Víctor Font: Wierzę we wrodzone zdolności Xaviego

Łukasz Lewtak

30 maja 2020, 16:30

El Periódico

2 komentarze

Fot. Getty Images

Kandydat na prezydenta FC Barcelony w przyszłorocznych wyborach Víctor Font udzielił wywiadu dla El Periódico, w którym zapewnia, że ma już skompletowany niemal cały swój sztab i uważa Xaviego za fundamentalną część projektu.

Czy sprzedaż pańskiej firmy Delta Partners ma jakiś związek ze startem w wyborach?

Żadnego. Może się wydawać, że jest jakiś związek ze względu na kolejne etapy w moim życiu, ale to nieprawda. Od dwóch lat prowadziliśmy rozmowy z tą grupą. Firmę założyliśmy 15 lat temu i uznaliśmy, że najlepszym sposobem na jej rozwój będzie włączenie się w silną międzynarodową korporację, która zapewni nam środki i wyposażenie, abyśmy dalej mogli działać.

A bycie współwłaścicielem dziennika Ara może się łączyć z pełnieniem funkcji prezydenta?

Tak, prowadzę jednak rozmowy ze swoimi wspólnikami z dziennika Ara, tak abym mógł odłączyć się od tego w razie, gdyby sprawa z Barçą poszła do przodu. Jednak to bardziej ze względu na wrażenie niż realny konflikt.

Sandro Rosell powtarza ostatnio, że całe zło w jego życiu jest związane z byciem prezydentem Barçy. Czy należy się bać?

Niektórzy tak mówią. Jednak jeśli postępowało się dobrze i ma się czyste sumienie, mogą sprawdzać, co chcą. Nie powinno być żadnego problemu.

Do wyborów pozostał rok...

To 35. kilometr maratonu.

Co musi pan zrobić na tym końcowym etapie?

Największym wyzwaniem jest dotarcie do ludzi i wyjaśnienie, dlaczego ten projekt jest tak wyjątkowy i odpowiada na realne potrzeby Barçy. Pracujemy nad tym projektem od siedmiu lat. Uważamy, że przy tak wyjątkowej koniunkturze, którą nazywamy idealną burzą, improwizacja i zabranie się do pracy na kilka miesięcy przed wyborami nie będzie działać. Wyzwanie jest tak ogromne, że nie ma miejsca na improwizację.

Zarząd jest już gotowy.

Tak, brakuje nam jakiejś wisienki. Utworzenie zarządu było naszym najważniejszym wyzwaniem w ciągu ostatnich siedmiu lat. Potrzebowaliśmy ludzi, którzy mają doświadczenie w świecie sportu, instytucjach i biznesie, ale nie w byle czym, lecz w sektorach, w których Barça się liczy, czyli w technologii, e-commerce czy materiałach audiowizualnych. Znajdowanie takich doświadczonych, sprawdzonych ludzi, którzy byliby gotowi poświęcić swój czas, to jak szukanie igły w stogu siana. 80% kandydatów, o jakich myśleliśmy, odmówiło. Gdybyśmy nie zaczęli wcześnie, utworzenie dobrego zarządu byłoby niemożliwe.

Dyrekcją sportową zająłby się Jordi Cruyff?

Mamy bardzo jasną strukturę. Uważamy, że mamy szczęście, że jesteśmy spadkobiercami pewnej filozofii i stylu gry, które sprawiły, że staliśmy się najlepszą drużyną w historii. Nie rezygnujemy z tej idei, a wręcz przeciwnie - musimy ją wzmocnić i w związku z tym na wszystkich szczeblach polegać na utalentowanych osobach, znających tę wizję gry pozycyjnej. To zupełnie inna praca. Ona może być wykonywana tylko dzięki poświęcieniu dużej ilości czasu na zrozumienie, jakie umiejętności mają ci, którzy odnieśli sukces na boisku.

Ale dla takiego cruyffisty jak pan zatrudnienie Jordiego Cruyffa byłoby najlepszym ruchem.

Xavi mówił, że chciałby na niego liczyć. A my z kolei liczymy na Xaviego, który ma być fundamentalną częścią naszego projektu sportowego.

Czy w przyszłym sezonie Xavi będzie przygotowany, aby zostać trenerem?

Jestem przekonany, że tak. Trzeba będzie podjąć ryzyko, ponieważ zawsze można myśleć, że z czasem byłby jeszcze lepiej przygotowany. Wierzę jednak w jego wrodzone zdolności. To on będzie musiał ostatecznie to wszystko zobaczyć i podjąć decyzję, ale jeśli pytasz o moją opinię, to uważam, że będzie gotowy.

Czym pana projekt sportowy różni się od tego obecnego?

Najważniejszą różnicą jest zespół. Wspaniali piłkarze i znawcy stylu Barçy nie pracują obecnie w klubie - Xavi, Puyol, Cruyff, Guardiola, Òscar García Junyent, Joan Vilà, Albert Benaiges… Ta lista jest bardzo długa. Gdybyśmy mieli chociaż kilku z nich, to już zrobiłoby różnicę. Poza tym odmienny model zarządzania i podejmowania decyzji w obszarze sportowym. To powinno być w rękach byłych piłkarzy, którzy mają do tego umiejętności. Członkowie zarządu bez doświadczenia w tej dziedzinie nie mogą podejmować działań w tym zakresie.

Czy piłkarze Barçy nadal powinni być opłacani najlepiej na świecie?

Widać, że kiedy jest to konieczne, bardzo trudno ich sprzedać ze względu na wysokie pensje. Najlepszy piłkarz na świecie i w całej historii, taki jak Leo Messi, powinien być najlepiej opłacany. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Nie możemy sobie natomiast pozwolić na to, aby zawodnicy, którzy nie należą do grona najlepszych lub niekoniecznie są najlepsi na swojej pozycji, zarabiali więcej, niż wynika to z danych rynkowych. Trzeba tutaj postępować bardziej racjonalnie.

Piłkarzom przypisuje się ogromny wpływ i władzę. Boi się pan tego?

Absolutnie nie. Piłkarze chcą tego, co najlepsze dla drużyny, i jeśli ktoś pyta ich o zdanie, to je wyrażają. Myślę, że to bardziej problem przywództwa ze strony zarządu, niż problem szatni. Ostatecznie każdy robi to, na co mu się pozwala.

Czy myśli pan, że trudno jest współpracować z Messim?

Jestem przekonany, że absolutnie nie. Xavi zawsze mi powtarza, że Leo to normalny człowiek, który jest ogromnie waleczny. To najlepszy piłkarz w historii. On chce wygrywać. Czasami rzeczywiście wydaje się, że niektórzy za bardzo się go boją. Trzeba podchodzić do niego absolutnie naturalnie. On chce wszystkiego, co najlepsze dla klubu, chce wygrywać Ligę Mistrzów i wszyscy musimy pomóc mu w tym, aby nadal to robił.

Czy uważa pan, że obecny zarząd powinien przeprowadzać strategiczne transfery, biorąc pod uwagę, że płaci się za nie w ratach, co w praktyce przekłada się na przyszły dług?

Niezbędne są dwie rzeczy. Po pierwsze, transparentność, ponieważ rok przed wyborami musimy dokładnie wiedzieć, na czym stoimy. Po drugie, trzeba podejmować decyzje konieczne do tego, abyśmy ponownie wygrali tryplet, nie narażając przy tym przyszłości klubu.

Nawiązuje tu pan do Espai Barça.

Nawiązuję na przykład do title rights, tego wspaniałego pomysłu, aby na rok oddać nazwę stadionu na cele charytatywne. Przy okazji nie można jednak narażać całej struktury na następne lata. Kolejnym przykładem jest referendum w sprawie Espai Barça. Apelujemy, aby poczekać na wybory. Niech każdy kandydat przedstawi swoją propozycję, nie róbmy referendum w pośpiechu.

Czy jest pan zwolennikiem przebudowy Camp Nou?

To bardzo pilne zadanie. Zarówno Palau Blaugrana, jak i Camp Nou potrzebują przebudowy. Myśleliśmy o tym już w 2014 roku...

Porozmawiajmy o długu. Czy tak jak Laporta uważa pan, że wynosi on miliard euro?

Laporta mówił, że Barça to klub trzech miliardów. My mówiliśmy o czterech miliardach - miliard przychodów, miliard wydatków, miliard długu, chociaż sądzimy, że to trochę mniej, i miliard, który ostatecznie wydamy na Espai Barça. Wychodzi nam, że obecnie dług wynosi ok. 700 milionów, a nie 200, jak nam podają. Po sprzedaży Neymara zaczęliśmy wydawać pieniądze w ramach błędnej polityki sportowej. Wydatki wystrzeliły i trzeba je kontrolować.

Wydaje się, że pan i Laporta macie podobny elektorat.

Nie zgadzam się. W niektórych aspektach jesteśmy zgodni, tak jak zgadzaliśmy się z niektórymi innymi prezydentami w pewnych kwestiach. Łączy nas preferowany styl gry, który należy wspierać, typ osób, na jakie należy postawić... Uważam jednak, że trzeba zapomnieć o przyszłości i rozpalić nowy ogień, patrzeć w przyszłość, łącząc najbardziej utalentowanych ludzi.

Czy żałuje pan, że opowiedział się pan politycznie? Jest pan teraz identyfikowany jako zwolennik niepodległości Katalonii, a to może zrazić socios, którzy tego nie popierają.

Chcę podkreślić, że nigdy nie opowiedziałem się jako aktywny zwolennik niepodległości. Zapytano mnie, jakie idee popieram, i wyjaśniłem, że tak jak wielu Katalończyków, jestem rozczarowany tym, jakie możliwości działania ma Katalonia, będąc częścią Hiszpanii. Jednak to nie jest dla mnie istotne w projekcie, jaki chcemy przedstawić w FC Barcelonie, gdzie najważniejsze są talent i doświadczenie, dzięki którym będziemy mogli stawić czoła wyzwaniom sportowym, finansowym i społecznym. 

Bartomeu rządził w bardzo niespokojnych politycznie czasach. Jak ocenia pan jego działania pod tym kątem?

Czasami nie wyrażał się jasno, jednak efekt końcowy jest raczej pozytywny, ponieważ Barça nie została wykorzystana jako narzędzie w walce politycznej. Stanęliśmy po stronie prawa do decydowania i to właśnie w tym miejscu powinna ustawić się Barça.

Jakie według pana będą wyniki audytu w sprawie Barçagate?

Nie mam żadnych oczekiwań, że to na coś się przyda. To ruch pokazowy, fasada. Audyt nie pokaże niczego, czego nie ma w dokumentach. Dopuszczono się bardzo poważnych czynów i w normalnych okolicznościach oznaczałyby one natychmiastowe dymisje.

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Mam nadzieję że Pan Font wygra wybory :))

Font na dzień dzisiejszy wydaje się najbardziej odpowiednim kandydatem. Zobaczymy co na to socios ;)