Dlaczego obecny kryzys dotyka bardziej Barcelonę niż Eibar? Czy może dojść do zwolnień piłkarzy?

Julia Cicha

1 kwietnia 2020, 15:30

Marca

6 komentarzy

Fot. Getty Images

Kryzys w piłce nożnej spowodowany koronawirusem sprawia, że kibice nie znają odpowiedzi na wiele pytań. Choć nie wiadomo, kiedy rozgrywki zostaną wznowione, to jednak inne niejasne aspekty można postarać się wytłumaczyć. Marca poprosiła trzech ekspertów: założyciela firmy Mediapro Jaume Rouresa, dyrektora generalnego LaLigi José Guerrę oraz specjalizującego się w ekonomii dziennikarza Palco 23 Marca Menchena, którzy odpowiedzieli na najbardziej nurtujące wszystkich pytania.

Jak to możliwe, że kryzys dotyka bardziej wielkie kluby takich jak Barcelona i Atlético, a nie np. Eibar czy Leganés?

José Guerra (LaLiga): Niezależnie od sytuacji finansowej każdego klubu, która oczywiście też ma na to wpływ, ważne są źródła przychodów każdego klubu. Budżet dużych klubów opiera się na większej liczbie źródeł (stadion, muzeum, sklepy…). Obecna sytuacja wpływa na wszystkie te aspekty, więc też na duży procent przychodów.

Marc Menchen (Palco23): Najmniejsze kluby zależą w 90% od telewizji, więc wypłacanie pensji jest w nich zależne tylko od możliwości gry. Z kolei Barça i Atlético zarabiają też na innych rzeczach, takich jak sprzedaż produktów, muzeum, a tych przychodów już nie odzyskają nawet po wznowieniu rozgrywek. Nawet zakładając, że sezon ruszy z kibicami na trybunach, zabraknie turystów.

Dlaczego mała firma może zacisnąć pasa i starać się nikogo nie zwolnić, a profesjonalne kluby zarabiające przynajmniej siedem milionów euro z praw telewizyjnych mają tak duże problemy?

Jaume Roures (Mediapro): Uważam ERTE za przejściowe, prowizoryczne rozwiązanie. Nie dochodzi do zwolnień, to tymczasowa sytuacja w klubach, które będą ponosiły straty, a nie mają tak mocnej sytuacji jak inne. Jeśli rozgrywki będą wstrzymane na dwa lub trzy miesiące, takie będą konsekwencje. Małe firmy, tak jak supermarkety, bardzo się starają i mają co robić. Pracują, okazując oddanie i solidarność. Czy niektóre kluby były w złej sytuacji finansowej i wykorzystają obecną sytuację do uregulowania swoich problemów? Nie wiem, ale zasadniczo nie uważam, by była taka tendencja.

Marc Menchen: W odróżnieniu od innych firm większość wydatków klubów to pensje, stąd potrzeba ich obniżenia u piłkarzy. Tak jak sklep odzieżowy czy siłownia nie zarabia, bo jest zamknięta, tak i kluby nie zarabiają. Zazwyczaj dużo zarabiają i dużo wydają. Wiele z nich powinno pomyśleć o poduszce powietrznej zabezpieczającej w takich sytuacjach. Athletic to zrobił.

Czy w ciągu następnych pięciu lat ponownie zobaczymy transfery po sto milionów euro?

Jaume Roures: Nie, przynajmniej przez jakiś czas. Ta sytuacja zmieni przeprowadzanie astronomicznych transferów. Wg mnie to bardzo dobrze. Moim zdaniem płacenie 100-150 milionów euro za piłkarza było bardzo szkodliwe społecznie, więc ucieszę się, jeśli się to nie powtórzy. Takie będą konsekwencje kryzysu. Kluby, jeśli sezon zostanie dokończony, będą miały się dobrze.

Marc Menchen: Tak, w ciągu półtora roku zobaczymy plany klubów na wyjście z dołka. Jeśli przychody utrzymają się na obecnym poziomie, a nic nie wskazuje, by miało się to zmienić (choć wpływy z praw telewizyjnych przestaną rosnąć), kluby dalej będą potrzebowały kompletować skład, a talenty będą się pojawiać. Inną sprawą może być uregulowanie tej kwestii przez FIFA…

Ile klubów może zbankrutować, jeśli LaLiga nie zostanie wznowiona?

Jaume Roures: Uważam, że w Hiszpanii raczej się tak nie stanie.

Marc Menchen: Nie sądzę, by w LaLidze jakiś klub był w tak złej sytuacji, by ogłosić bankructwo. Na pewno zobaczymy wiele klubów, które zakończą ten rok na minusie, ale nie powinno to wywoływać alarmu. Na szczęście problemy dotknęły wszystkich i wszyscy będą starali się zrekompensować sobie straty w następnej kampanii. Kontrakty telewizyjne powinny być gwarancją udzielania kredytów, dzięki którym poradzą sobie w tych trudnych miesiącach.

Telewizje zareagują tak samo, jeśli gra zostanie wznowiona w maju lub w lipcu? Zapłacą uzgodnione kwoty, nawet jeśli sezon zostanie dokończony w sierpniu?

Jaume Roures: Uważam, że jeśli sezon zostanie dokończony w umówionej liczbie kolejek, ani my, ani Movistar nie będziemy mieli problemów z wypełnieniem kontraktu, ponieważ kluby i LaLiga również go wypełnią. Dodatkowo obecna sytuacja jest wynikiem siły wyższej. Nie powinno być problemów.

Rozumiem więc, że tak jak piłkarze będą mogli grać w razie potrzeby trzy mecze w tygodniu, tak i telewizje nie będą robiły problemów, jeśli tylko rozgrywki będą dokończone.

Jaume Roures: Często zdarzają się tygodnie z trzeba meczami. Inna sprawa, że dotyczy to ligi, Pucharu i Ligi Mistrzów, ale sam rytm jest typowy dla 7-8 klubów.

Czy gdyby taki kryzys pojawił się w 2012 roku, bez wszystkich regulacji podatkowych i kontroli ekonomicznej wprowadzonej w hiszpańskiej piłce, sytuacja byłaby nie do uratowania?

José Guerra: Cała transformacja ekonomiczna pozwoliła klubom i spółkom piłkarskim zachować równowagę finansową. W sezonie 2012/13 40 klubów Primera i Segunda División, wyłączając Real i Barcelonę, miało majątek wynoszący w sumie 18,2 miliona euro, a więc pół miliona na klub. Dzisiaj jest to 1,0656 miliarda, czyli 26,6 miliona euro na klub. Dzięki temu można radzić sobie z wyjątkowymi okolicznościami. Osiem lat temu wiele klubów miałoby problemy, by poradzić sobie z kryzysem.

Czy dojdzie do zwolnień piłkarzy, na których pensje klubów nie będzie stać?

Marc Menchen: Zapewne wiele zespołów będzie chciało latem renegocjować wynagrodzenia, sprzedać niektórych zawodników, by zmniejszyć koszty. Tak było do tej pory z klubami, które spadały z ligi. Problem jest jednak taki, że sprzedawanie graczy również nie będzie łatwe, bo mało klubów będzie w stanie wyjść na zakupy po tym kryzysie.

Czy wprowadzenie ERTE oznacza, że państwo będzie musiało wypłacać pensje takim osobom jak Simeone czy Messi?

Marc Menchen: Będzie musiało opłacić najwyższą dozwoloną kwotę, a więc niecałe 1500 euro miesięcznie. Resztę dołożą kluby za pomocą dodatków. Może szokować, że osoby zarabiające tak dużo są wspierane przez państwo, ale nie zapominajmy, że to one płacą też największe podatki.

Jaki procent przychodów traci duży klub z powodu braku sprzedaży biletów, wejściówek do muzeum w trakcie trwania przerwy?

Marc Menchen: Szybkie kalkulacje wskazują, że jest to około 20%, bo mniej więcej taka część sezonu została do rozegrania. W rzeczywistości jednak część przychodów da się odzyskać, a części nie. Posiadacze karnetów otrzymają jakąś rekompensatę i są najmniejszym problemem. Jednak czy ludzie będą kupować tak dużo koszulek jak rok temu? Mowa nie tylko o obecnych, ale też o przyszłych stratach spowodowanych kryzysem.

Naprawdę nie można by poradzić sobie z sytuacją, w której sezon nie zostanie dokończony?

Mac Menchen: Jeśli nie dojdzie do porozumienia z piłkarzami, by zrezygnowali z proporcjonalnej części zarobków, to na pewno. Wszystkie wydatki są planowane na podstawie przewidywanych przychodów. Nikt nie przewidział, że sezon może zakończyć się bez zainkasowania 549 milionów euro z kontraktów telewizyjnych oraz że końcówka kampanii może zostać rozegrana przy pustych trybunach.

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Zostawiłbym ter Stegena, Pique, Busquetsa, Messiego, Griezmanna, de Jonga + Willian,D.Silva + la Masia resztę bym sprzedał. Kupiłbym N.Keitę.