Niedawno pisaliśmy o rozwiązaniach rozważanych przez LaLigę i operatorów telewizyjnych w celu uatrakcyjnienia przekazu meczów bez udziału kibiców. Temat skomentował jeden z założycieli firmy Mediapro Jaume Roures.
W ostatnich dniach mówiło się, że zwiększona zostanie interakcja z widzami podczas transmisji telewizyjnych. Planowałeś to już wcześniej czy to wynik pandemii i gry bez kibiców?
Nie tylko planowano to od dawna, od jakiegoś czasu już jest to używane. Inną sprawą jest powiązanie tego z obecną, wyjątkową sytuacją. Media społecznościowe nie odgrywają takiej samej roli w normalnych warunkach co teraz, kiedy to mogą pomóc w stworzeniu atmosfery w sytuacji, w której by jej nie było.
Ustaliliście już, na czym będą polegały zmiany?
Nie, jeszcze nie, pracujemy nad tym. Mamy nagrany dźwięk ze stadionów, na których będą rozgrywane mecze, i będziemy go wykorzystywać. Każdy stadion będzie miał swój własny dźwięk, nie jakiś sztuczny lub wzięty z innego stadionu. Teraz zastanawiamy się, co zrobić np. gdy padnie gol.
Kamery będą unikały pokazywania pustych trybun?
Będą bliżej murawy i będą przemieszczały się inaczej niż w przeszłości. Celem jest zbliżenie się do gry i unikanie otwartego planu.
Pojawi się wirtualna publiczność?
Staramy się opracować rozwiązanie, dzięki któremu trybuny nie będą pokazywane jako pusty cement. Można wykorzystać to miejsce np. z pomocą sponsorów.
Czy te nowości zostaną wprowadzone już od pierwszego meczu?
Tak, na pewno się pojawią.
Czy mecze będą mogły być rozgrywane w tygodniu do południa, skoro nie będzie na nich kibiców?
Nie. Uważam, że będą się odbywały popołudniami i wieczorami, nawet w tygodniu. Między innymi dlatego, że wtedy najwięcej osób ogląda telewizję. Musimy dostosować się do harmonogramu kibiców. W weekendy możemy ustalać spotkania nieco wcześniej, co jest dobre i dla nas, i dla innych kontynentów takich jak Azja. Trzeba rozegrać 11 kolejek i wiele zależy od dnia powrotu do gry.
Szacowaliście, o ile wzrośnie oglądalność meczów w telewizji?
Będzie to minimum około 20-30%, o tyle wzrosło oglądanie telewizji w trakcie pandemii.
Mówiło się, że niewiele osób będzie miało wstęp na stadiony. Oznacza to, że nie wpuści się tam radio i fotografów?
To temat LaLigi, nie mój. My będziemy korzystać z usług minimalnej liczby osób. Z powodów bezpieczeństwa ekipy nie będą tak liczne, ale kamery muszą być na stadionie. Postaramy się zrobić wiele rzeczy zdalnie.
We Francji Canal+ i beIN Sports odmówiły zapłacenia klubom pieniędzy za prawa telewizyjne z powodu zakończenia rozgrywek. W Hiszpanii też istnieje taki zapis w umowie?
Niemożliwe jest umieszczenie w kontrakcie klauzuli uwzględniającej obecną sytuację. Logiczne byłoby dostosowanie płatności do wykonanych usług. We Francji tego nie zrobiono, bo zapłacono mniej niż za rozegrane do tej pory mecze. Nie wydaje się to akceptowalne, to korzystanie na czyimś nieszczęściu.
Ile procent za ten sezon dostały do tej pory kluby?
To nie kwestia tego, ile dostały, ważne jest respektowanie zapisów kontraktu. Wszyscy pracujemy nad dokończeniem sezonu i liczymy, że ta dyskusja się nie odbędzie.
Kryzys ekonomiczny sprawi, że kluby będą jeszcze bardziej zależne od wpływów z praw telewizyjnych?
Niekoniecznie, choć prawdą jest, że inne przychody zmaleją. Nie wiadomo, jak to wpłynie na telewizję, ale umowy obejmują okres wykraczający poza datę potencjalnego opracowania szczepionki. Być może trzeba będzie obniżyć cenę abonamentu telewizyjnego, ale w tym samym czasie abonentów będzie więcej, bo kibice nie będą mogli iść na stadion.
Temat skomentował również prezes LaLigi Javier Tebas, który zapowiedział, że być może na trybunach będą wyświetlane na żywo tweety kibiców. – Pojawią się interesujące kwestie takie jak wirtualne reklamy oraz możliwość wyświetlania tweedów wysyłanych w trakcie meczu. Kamery będą ustawione inaczej, co zmieni percepcję – powiedział Tebas, który podkreślił też, że niektóre kluby przekraczają limity płac ustalone przez ligę i w kolejnym sezonie będą musiały korzystać ze szkółki oraz opracować strategię obniżenia wynagrodzeń.
Komentarze (5)