Po niezłym spotkaniu Barça pokonała Real Betis 5:2 i po raz pierwszy od ponad miesiąca zanotowała trzy punkty w meczu ligowym. Bramki dla zespołu z Camp Nou zdobywali Dembélé, Griezmann, Messi (dwie) oraz Pedri, zaś dla Betisu trafiali Sanabria oraz Loren Morón.
Zaskoczeniem mógł być brak Leo Messiego w pierwszej jedenastce, mając jednak na względzie napięty terminarz oraz fakt, że Argentyńczyk od początku sezonu nie miał nawet chwili wytchnienia, było to całkiem zrozumiałe. Co ciekawe, Barça rozpoczęła ten mecz w nieco zmodyfikowanym ustawieniu przypominającym 4-3-3, co do tej pory nie było standardem u Ronalda Koemana.
Trzeba przyznać, że było to ciekawe posunięcie i szybko zaczęło ono zdawać egzamin, gdyż Blaugrana dość łatwo dochodziła do sytuacji bramkowych. Rozregulowany celownik miał jednak Griezmann, który pokazywał się do gry i aktywnie rozprowadzał akcje. Rywala napoczął jednak inny Francuz, Ousmane Dembélé, który w 22. minucie po świetnym zejściu do środka bez namysłu huknął z lewej nogi i pokonał Claudio Bravo. Już dziesięć minut później faulowany w polu karnym był Ansu Fati i sędzia bez namysłu wskazał na jedenasty metr. Do piłki podszedł wspomniany Griezmann, strzelił jednak zbyt słabo i golkiper Betisu pewnie odbił piłkę. Choć przyjezdni z Andaluzji nie błyszczeli w ofensywie, moment obrony karnego dodał im nieco wiatru w żagle. Już w końcowych momentach pierwszej połowy świetną akcję lewą stroną przeprowadził Alex Moreno i dośrodkował na piąty metr, gdzie czyhał już Tony Sanabria, który pewnym strzałem wyrównał wynik spotkania. Na przerwę drużyny schodziły zatem z remisem 1:1.
Rozbrat Leo Messiego z murawą trwał krótko, bo już w 46. minucie zastąpił on kontuzjowanego Ansu Fatiego. Wystarczyły trzy minuty obecności La Pulgi na placu gry, by Barça znów wyszła na prowadzenie. Dośrodkowywał Jordi Alba, zaś Messi inteligentnie przepuścił piłkę w taki sposób, że tym razem Griezmann nie miał szans zmarnować takiej "patelni" i z bliska wpakował piłkę do pustej bramki. Duma Katalonii nie pozwoliła rywalom zbytnio rozwinąć skrzydeł, sama zaś nieustannie napierała w poszukiwaniu kolejnych trafień. Świetną okazję zmarnował co prawda Dembélé, jednak już chwilę później piłkę zmierzającą do bramki ręką zatrzymał Aisa Mandi, dla którego (choć dopiero po weryfikacji VARu) był to koniec meczu, zaś dla Barçy szansa na kolejne trafienie z rzutu karnego. Tym razem do piłki podszedł Leo Messi i nie pomylił się, podwyższając wynik na 3:1.
Kiedy już wydawało się, że nic nie jest w stanie wytrącić Barçy z równowagi, nadeszła 73. minuta i kolejny rajd Alexa Moreno, zakończony świetnym strzałem Lorena Morona, który nawiązał przysłowiowy kontakt z gospodarzami, trafiając na 2:3. Barcelona znów poczuła oddech rywala na plecach, jednak w końcowym kwadransie to ona dominowała i swobodnie wymieniała piłkę, korzystając z faktu, że przeciwnik grał w dziesiątkę i był już mocno zmęczony. W 82. minucie na prawej stronie ładnie pograli Messi z Sergim Roberto. Świetne podanie piętą tego ostatniego otworzyło drogę do bramki Argentyńczykowi, który nie zawahał się i bardzo mocno strzelił pod poprzeczkę, nie dając szans dawnemu koledze z drużyny. Co ciekawe, był to pierwszy gol Messiego w tym sezonie z gry. Dotychczas dość dyskretny Roberto wyraźnie uaktywnił się w końcowych minutach, gdyż po kilku minutach zaliczył kolejną asystę. Tym razem płaskie zagranie wzdłuż bramki trafiło do Pedriego, a ten z najbliższej odległości ustalił wynik na 5:2. Kilka chwil później sędzia zakończył mecz.
Pierwsze trzy punkty w lidze od początku października to znakomita wiadomość dla Ronalda Koemana, którego rozwiązania kadrowe i taktyczne były ostatnio poddane sporej krytyce ze strony dziennikarzy i kibiców. Cieszyć może kilka spraw, przede wszystkim kolejny niezły mecz Dembélé, który otworzył wynik spotkania, jak również (mimo kilku pudeł i zmarnowanego karnego) postawa Antoine'a Griezmanna, który koniec końców trafił do siatki i mógł odetchnąć z ulgą. Pozytywem jest również dublet Leo Messiego, który w końcu trafił z czegoś więcej niż z rzutu karnego oraz kilka świetnych interwencji wciąż wracającego po kontuzji Ter Stegena. Pamiętajmy jednak, że to "tylko" Real Betis, zdecydowanie poważniejszy sprawdzian czeka Koemana i spółkę za dwa tygodnie w meczu z Atlético. Być może był to jednak sygnał do swego rodzaju ligowej remontady, jakże potrzebnej po fatalnym październiku...
Komentarze (597)