Były piłkarz Barcelony Eusebio Sacristán udzielił wywiadu dziennikowi Mundo Deportivo, w którym opowiedział o finale Pucharu Mistrzów z 1992 roku, swojej pracy w Realu Sociedad, szansach na poprowadzenie Blaugrany i rozmowach z Quique Setienem.
Mundo Deportivo: Wczoraj była rocznica finału na Wembley. Co najlepiej pamiętasz z tego meczu?
Eusebio: Był niezapomniany, ale, szczerze mówiąc, najbardziej zapamiętałem końcowy gwizdek, ponieważ to było potwierdzenie tego, co osiągnęliśmy. Każdy aspiruje do tego, co najlepsze. Bycie mistrzem Europy było moim marzeniem od dziecka i w tym dniu to osiągnąłem. Ten gwizdek był niebiańską muzyką ze względu na to, co oznaczał dla mnie i dla klubu.
Jak to przeżyliście jako podstawowi zawodnicy?
Wiedzieliśmy, że to wiele znaczy dla kibiców i dla klubu, po tym, co przeżyli w Sewilli sześć lat wcześniej. Wszyscy, którzy przyszliśmy w 1988 roku, byliśmy w podobnym wieku. Po pierwszych dwóch trochę nieregularnych rozgrywkach, w trzecim sezonie ligowym w 1991 roku zaczęły pojawiać się wyniki.
Co znaczyło tamto mistrzostwo? Czy było równie ważne jak Puchar Europy rok później?
Tamta liga, pierwsza, jaką wygraliśmy, potwierdziła, że projekt podąża odpowiednią drogą. Ponadto rywalizowaliśmy z Realem i musieliśmy potwierdzić, że jesteśmy w stanie to zrobić. To mistrzostwo nam to udowodniło.
Byłeś bohaterem akcji, która zadecydowała o losach finału na Wembley, ponieważ sprowokowałeś faul. Włosi wciąż mówią, że go nie było. Był faul?
Uważam, że tak, ponieważ chciałem zabrać piłkę, a obrońca mi to uniemożliwił, nie zagrywając futbolówki. Arbiter zinterpretował, że ta piłka była poza grą w sposób nieprzepisowy i odgwizdał przytrzymanie, które jest zagraniem dającym spore pole do interpretacji.
Przygotowywaliście się na finał w jakiś szczególny sposób?
Przede wszystkim byliśmy bardzo świadomi i skoncentrowani dzięki zaufaniu, jakim nas obdarzyli Johan i Charly. Dlatego nie potrzebowaliśmy wielkiej motywacji, finał Pucharu Europy jest wystarczającą motywacją.
Wiele mówiło się o frazie „wyjdź i ciesz się”. Niektórzy z twoich kolegów mówili, że jej nie słyszeli. Czy Johan naprawdę ją wypowiedział?
Johan przekazywał nam to, bez względu na to, czy dosłownie, czy też nie. Było to doświadczenie, które już znał, zaznał go w szerokim zakresie jako piłkarz. Powiedział nam, że finał to jedyna szansa, i zaproponował nam, żebyśmy starali się nim cieszyć jak najmocniej, ponieważ łatwiej jest grać dobrze, jeśli nastrój jest dobry. Tak właśnie odbierałem to, co Johan nam przekazywał.
Czy próbowałeś przekazać to samo uczucie zespołowi w 2006 roku, będąc członkiem sztabu Rijkaarda?
Oczywiście. Muszę powiedzieć, że w 2006 roku towarzyszyły nam takie same emocje jak na Wembley. Czuliśmy, że musi pójść dobrze, ponieważ graliśmy świetnie i zasługiwaliśmy na nagrodę. Wszystko wokół grupy było pozytywne, bardzo podobnie do tego, co pamiętam z Wembley, z tym głodem sukcesu, który mieliśmy.
Minęło pięć lat od zakończenia twojej pracy w Barcelonie B i od tego czasu wiele się wydarzyło. Byleś jednym z kandydatów do zostania trenerem Blaugrany w 2017 roku. Myślałeś, że to może się wydarzyć?
Była taka możliwość po odejściu Luisa Enrique, ale byłem wtedy w Realu Sociedad i ta drużyna była moją jedyną opcją, tworzyłem wielki projekt, którym się cieszyłem. Powiedziałem o tym Barcelonie. Od początku byłem zdecydowany na wypełnienie mojego kontraktu z Realem. Właśnie podpisałem umowę na kolejny rok i awansowaliśmy do europejskich pucharów.
Awans Realu do finału Pucharu Króla jest dla ciebie czymś szczególnym?
Tak. Moim marzeniem w San Sebastián było stworzenie w Realu drużyny na następne trzydzieści lat, byłem bardzo zmotywowany. Marzenie zostało gdzieś w połowie drogi. Myślę, że w sezonie, w którym awansowaliśmy do europejskich pucharów, drużyna była bardzo młoda i zapłaciliśmy za grę w trzech rozgrywkach, co zwykle się zdarza. To jednak prawda, że to dla mnie coś szczególnego, że ta drużyna jest tu, gdzie jest teraz. Zespół osiąga to wszystko, czego chciałem. Uwielbiam oglądać go w akcji.
Czy widzisz siebie trenującego pewnego dnia Barcelonę?
Nie wiem, nie mówię nie. Jednak nie jest to coś, co miałbym teraz wśród swoich celów. Po moim doświadczeniu w Gironie i tym, jak się skończyło, muszę reaktywować moją karierę. To, co przeżyłem, może pomóc mi osiągnąć ważne rzeczy, więc dlaczego nie? Jednak to nie jest wyznaczony cel. Chcę mieć długą karierę, taką, jaką miałem jako zawodnik.
W Barcelonie jest obecnie Quique Setien, który jest przykładem takiej długiej kariery. Znacie się z Atlético, prawda?
Tak, dużo rozmawialiśmy o futbolu. Juan Carlos, Salinas i ja mieszkaliśmy razem i Quique przychodził codziennie, aby zjeść i porozmawiać o futbolu. Był autentycznie zakochany w piłce. Zawsze gdy się spotykaliśmy w następnych latach, rozmowa obracała się wokół stylu Cruyffa.
Wróżysz mu sukces w Barcelonie?
Nie wiem, ale myślę, że jest w idealnym miejscu, żeby rozwijać swoją propozycję piłkarską. Życzę mu jak najlepiej.
LaLiga może zostać wznowiona w czerwcu, zgodnie z planami Tebasa. Jednak jeśli nie będzie mogło do tego dojść, byłoby sprawiedliwe, gdyby Barcelona została mistrzem?
Oczywiście. Rozegrano wiele meczów do 27. kolejki. Wszyscy mieli takie same szanse na wygraną lub porażkę. Każdy jest tam, gdzie jest, ponieważ na to zasłużył.
Komentarze (4)