Przed meczem Barcelony z Atlético Luis Suárez, który latem przeszedł do zespołu Los Colchoneros, odpowiedział na kilka pytań dziennika Marca.
W Barcelonie dużo się o tobie mówi, ponieważ drużynie brakuje bramek. Zauważasz, że za tobą tęsknią?
Nie, zaplanowano taktykę, lub jeśli wolisz pracę, w celu przeprowadzenia zmian. Trzeba było zaakceptować, że mnie nie potrzebowano. Każdy może wyciągnąć swoje wnioski. Muszę żyć teraźniejszością w Atlético, ale źle mi z tym, że moim przyjaciołom czegoś brakuje. To jednak seria, kiedy zaczną trafiać do siatki, worek z bramkami się rozwiąże.
W przeciwieństwie do poprzednich sezonów Messiemu zajęło dużo czasu trafienie z gry. Do tego niemal się nie uśmiecha. Co się z nim dzieje?
Rozmawiamy, ale przede wszystkim o naszym życiu. Niedawno jedno z moich dzieci miało urodziny, później też jeden z jego synów. Rozmawiamy o życiu, o pandemii, o wszystkim, ale niewiele o piłce, o przestrzelonych okazjach czy o taktyce… Obchodzi nas bardziej to, co dzieje się z naszymi rodzinami, niż to, co dzieje się w piłce.
Jesteś szczęśliwy w Atlético. Czujesz jednak, że nie okazano ci szacunku po wszystkim, co osiągnąłeś w Barcelonie?
Nie „zagrzałem się”, byłem smutny i bolał mnie mój sposób odejścia. Już to powiedziałem – tam, gdzie zamykają się drzwi, otwiera się pięć innych, doceniając twoją pracę, profesjonalizm i karierę. Jestem z siebie dumny. Jeśli gdzieś mnie nie chcą, zechcą mnie gdzieś indziej. Znalazłem szczęście i cieszę się tą chwilą.
Komentarze (46)