. W tym wieku nie tylko on był taki, inne dzieci też zawsze chciały mieć piłkę. Powtarzałem mu też, żeby podnosił głowę, patrzył, gdzie są koledzy z drużyny, żeby próbował wyobrazić sobie akcję, zagranie. Żeby miał wizję gry. Do dziś kładę na to nacisk: wszystkie dzieciaki są na środku boiska, wszystkie gonią za piłką, podczas gdy ja wolę, żeby grały na skrzydłach. Lamine’a ustawiałem przed obrońcami, nie chciałem, żeby ciągle ruszał w stronę bramki przeciwnika, chciałem, żeby grał na skrzydłach. Miałem jeszcze dwóch innych dobrych zawodników, z którymi Lamine doskonale się rozumiał, razem budowali dobre akcje, to była otwarta gra. Co jeszcze? Robił rzeczy, które nie były normalne dla kogoś w jego wielu, próbował przekładanki, starając się zawsze minąć przeciwnika i loba, żeby pokonać bramkarza. U tak małego dziecka to było coś niesamowitego. Zabawnie było patrzeć na czteroletniego chłopca, który robi takie rzeczy. Kto go tego nauczył? Mounir, który bardzo dobrze grał, jeśli się nie mylę, na pozycji ofensywnego pomocnika? Robił na Lamine’u wrażenie niektórymi elementami swojej gry. No i Lamine bez wątpienia był doskonałym strzelcem, goleadorem, zdobywał najwięcej bramek w całej drużynie. Wiele razy ratował nam mecze, w których przegrywaliśmy 0:1 albo 0:2.
„Sam rozstrzygał mecze. Dobrze pamiętam taką akcję, kiedy podaliśmy mu piłkę blisko linii bocznej na naszej połowie, a on okiwał całą drużynę rywali i strzelił gola. Był bardzo szybki, bardzo zwinny i miał niesamowity strzał”, mówił w wywiadzie Marc Martin, jeden z jego kolegów z drużyny żaków.
– Był bardzo inteligentnym dzieckiem, na boisku zawsze próbował różnych rozwiązań. Było widać, że może zajść daleko, choć oczywiście nigdy nie sądziłem, że jeden z zawodników mojej pierwszej drużyny zdoła osiągnąć taki pozom – przyznaje Giordanella. – To, ile osiągnął w tak młodym wieku, przedwczesna dojrzałość, a nawet bezczelność z piłką, naprawdę zaskakują.
A jak dziś wyglądają relacje szkoleniowca z dziewiętnastką Barcelony?
– Ostatnio z nim rozmawiałem. Nie łączy nas relacja trener–zawodnik, tylko relacja przyjacielska, zarówno z nim, jak i z jego matką. W czasach La Torrety Sheila zaplatała mi warkoczyki, często przychodziłem do nich do domu i z Lamine’em godzinami graliśmy na PlayStation. Teraz gramy w Fortnite’a. Traktuję go jak chrześniaka – przyznaje Giordanella. – Kiedy do niego dzwonię, pytam, jak się miewa mama, jak się miewa tata, co u brata, co u niego. Nie rozmawiamy o futbolu i o tym całym cyrku, jaki powstał wokół niego. Chodziłem patrzeć, jak grał w La Masii, a i teraz proponuje mi bilety na mecze, ale niezręcznie mi z tego korzystać.
Zamów książkę o Laminie Yamalu na LaBotiga.pl: https://bit.ly/barca-yamal
- rabat od ceny okładkowej
- wysyłka jeszcze przed premierą – czytasz jako pierwszy!
- atrakcyjne pakiety z innymi książkami z serii i gadżetami piłkarskimi
O książce
W wieku pięciu miesięcy pozował do zdjęcia z Leo Messim. W wieku siedmiu lat grał już w barwach Barcelony. W wieku szesnastu lat strzelał gole dla reprezentacji Hiszpanii.
Lamine Yamal – fenomen, który w zawrotnym tempie wspiął się na szczyt światowego futbolu. Chłopak z ubogiej dzielnicy Mataró, syn marokańskiego robotnika i nastoletniej imigrantki z Gwinei Równikowej, dziś nazywany jest nowym Messim i największą nadzieją Barcelony.
Luca Caioli i Cyril Collot, autorzy bestsellerowych biografii piłkarzy, odsłaniają kulisy błyskotliwej kariery młodego geniusza. Opowiadają o jego dzieciństwie w Rocafondzie, o pierwszych meczach na betonowych boiskach, o losach rodziny, która zaryzykowała wszystko, by dać mu szansę, oraz o legendarnym zdjęciu z Messim, które po latach nabrało symbolicznego znaczenia.
To opowieść o talencie, który dojrzewał szybciej niż rówieśnicy. O chłopcu, który nie chciał podawać piłki, ale z czasem nauczył się grać zespołowo. I o piłkarzu, który swoimi dryblingami i bramkami zachwycił cały świat.
Poznaj historię Lamine’a Yamala – dziecka Barcelony, które właśnie pisze nową historię futbolu.
