Ostatni w tym roku maraton spotkań o stawkę Barcelona rozpoczęła osłabiona brakiem kontuzjowanych Ansu Fatiego i Busquetsa. Od pierwszych minut nie zagrał także Coutinho, który niedawno wrócił do treningów z zespołem. W Atlético zabrakło przede wszystkim Luisa Suáreza, który z kolei zmaga się z COVID-em, a także Herrery i Vrsaljko. W efekcie gospodarze musieli sobie radzić bez klasycznej dziewiątki, a Ronald Koeman dał kolejną szansę pokazania się Dembélé.
Sporo nudy i błąd Ter Stegena
Barcelona bardzo dobrze rozpoczęła pierwszą połowę. Już w trzeciej minucie Dembélé świetnie dośrodkował, niestety Griezmannowi nie udało się zmieścić piłki w bramce. W odpowiedzi z dystansu uderzył Saúl Ñíguez, zmuszając Ter Stegena do wybornej interwencji. Dopiero w 12. minucie zrobiło się jednak naprawdę gorąco w polu karnym gości, na szczęście piłka po strzale Llorente zatrzymała się na poprzeczce. Pierwszy kwadrans zapowiadał ciekawe spotkanie, jednak kolejne minuty nie porywały. Sporo było fauli i sędzia pokazał dwie żółte kartki gościom, ale pod bramkami działo się niewiele. Tym bardziej wielkim zaskoczeniem było to, co wydarzyło się w doliczonym czasie gry. Najpierw niepewnie interweniował Gerard Piqué, a później na bardzo odważne wyjście zdecydował się Ter Stegen. Dwa kolejne błędy wykorzystał Carrasco, który skierował piłkę do pustej bramki, dając prowadzenie gospodarzom. Po chwili radości Atlético sędzia odesłał piłkarzy do szatni.
Tragedia Piqué i Barcelony
Po przerwie Atlético przesunęło się wyżej i zaczęło grać zdecydowanie odważniej. Natomiast Barcelona wyglądała na zaskoczoną. Co prawda Pedri spróbował indywidualnej akcji i nawet oddał strzał, ale Oblak nie musiał się wysilić. Młody Hiszpan całe spotkanie grał słabo i nie mógł być z siebie zadowolony. Nic więc dziwnego, że chwilę po tej akcji został zmieniony. Nie widzieliśmy pod bramką Atlético zbyt często Leo Messiego czy Griezmanna, za to w 57. minucie doskonałą okazję zmarnował Lenglet, trafiając prosto w Oblaka. Czas uciekał, a sytuacja stawała się coraz bardziej skomplikowana. Podopieczni Simeone bronili się bardzo skutecznie, nie pozwalając na wiele gościom. Na domiar złego w 60. minucie fatalnej kontuzji nabawił się Piqué. Pierwsze obrazki wskazywały nawet na uraz więzadeł w kolanie, co mogłoby oznaczać koniec sezonu dla Gerarda. Później poinformowano jednak, że kontuzja nie jest aż tak poważna.
Koeman zareagował od razu - na boisku pojawił się Dest, Roberto przeszedł do środka pola, a De Jong zajął miejsce na środku obrony. Wydawało się, że Barcelona może się jeszcze podnieść. Nic z tych rzeczy. Z każdą minutą stawało się oczywiste, że dzisiejszy mecz wygrać może tylko jedna drużyna. Simeone wprowadzał przemyślane zmiany i kontrolował mecz. A Koeman próbował znaleźć atuty w osobach Trincão i Braithwaite’a. Bez efektów. W samej końcówce urazu doznał jeszcze Sergi Roberto, tymczasem Atlético spokojnie wytrzymało do końca 95. minuty, inkasując komplet punktów całkowicie zasłużenie.
Jest źle, bardzo źle
Kolejna strata punktów w lidze to oczywiście poważny problem, ale jeśli spojrzymy na klasę rywala i sytuację kadrową, to można byłoby to zrozumieć. Dużo trudniej pogodzić się z grą zespołu, która momentami była wręcz fatalna. Co gorsza poważna kontuzja Piqué i uraz Sergiego Roberto jeszcze bardziej komplikują sytuację Barcelony. Tylko szybki powrót Umtitiego i formy strzeleckiej Messiego oraz Griezmanna mogą jeszcze uratować ten sezon. W innym wypadku walkę o mistrzostwo będzie można pozostawić lepszym.
Atlético: Oblak, Hermoso, Giménez, Savic, Trippier, Carrasco (min. 90+1, Felipe), Saúl Ñíguez, Koke, Llorente (min. 73, Diego Costa), Correa (min. 84, Lemar) oraz João Félix (min. 84, Kondogbia).
FC Barcelona: Alba, Lenglet, Piqué (min. 62, Dest), Roberto, Pjanić (min. 83, Trincão), De Jong, Pedri (min. 57, Coutinho), Messi, Dembélé oraz Griezmann (min. 83, Braithwaite).
Komentarze (547)