Dziś mija 30 lat od finału, który uratował posadę Johana Cruyffa

Julia Cicha

5 kwietnia 2020, 09:52

AS

4 komentarze

Fot. Getty Images

Dziś mija dokładnie 30 lat od wygranej Barcelony z Realem Madryt 2:0 w finale Pucharu Króla. Ten mecz wg wielu uratował posadę Johana Cruyffa oraz rozpoczął erę słynnego Dream Teamu.

Barça zakończyła sezon ligowy 1989/90 na trzecim miejscu w tabeli, jedenaście punktów za Realem. Był to drugi sezon Cruyffa na ławce, a za wygraną przyznawano wtedy jeszcze dwa punkty. Finał Pucharu Króla odbył się 5 kwietnia, na miesiąc przed końcem rozgrywek ligowych, ale już wtedy Katalończycy nie mieli żadnych szans na mistrzostwo. Przegrali dziesięć meczów, a Cruyffowi brakowało obrońców. Pierwszy sezon Cruyff uratował dzięki Pucharowi Zdobywców Pucharów zdobytemu przeciwko Sampdorii, ale w drugim, po przyjściu Koemana i Laudrupa, oczekiwano więcej. Odważna wizja piłkarska Holendra nie zaczęła jeszcze funkcjonować, a bardziej konserwatywne sektory kibiców oskarżały go o pusty romantyzm. Jego pozycja była zagrożona.

W drodze do finału Pucharu Króla Barça pokonała Athletic, Real Sociedad i Valencię. Stara gwardia, która nie wierzyła w nowe metody Cruyffa, ogłosiła, że jeśli przegra ten mecz, Holender mógł zostać wyrzucony. W poprzedni weekend drużyna przegrała dodatkowo 0:2 z Atlético, a Núñez wygłosił pojednawczą przemowę, która nie miała jednak wielkiego odzewu. Oprócz tego wybuchła akurat sprawa Milli. Zawodnik nie poleciał na finał na Mestalla, a sposób, w jaki trener zarządzał tą sprawą, był podawany w wątpliwość. Rok później, szczególnie po pojawieniu się Pepa Guardioli, nikt już o Milli nie pamiętał.

Wspomniany finał Pucharu Króla to dużo więcej niż sama gra w piłkę nożną. Warto wspomnieć choćby wypowiedź Chendo, dziś delegata Realu Madryt: „spotkanie wygrali piłkarze, którzy zwyczajnie nie są Hiszpanami”. Później próbował wytłumaczyć te słowa, ale niezbyt mu się to udało: „przeszkadza mi, że hiszpańska drużyna zdobywa puchar dla kibiców, którzy nie czują się Hiszpanami. Nigdy nie odnosiłem się do piłkarzy Barçy ani do samego zespołu, tylko do pewnego sektora kibiców”.

To był brzydki koniec trudnego meczu. Tak trudnego, że po jego zakończeniu sędzia García de Loza powiedział: „to było najtrudniejsze spotkanie w moim życiu. Od samego początku piłkarze grali bardzo twardo i nie miałem innego wyjścia jak pokazywać kartki. Mam czyste sumienie, mam tylko wątpliwość, czy nie pomyliłem się, nie pokazując drugiej kartki Amorowi”. Czasy, gdy arbitrzy wypowiadali się po meczach, dawno minęły.

Właśnie na tym skupiły się skargi Realu. Fernando Hierro został wyrzucony z boiska za drugą żółtą kartkę, a Amor został oszczędzony. Gordillo spontanicznie stwierdził, że „sędzia się zesrał”, a Míchel również obwiniał arbitra, który wg niego spisał się naprawdę źle. Ostrych starć było w tym spotkaniu wiele. Sanchís uderzył Salinasa w brzuch i nie został ukarany. Aloisio i Hugo Sánchez również mieli swoje starcia. Najmniej było w tym wszystkim piłki nożnej, ale wtedy Cruyff musiał postawić przede wszystkim na wynik. Guillermo Amor strzelił gola na 1:0 tuż przed tym, jak miał zostać zmieniony. „Tak, miałem zamiar zdjąć Guillermo, mieliśmy szczęście” – mówił Johan. Salinas podwyższył prowadzenie, a Barcelona wygrała z Realem, co dla kibiców było wszystkim.

Ten tytuł dał drużynie stabilność. Dzięki niemu Cruyff pozostał w Barcelonie, a następnie pozyskał Stoiczkowa i rozpoczął zwycięską erę. „Być może był to koniec tamtego Realu” – przyznał Paco Buyo po latach. Narodził się Dream Team, a Cruyff odniósł sukces. Gdyby nie ten finał, mogłoby być zupełnie inaczej.

Barcelona – Real 2:0

Barcelona: Zubizarreta; Aloisio (Serna, 26'), Koeman, Alexanco; Eusebio, Amor (Soler, 71'), Bakero, Robert; Laudrup, Salinas, Begiristain.

Real Madryt: Buyo; Chendo, Ruggeri (Llorente, 63'), Sanchís; Gordillo; Míchel (Aldana, 77'), Hierro, Schuster, Martín Vázquez, Butragueño, Hugo.

Gole: 1:0 Amor (78'), 2:0 Salinas (91').

Sędzia: García de Loza.

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Koeman to miał kopyto. Przydałby się dziś obrońca z takim strzałem :)

Wygrany finał uratował posadę. Tak było.

A sezon wcześniej, po drodze do zdobycia PZP Barca ograła Lecha Poznań.... po rzutach karnych! Niewiele brakowało, a Cruyffa mogło już wtedy nie być (wygrany puchar uratował posadę trenera - tak jak napisano).
Ciekawostka - jedną z bramek w konkursie jedenastek wykorzystał Ernesto Valverde.

A co by było gdyby Bakero nie strzelił bramki na1:3 w rewanżowym meczu przeciwko Kaiserslautern w sezonie 91/92 PE? Na Camp Nou było 2:0. Co by było....

Tak to właśnie było kiedyś. Nie zawsze łatwo. Teraz kibic, to rozpieszczony kibic...

https://www.youtube.com/watch?v=g4z8RDqXxJc - fajny skrót, komentarz po prostu genialny :)

Niesamowite jest to, jak czasami jedna chwila, mecz, czyjaś decyzja, cierpliwość może wpłynąć na historię. Załóżmy, że Cruyff zostaje zwolniony po sezonie 89/90. Kto przychodzi na jego miejsce? Czy ma tak ogromny wpływ na filozofię tego klubu? Czy Blaugrana byłaby tą drużyną, jaką znamy? Czy osiągnęlaby takie sukcesy? Czy znana byłaby ze swojego unikatowego stylu? Możliwe, ale ja w to wątpię. Po prostu znaleźli się tu najbardziej odpowiedni ludzie, w odpowiednim czasie ;)