Psycholożka kliniczna Inma Puig pracowała dla Barcelony od 2003 do 2018 roku, ale już w latach 90. zaczęła współpracować z Blaugraną, pomagając Dream Teamowi. Robiła to po cichu, aby sztab trenerski czy prasa się nie dowiedziały. Później pomogła Andrésowi Inieście pokonać depresję, a dziś nadal pracuje z wieloma elitarnymi sportowcami. W wywiadzie dla EFE porusza wiele ciekawych tematów, o których na co dzień się nie mówi.
W 2003 roku dołączyłaś do Barçy jako psycholożka. W tamtych czasach taka postać nie była zbyt często spotykana w klubie sportowym.
Kiedy przyjechałam, zapytali mnie, gdzie zamierzam rozpocząć pracę, i byli zaskoczeni moją odpowiedzią.
Jaka była?
Powiedziałem im, że zacznę pracować dla sztabu szkoleniowego.
Dlaczego?
Ponieważ jest najsłabszym ogniwem w łańcuchu. Jeśli drużyna nie działa, zarząd nie podaje się do dymisji, a piłkarze nie zostają zwolnieni. A sztab szkoleniowy tak.
Co sprawia, że zespół działa?
Różnica tkwi w drobiazgach, w szczegółach. Istnieją badania, które pokazują, że 50% rzeczy, które dzieją się, gdy pracujemy jako zespół, można zobaczyć, porozmawiać o nich i zmienić. Ale jest też 50% rzeczy, których nie widać, o których się nie mówi i których nie da się zmienić. I te 50% rzeczy decyduje o tym, czy drużyna jest zwycięska, czy nie.
Jak pracujesz?
Najważniejsze jest zrozumienie ludzi. Kiedy coś się dzieje z daną osobą, widzisz objawy, a jeśli będziesz pracował tylko nad objawami, to za każdym razem, kiedy ta osoba znajdzie się w tej samej sytuacji, problem będzie do niej wracał. Objawy są bardzo pożądane, ponieważ jeśli podążasz za nimi, prowadzą cię do przyczyny, a jeśli pracujesz nad przyczyną, objawy znikają.
Zanim dołączyłaś do Barçy, pomagałaś w latach 90. niektórym zawodnikom Dream Teamu jako współpracowniczka.
W sporcie zawsze jest ktoś, kto zdaje sobie sprawę, że coś jest nie tak, i stara się naprawić problem. Jednak ponieważ psychologia była tak źle postrzegana, przychodzili do mnie w tajemnicy. Mówili, że "trener (Johan Cruyff) nie może się dowiedzieć", a przede wszystkim "prasa nie może się dowiedzieć". Przeszliśmy długą drogę, od kiedy piłkarze Dream Teamu przychodzili do mnie po kryjomu do czasów, gdy taki zawodnik jak Andrés Iniesta publicznie opowiadał o depresji, której doświadczył.
Wyobrażam sobie, że gest Iniesty był wielkim krokiem naprzód w przełamywaniu tabu...
To była normalizacja sytuacji, która wcześniej była piętnowana. Kiedy masz wewnętrzny dyskomfort, jesteś smutny lub nie rozumiesz rzeczy, które ci się przytrafiają, to normalne, że idziesz do psychologa, tak samo jak nikt nie ukrywa się, kiedy idzie do dentysty. Mamy jednak problem kulturowy, który zaczyna się od założenia, że uczucia nie powinny być wyrażane publicznie. I to było przekazywane z pokolenia na pokolenie przez rodziny. Dowodem na to jest powiedzenie "brudy pierze się w domu". Wyjaśnianie tych rzeczy publicznie było postrzegane jako oznaka słabości, podczas gdy jest to oznaka wrażliwości, a tylko wrażliwi mogą cieszyć się życiem, nieczuli nie mogą, może nie będą cierpieć, ale będą jak meble.
Sportowcy na wysokim poziomie często ukrywają swoje wnętrze. Czy ma to negatywny wpływ na ich emocje?
Oczywiście, ponieważ wtedy wydaje się, że muszą manifestować coś zewnętrznie, wobec opinii publicznej i prasy, oraz wewnętrznie, a to czasami powoduje rozłam, który nie jest dobry. Nie ma nic bardziej męczącego niż próba bycia kimś, kim się nie jest.
Czy główne problemy psychologiczne sportowców mają związek z ich zawodem, czy z kwestiami osobistymi?
Sprawami osobistymi. Chociaż dodatkowo mają trudności z zarządzaniem swoją sławą i zazdrością ludzi. W życiu ludzie dążą do dwóch rzeczy: chcą czuć się kochani i mieć kogoś do kochania. Sportowcy mogą mieć prestiż i być podziwiani przez wielu ludzi, ale mogą nie być kochani przez tych, których chcą, lub też mogą czuć się wykorzystywani jak produkt. Nie bierzemy również pod uwagę tego, co dla sportowca oznacza zmiana kraju, pojechanie i wykonywanie swojej pracy gdzie indziej.
Czego doświadczają?
Emigracji. Zostawiają wszystko, co znają, na rzecz czegoś, co nie wiedzą, jak będzie wyglądać. Emigracja wywołuje stan ducha równoznaczny z utratą. Dlatego trzeba się z tym zmierzyć, aby się dostosować. A poziom wymagań, jakie stawia się zawodnikowi, aby od pierwszego dnia w innym miejscu spisywał się tak samo dobrze, jest czymś, czego on nie może od siebie dać.
Jest jeszcze przypadek Rafy Nadala, Marca Márqueza, Fernando Alonso... którzy co tydzień są w innym miejscu.
Jeśli mają możliwości finansowe, w pierwszej kolejności otaczają się grupą ludzi, która zawsze pozostaje taka sama. To jest ich stały świat i taki świat jest konieczny, aby nie skończyło się to dla nich źle. 30 lat temu zapytałam czołowych tenisistów i tenisistki, czy mają jakieś nawyki lub rutyny, które pomagają im czuć się jak w znajomym miejscu, związane z faktem, że ciągle zmieniają kraje. Co do jednej rzeczy wszyscy byli zgodni: zawsze brali prysznic w tym samym miejscu. Nawet gdyby było 25 pryszniców, to jeśli jedyny zajęty byłby ten "ich", czekaliby, aż się zwolni.
Przybyłaś do Barçy w 2003 roku, tak jak Ronaldinho. Czy zawodnik może zmienić atmosferę w klubie?
Jest to próba znalezienia wyjaśnienia oczywistej sytuacji, ale zazwyczaj prawda lubi być ukryta. Raczej grunt był już przygotowany dla tej osoby, aby poczuła się ona wystarczająco dobrze, by przejąć odpowiedzialność za zbieranie plonów z tego, co zostało zasiane.
Dlaczego w 2018 roku przestałaś pracować w Barcelonie?
Kariera zawodowa składa się z etapów, a mój etap w klubie dobiegł końca. Zawsze trzeba być uczciwym wobec siebie i jeśli nie czujesz się komfortowo, bo nie możesz wykonywać swojej pracy tak, jak uważasz, że powinna być wykonywana, lepiej jej nie kontynuować.
Komentarze (9)