Lobo Carrasco: Guardiola nie wróci do Barçy, ponieważ jest bardzo inteligentny

Łukasz Lewtak

23 maja 2020, 15:30

AS

3 komentarze

Fot. Getty Images

Lobo Carrasco, były znakomity piłkarz Barcelony, który grał na Camp Nou przez całe lata 80., udzielił wywiadu dla ASa, dzieląc się swoimi przemyśleniami na temat obecnej sytuacji Blaugrany oraz wspomnieniami z przeszłości.

LaLiga chce wznowić rozgrywki 12 czerwca, jeśli zezwolą na to służby sanitarne. Uważa pan, że to dobra data, czy to byłoby jeszcze za wcześnie?

Pod względem fizycznym i psychicznym piłkarze będą musieli maksymalnie się wysilić, ponieważ muszą dojść do formy na ostatnią część sezonu, niezależnie od tego, czy rozpocznie się ona 12, 19 czy 26 czerwca. Zostały trzy tygodnie, choć dla mnie idealnie by było, gdyby to było pięć tygodni. W każdym razie piłkarze są profesjonalistami, kontrolowali swoją wagę i utrzymywali formę pod kontrolą klubu, a rytm rozgrywek złapią wraz z kolejnymi rozegranymi meczami.

Jak wyobraża pan sobie piłkę nożną w tej "nowej normalności", o której się mówi?

Piłkarze grają po to, aby wygrać i aby kibice dobrze się bawili, ale jeśli nie będzie widzów na trybunach, pojawi się pustka, która będzie miała wpływ na wszystko, ponieważ można będzie mieć wrażenie, że to jakiś mecz treningowy, a to coś zupełnie innego. Poza tym będą dodatkowe przepisy, a wymuszone przez nie zachowania będą dziwne dla piłkarzy i widzów. Jednak należy liczyć, że to tylko stan przejściowy.

Który mecz w pana karierze wybija się ponad wszystkie inne i dlaczego?

Finał Pucharu Zdobywców Pucharów z 1979 roku przeciwko Fortunie Düsseldorf w Bazylei, ponieważ przełamaliśmy serię Barçy Pięciu Pucharów z Basorą, Césarem, Kubalą, Moreno i Manchonem, piłkarzami, których podziwiałem, a którzy nie mogli odnieść sukcesu w Europie. To coś podobnego do tego, co wydarzyło się z Hiszpanią na EURO 2008, kiedy Casillas, Cesc, Xavi i cały wspaniały zespół połączyli się, aby przełamać tę zaklętą barierę ćwierćfinałową, której nie mogła przejść reprezentacja Hiszpanii.

Kim jest dla pana Kubala?

Jest jedną z trzech najbardziej fantastycznych osób, jakie pojawiły się w moim życiu, obok Quiniego i fotografa Miguela Moreno. Miałem okazję z nim trenować. Doprowadził mnie do reprezentacji w wieku 19 lat, przyszedł do Barcelony, uczył mnie, nie tylko trenował... Dla mnie zawsze był jak ojciec, ale nie ze względu na różnicę wieku, a z uwagi na jego wspaniałą karierę, wiedzę i mądrość piłkarską. Poszedłbym z nim na koniec świata. Kiedy zmarł, byłem dumny, że mogłem dzielić z nim tę samą piłkę. Mam bardzo dobre relacje z jego synem Lazym.

W czym Maradona jest lepszy od Messiego i odwrotnie? Pan zna ich obu.

Messi jest regularny. Gra dobrze w 99 na 100 meczów. Jednak Diego potrafił stawić wyzwanie prawom fizyki. Na ostatnich metrach są sobie równi. Można od razu sobie przypomnieć dziesięć akcji każdego z nich, po których człowiek może oszaleć. Nikt nie był w stanie tego powtórzyć. Diego i Leo są na samym szczycie razem z Pelé i Cruyffem. Maradona i Messi to gracze ponadczasowi. Mogliby odnaleźć się w każdej epoce piłkarskiej, repezentacji Węgier lat 50., Brazylii dwie dekady później, Mechanicznej Pomarańczy czy hiszpańskiej tiki-tace.

Jak by pan wyjaśnił to, że od 2014 roku Real Madryt wygrał Ligę Mistrzów cztery razy, a Barcelona z Messim tylko raz?

Real jest mocny psychicznie. Zidane również miał wpływ na te sukcesy. Jednak w porównaniu, jeśli ktoś chce zobaczyć jedynie spektakl, Barcelona by wygrała. W ostatnich latach częściej zwyciężała w El Clásico, również w Lidze Mistrzów. Jednak Real potrafił awansować do kolejnych rund, nawet jeśli nie grał dobrze. Z kolei Barcelona musiała prezentować dobrą piłkę, bo jeśli tego nie robi, płaci wysoką cenę, gdyż nie potrafi tak bronić.

Ile razy w ciągu ostatnich 34 lat myślał pan o tym, że mógł pan zapewnić Barcelonie pierwszy Puchar Europy w 1986 roku, strzelając piąty rzut karny w meczu ze Steauą w Sewilli?

To było ciężkie przeżycie. Wziąłem na siebie odpowiedzialność wykonywania piątego rzutu karnego, ponieważ przestrzeliłem w półfinale z Göteborgiem. Mógł być rozstrzygający, ale tak się nie stało. Urruti był wspaniały w serii jedenastek, ale my zawiedliśmy. To rana, która u mnie nigdy się nie zagoi, ponieważ mogliśmy być częścią pierwszej w historii Barçy zdobywającej Puchar Europy.

Ile razy rozmawiał pan z Goikoetxeą o tym, jak kopnął Maradonę w finale Pucharu Króla w 1984 roku, i o tym wszystkim, co wydarzyło się w tamtym starciu Barçy z Athletikiem?

Wiele razy, ponieważ jesteśmy dobrymi przyjaciółmi. To prawda, że tamta sytuacja była bardzo nieprzyjemna, ale Goiko to bardzo szlachetna osoba, żałował tego i dla mnie to wystarczy. Jako zawodowiec będzie musiał z tym żyć, tak jak ja z tamtym piątym rzutem karnym, którego nie strzeliłem w meczu ze Steauą.

Dlaczego po jedenastu latach gry w Barcelonie odszedł pan do Sochaux, a później do Figueres?

Miałem 30 lat i postanowiłem opuścić Barcelonę, mimo że moja umowa była ważna jeszcze przez dwa sezony. Stało się tak, ponieważ mimo że Cruyff dobrze mnie traktował, mieliśmy różne wizje tego, jak mam grać. Tak naprawdę miałem przejść do Bolonii, miałem ochotę na grę we Włoszech, ale kluby nie doszły do porozumienia. Barcelona dogadała się za to z Sochaux, które pod każdym względem było bardziej zdeterminowane, aby mnie pozyskać. W styczniu 1992 roku postanowiłem zakończyć karierę, ale kilka tygodni później zadzwonił do mnie dyrektor sportowy Figueres Paco Martínez, mój przyjaciel i były kolega z Barçy, i przekonał mnie, żebym pomógł zespołowi w awansie do Primera División. Szkoda, że nie osiągnęliśmy tego, mając takich zawodników jak Toni, Gratacós, Tab Ramos, Luis Cembranos Tintín Márquez, García Pitarch czy Tito Vilanova. Doświadczenia z Sochaux i Figueres bardzo wzbogaciły mnie wewnętrznie.

Był pan bardzo wszechstronnym skrzydłowym. Czego najbardziej potrzebuje Barça - skrzydłowego czy środkowego napastnika, Neymara lub Lautaro?

Futbol Neymara nie ma granic, on ma bardzo szeroki wachlarz zagrań, jest cudownym piłkarzem, ale odszedł w taki, a nie inny sposób, i jako prezydent lub dyrektor sportowy nie zabiegałbym o jego powrót. Lautaro byłbym transferem większej wagi ze względu na potrzeby drużyny. Dlatego też to jego bym sprowadził prędzej niż Neymara, aby wymieniał się z Suárezem w roli "dziewiątki". Mimo to wiem jednak, że klub zrobi wszystko, co możliwe, żeby Neymar wrócił. Tridente Neymar-Lautaro-Messi, jeszcze z Griezmannem, w którego nadal wierzę, byłoby bestialskie.

Czy uważa pan, że zwolnienie Valverde było uzasadnione?

Po porażkach z Liverpoolem i Valencią zaczęła się dyskusja o odejściu trenera lub przebudowie drużyny. Wg mnie Valverde powinien zostać do 30 czerwca. To byłoby konsekwentne i właściwe działanie.

Czy sądzi pan, że Guardiola wróci do Barçy?

To nie nastąpi, ponieważ Guardiola jest bardzo inteligentny. Wiem jednak, że skrytym marzeniem wszystkich culés jest ponowne przeżycie epoki z Pepem na ławce i Messim na boisku.

Co się dzieje ze szkółką Barçy, którą zawsze klub tak bardzo się szczycił? Carles Pérez, Abel Ruiz czy Juan Miranda musieli odejść, z Ansu Fatiego schodzi powietrze, Riqui Puig nie pokazuje w pełni tego, czego się od niego oczekuje... Czy Real wygrywa teraz pod względem stawiania na młodych piłkarzy?

Pozwolenie Carlesowi Pérezowi na odejście było błędem. Ansu Fatiego absolutnie bym nie sprzedawał, co innego wypożyczenie w ramach operacji sprowadzenia Neymara czy Lautaro, o których wcześniej rozmawialiśmy. Riqui Puig ma swoją grę, ale będą musieli go wypożyczyć do drużyny z Primera División, aby pokazał, że ma odpowiednie umiejętności, przede wszystkim w grze bez piłki. On musi się uczyć od Xaviego i Iniesty, którzy nie mieli siły fizycznej, ale uprzedzali ruchy rywali i często przejmowali piłkę. Szkółka była podstawą do tego, że Barça weszła na sam szczyt światowego futbolu, i nie powinno się o tym zapominać.

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Może i wróci, ale na pewno nie przy tym zarządzie