W ramach debiutu w Lidze Mistrzów w rozgrywkach 2020/21 Barça pokonała Ferencvárosi 5:1 po trafieniach Leo Messiego, Ansu Fatiego, Philippe Coutinho, Pedriego oraz Ousmane'a Dembélé. Dla gości z rzutu karnego po faulu (i czerwonej kartce) Gerarda Piqué trafił Charatin.
Przed spotkaniem trener gości Serhij Rebrow zapowiadał, że jego podopieczni przybywają na Camp Nou podjąć walkę. Z kolei Ronald Koeman potraktował to spotkanie tak, jak wszyscy się tego spodziewali - jako swoistą rozgrzewkę przed sobotnim El Clásico. W związku z tym doczekaliśmy się kilku zmian w składzie: szanse od pierwszych minut otrzymali Pjanić oraz Trincão.
Deklaracje szkoleniowca Ferencvárosi znalazły pokrycie w czynach, przynajmniej na przestrzeni pierwszego kwadransa. Węgrzy uważnie ustawiali się w obronie i starali się wyprowadzać groźne kontrataki, choć różnica poziomów była widoczna na pierwszy rzut oka. Goście zdobyli nawet bramkę, na szczeście arbiter w porę wychwycił spalonego. Po 25 minutach w końcu obudził się dreptający do tej pory Messi - Argentyńczyk przejął piłkę i łatwo minął dwóch rywali, zatrzymując się na ewidentnie faulującym go trzecim. Zamienienie rzutu karnego na bramkę to była już bułka z masłem dla odzyskującego powoli formę kapitana Barçy.
Od tego momentu inicjatywę przejęła Barca, spychając rywali pod ich bramkę i starając się podwyższyć prowadzenie. Udało się to po kolejnym kwadransie, gdy w 42. minucie typową dla Barçy akcję klepka-podanie górą-strzał z pierwszej piłki cudownie rozegrali Frenkie de Jong oraz Ansu Fati. Młody Hiszpan po raz kolejny w tym sezonie pokazał, że staje się coraz bardziej znaczącą postacią w drużynie Blaugrany. Tym samym do przerwy rezultat brzmiał 2:0 dla gospodarzy.
Trudno domyślić się, cóż takiego mógł powiedzieć swoim piłkarzom Ronald Koeman w przerwie, zwłaszcza że wynik nie nastrajał do przesadnego forsowania tempa. A jednak... Już siedem minut po przerwie wspaniałą asystą popisał się Ansu Fati, a piłkę do siatki skierował Philippe Coutinho. Rezultat wydawał się już ustalony, pozostawało zatem dograć nieco ponad pół godziny i w obliczu sobotniego meczu być może porotować trochę składem. Barça nie byłaby jednak Barçą, gdyby na własne życzenie nie skomplikowała sobie życia. Tym razem uczynił to Gerard Piqué, który w 68. minucie bezmyślnie pociągnął za koszulkę wychodzącego sam na sam z Neto Nguena. Sędzia odgwizdał ewidentne przewinienie i natychmiast wyrzucił stopera Blaugrany z boiska, pokazując mu bezpośrednią czerwoną kartkę. Do jedenastki podszedł Ihor Charatin i pewnie umieścił piłkę w bramce.
Prowadzenie 3:1 i gra w osłabieniu? Dla wielu idealna sytuacja, by przećwiczyć grę w defensywie i grać na utrzymanie rezultatu. Jednak Ronald Koeman postanowił odrobinę zaszachować i wprowadził na boisko kolejno Pedriego, Dembélé, Firpo, Araujo oraz Busquetsa. Taka konfiguracja idealnie zneutralizowała dość bezbarwne poczynania ofensywne Ferencvárosi, za to w ataku doczekaliśmy się jeszcze dwóch ciekawych kombinacji. Na 4:1 po fenomenalnym rajdzie Dembélé trafił niepilnowany Pedri, dla którego było to debiutanckie trafienie w barwach Barçy, zaś w 90. minucie znakomitą kombinację Pedri-Messi wykończył sam Francuz, ustalając wynik na 5:1. Tym samym morale zespołu zostało choć trochę podbudowane po niedawnej porażce z Getafe.
Choć rywal nie był zbyt wymagający, a atmosfera meczu (w dużej mierze przez nieobecność kibiców) mocno sparingowa, da się dostrzec powody do optymizmu przed sobotą. Przede wszystkim pozytywne wrażenie pozostawiła po sobie młodzież, a więc Fati, Pedri czy nawet (choć w mniejszym stopniu) "szarpiący" na prawym skrzydle Trincão. Cieszyć mogła również postawa Leo Messiego, który coraz bardziej przypomina momentami najlepszą wersję siebie. Z drugiej strony drużynie należy się jednak bura za brak koncentracji przy stanie 3:0 (głównym winowajcą Piqué) oraz jakże typowe dla tego typu meczów, nieco lekceważące podejście do rywala. Nie sposób nie wspomnieć też o coraz gorszej sytuacji Antoine'a Griezmanna, który nawet nie podniósł się z ławki rezerwowych. Czy Koeman skaże Francuza na definitywny ostracyzm, czy było to też zwykłe pogrożenie palcem, które ma poskutkować większa motywacją zawodnika do gry? Przekonamy się już w sobotę.
Komentarze (433)