Nadzieja umiera ostatnia... jesteśmy z Tobą Barço!
14 maja roku 2000. Mecz ćwierćfinału Ligi Mistrzów pomiędzy FC Barceloną a Chelsea Londyn. Wtedy po raz pierwszy zobaczyłem jak gra klub, dla którego dziś bije moje bordowo-granatowe serce. Miałem 12 lat, samemu grałem w trampkarzach w miejscowym zespole. Piłka dopiero stawała się moją pasją, nie miałem drużyny, której kibicowałem. Tego pamiętnego wieczora wraz z ojcem zasiadłem przed telewizorem by obejrzeć mecz miedzy dwoma wielkimi zespołami. Dopiero z przebiegu relacji komentatorów dowiedziałem się jaki wynik padł w pierwszym meczu i jak ciężkie zadanie czeka Dumę Katalonii. Przepiękna mozaika na trybunach, fantastyczna atmosfera wśród kibiców, wielkie zaangażowanie piłkarzy, ogromna dramaturgia meczu i cudowne zwycięstwo wielkiej Barçy. Zdarzył się cud, Rivaldo i spółka rozgromili rywali 5-1 i wielkim stylu awansowali do półfinału. Wtedy wiedziałem, że pierwszą koszulką piłkarską jaką chce dostać na urodziny jest ta w barwach bordowo-granatowych. Wkrótce moje marzenie się spełniło i przygoda z Blaugraną zaczęła się na dobre...