Dídac Lee, członek zarządu FC Barcelony zajmujący się cyfryzacją, udzielił wywiadu dla La Vanguardii, w którym mówił o klubie w kontekście mediów społecznościowych.
Dołączyłeś do zarządu dziesięć lat temu. Jak wtedy wyglądał klub pod względem cyfryzacji?
Nie było takiego działu. Klub miał stronę po angielsku i chińsku, jakieś materiały w mediach społecznościowych... Tak jak wszyscy. To były początki.
Jak starałeś się przekonać zarząd?
Na początku przeciwstawiłem globalny i lokalny świat klubów piłkarskich, przedstawiłem wiele pomysłów i pamiętam reakcje innych: "ale o czym on gada?". W tamtych czasach posiadanie Twittera było bardzo freaky. Ale że mój budżet był bardzo mały, Sandro się zgodził. Stworzyliśmy specjalny dział. Były nas dosłownie cztery osoby. Tak się wszystko zaczęło.
Jeśli wtedy ktoś by ci powiedział, że dziś klub będzie miał 350 milionów fanów w mediach społecznościowych, to byś uwierzył?
W cyfrowym świecie bardzo trudno jest coś przewidywać. Pomyliłbym się, nie da się przewidywać. Do dziś pamiętam, jaki byłem szczęśliwy, jak osiągnęliśmy 10 milionów fanów.
I skąd ten boom?
To konsekwencja tego, co dzieje się w realnym świecie. Rozmawianie o świecie cyfrowym ma coraz mniej sensu. Teraz nie da się już ich rozróżnić. Wszystko jest cyfrowe. Firmy działają już przynajmniej hybrydowo. To nie tylko Amazon.
Dlaczego ktoś, kto wie, że nigdy nie pojawi się na Camp Nou, i urodził się tysiące kilometrów od Barcelony, staje się kibicem Barçy?
Jest wiele badań, które to wyjaśniają, ale nie sądzę, żeby był tylko jeden powód. Na przykład w Chinach ludzie bardzo kibicują konkretnemu piłkarzowi. Pamiętam chińskiego kibica Barçy, który świętował gola Wu Leia, kiedy zremisowaliśmy z Espanyolem.
To dziwne...
Dla nas to niezrozumiałe, jednak w różnych innych miejscach jest inaczej. W Stanach Zjednoczonych kibiców przyciąga wyjątkowość Barçy, która jest własnością socios, nie działa dla czystego zysku i nie dzieli zysków pomiędzy akcjonariuszy.
A pan dlaczego został kibicem Barçy?
Kiedy zakładałem jej koszulkę, integrowałem się z nią. Szczerze, to Barça zawładnęła mną jako pierwsza, szybciej niż futbol.
W jaki sposób klub stara się być blisko tak różnych kibiców?
Bardzo ważne jest to, aby ich poznać, a nie ma żadnego prototypu. Już w samej Hiszpanii widoczne są różnice. Niektórzy doceniają Barçę ze względu na przywiązanie do Katalonii, inni mają odmienne powody, ale wszystkie są dobre. Najważniejsze jest to, że nasza widownia jest ogromna.
Trzeba zamienić tę widownię w przychody...
Mamy program informatyczny, który pomaga nam dotrzeć do naszych kibiców, dzieląc ich na segmenty i rejestrując. Kolejnym krokiem jest tworzenie odpowiednich produktów, które trafią w ich gusta. Są trzy filary - widownia, jej znajomość oraz produkty i usługi.
I merchandising.
To produkty fizyczne, ale również wirtualne, produkowane przez Barça Studios, takie jak seriale, dokumenty, teraz też animacje dzięki uruchomieniu Talent Explorers, aplikacje, wideo, treści w mediach społecznościowych... Chcemy, żeby wszyscy byli zaangażowani. Chcemy lepiej ich poznać. Jeśli mieszkają bliżej, zaoferujemy im sprzedaż biletów, tour... Im dalej, tym bardziej wirtualnie, a im bliżej, tym bardziej namacalnie. Najlepiej, jeśli ten sam kibic korzysta z obu rodzajów produktów.
Kibice są więc jak klienci.
Nie są tylko numerkami czy przychodami. Barça ma bardziej kibiców niż klientów i dlatego jest wyjątkowa. To wspaniałe. Nie jesteśmy jakimś produktem, marką, której się używa. Barça jest kochana. To wykracza poza sferę finansową, która jest bardzo chłodna. Jeśli ktoś kibicuje Barcelonie, czuje, że broni jakiejś sprawy. Noszenie koszulki Barçy w odległej wiosce w Japonii nie jest niczym trywialnym. A oglądanie seriali animowanych o Barcelonie wzmaga ducha barcelonismo w dalekich krajach wśród dzieci reprezentujących wartości wielokulturowe.
Na jakim etapie znajduje się netflixowe OTT dla culés?
Na bardzo zaawansowanym. Jesteśmy w fazie testów. To bardzo skomplikowane technicznie, ponieważ chemy wypuścić tysiąc godzin materiałów. Trzeba być pewnym, że platforma wytrzyma. W przyszłości będzie mogła mieć seriale, animacje oraz własne produkcje, jak "Matchday" czy same spotkania.
Czy klub ma strategię na erę po Messim?
Mnie już wtedy nie będzie w klubie. (śmiech) A na poważnie, uważam, że do tego jeszcze trochę brakuje, a poza tym cyfrowy świat może przyczynić się do tego, że Messi będzie wieczny w naszym klubie.
Czego spodziewasz się po audycie w sprawie I3Ventures?
Mam nadzieję, że wyjaśni, co się wydarzyło. Ja jako pierwszy jestem zły na tę sytuację, ponieważ kiedy to wyszło, wszyscy do mnie dzwonili z wyrazami współczucia w związku z czymś, o czym kompletnie nie wiedziałem. To było poza moim działem.
Myślał pan o dymisji?
Dlaczego? Oczywiście to mi przeszkadzało, ale nie chcę poświęcać nawet minuty na sprawę, która mnie nie dotyczny. Skupiam się na innych rzeczach.
Komentarze (1)