Z okazji czwartej rocznicy śmierci Johana Cruyffa zapraszamy do zapoznania się z wywiadem z Ángelem Cappą, jedną z osób, które jako pierwsze użyły słowa tiki-taka. W 1994 roku na łamach dziennika El País napisał on artykuł zatytułowany „El tiki y el toque”, co następnie zostało prześmiewczo przekształcone w tiki-takę przez trenera Javiera Clemente. Na początek warto przytoczyć w całości wspomniany artykuł.
Żyjemy w kulturze natychmiastowości i utylitaryzmu. Wszystko musi być teraz i musi być praktyczne. Wszystko można przekształcić w produkty do konsumpcji. Liczy się ten, kto wygrywa i dopóki wygrywa. Być może dlatego tak łatwo jest pomylić się i myśleć, że piłka nożna jest geometryczna i statystyczna, policzalna i przewidywalna. Można myśleć, że najkrótszą drogą jest ta prosta, za pomocą długiego podania. Postmodernizm wyeliminował jako bezużyteczne podania rozpraszające rywala, wypracowane przygotowanie akcji w celu jak najszybszego i jak najelegantszego dotarcia pod pole karne rywala. Nie ma czasu do stracenia, by zrozumieć grę, ważny jest tylko wynik, który chce się osiągnąć, eliminując pośredników oraz wieki dobrego smaku i talentu.
Siła i szybkość to jedyny sposób osiągnięcia jedynego celu. To jak próba zakończenia partii szachów uderzeniem w szachownicę. Niedorzeczność z punktu widzenia efektywności, prostactwo, niezależnie od tego, na co się spojrzy.
Fundamentem piłki nożnej jest podanie. Gra się, podając, przechodzi się do przodu, podając, zarządza się akcjami, podając, dochodzi się do pozycji strzeleckiej, podając. Podanie to nie tylko rozrywka czy estetyczna opcja. Poezja też taka nie jest i dlatego tak dziwiły Borgesa pytania, do czego służy. „Niektóre pytania są bardzo dziwne” – mawiał. - „To jakbym ja pytał, do czego służy smak kawy”.
Jeśli drużyna nie rozprasza rywala wyprowadzaniem piłki, trudniej jest stworzyć akcję bramkową. Jeśli nie zarządza odpowiednio taką akcją, trudno jest, by znalazła odpowiednią okazję do strzelenia gola. Rozkojarza się i zarządza, podając. Z dynamiką, z sensem, w celu znalezienia wolnej przestrzeni i wolnych kolegów. Podanie to konieczność w grze, w żadnym wypadku wynik hojnej rozrzutności w ramach spektaklu. Podaje się, by grać dobrze, a gra się dobrze, by wygrywać.
To prawda, że czasem podania mogą być flegmatyczne, w poprzek, bez pomysłu, a więc nudne i niewystarczające, ponieważ zapomina się, że celem jest strzelanie goli. Nawet w tych przypadkach bolesne jest bieganie za drużyną, która ma piłkę. Nawet wtedy podawanie spełnia funkcję męczenia rywala i sprawiania, że zespół przy piłce cieszy się grą. Zawsze jest lepiej grać, a gra się z piłką. Nigdy nie jest lepiej biegać w celu dogonienia piłki.
Pragmatyczna, nastawiona na natychmiastowe rezultaty gra zawsze ostrożnie podchodziła do podań. Zaczęła je lekceważyć lub nawet nienawidzić, oskarżając o zarozumiałość i fantazję. Jak lis, który obraża winogrona, których nie może dosięgnąć [motyw z bajki dla dzieci – przyp. red.].
Luis Miguel Hinojal: Napisałeś ten artykuł w 1994 roku. Widząc kierunek, jaki obrała hiszpańska piłka w ostatnich latach, wydaje się to proroczym tekstem. W rzeczywistości mówisz jednak o kwestiach ponadczasowych [wywiad przeprowadzono w 2012 roku – przyp. red.].
Ángel Cappa: Wszystko wywodzi się z zamieszania, które trwa do dziś. Od kilku miesięcy przebywałem w Realu Madryt i temat tiqui i toque był zastrzeżeniem do gry zespołu, ponieważ piłkarze za dużo przetrzymywali piłkę. Zamieszanie wzięło się stąd, że myślano, że drużyna podaje między sobą w celu zadowolenia kibiców, nie martwiąc się o wynik. A było wręcz przeciwnie: podanie to esencja gry kolektywnej. Rzuca się w oczy, że nawet mimo wszystkiego, co wygrały Barcelona i reprezentacja Hiszpanii, wciąż pojawiają się wątpliwości i brak zaufania. A to drużyny, które dotarły do esencji gry w piłkę.
W tamtej epoce hiszpańska piłka była podzielona. Sezon wcześniej Barça Cruyffa, ze swoją świetną, wymyślną grą zdobyła czwarte mistrzostwo z rzędu. Real mógł liczyć na swoją wielką piątkę, która również zdobyła wiele trofeów. Reprezentację Hiszpanii prowadził jednak Javier Clemente.
Niektórzy czują się pewniej, kiedy obrońcy wybijają piłkę, oddalając ją od własnej bramki. W ataku znajdzie się ktoś, kto poszuka szczęścia. Clemente redukował taktykę do pracy w obronie, dzięki jego stylowi reprezentacja nie wygrała absolutnie nic.
Valdano i ty trafiliście właśnie do Realu i spotkaliście się z oporem mediów. Ataki pojawiały się także ze strony wielu osób, które dziś chwalą reprezentację.
Chwalą z niewielkim entuzjazmem, tylko do momentu, aż rywale nie wyrównają wyniku. Komentowałem mecze na mistrzostwach Europy dla meksykańskiej telewizji. Ludzie nie mogli tam uwierzyć, że pojawiała się krytyka reprezentacji i trenera. To niesamowite, że przy każdej małej przeszkodzie podaje się w wątpliwość styl, który podziwiają wszyscy.
Menotti mówił w latach 80., że hiszpańska piłka powinna zdecydować się, czego tak naprawdę chciała.
Tak, ponieważ miała dobrych piłkarzy, ale wybierała złe warianty. Pod wodzą Clemente Alkorta i Nadal, dwaj dobrzy stoperzy, grali w linii pomocy, a Guardiola siedział na ławce.
Być może Hiszpania była oskarżana o brak tożsamości. Zawsze miała dobrych zawodników, ale nie pojawiła się konkretna tendencja wyznaczająca własny styl reprezentacji. Mit furii potwierdzany przez pseudopatriotyczne wartości i podsycany frankistowską ideologią wyrządził ogromne szkody.
Furia to faszystowski wynalazek. Hiszpania wygrała coś tylko w 1964 roku z Luisem Suárezem, Amancio, del Solem, Lapetrą, Chusem Peredą… Nie mieli oni wiele wspólnego z furią, byli prekursorami obecnego stylu. Myślenie „dajcie mi pluton, to ich rozjadę” było bardzo szkodliwe i stworzyło dużą przeszkodę dla świetnych pokoleń piłkarzy takich jak ci w Realu w latach 90.
A Hiszpania prezentowała przecież różne style gry. W Sewilli oklaskiwano sztuczki techniczne, a na San Mamés rzut rożny i gola po strzale głową. Dobrych piłkarzy doceniano jednak wszędzie.
Mam świetną anegdotę o Panizo, lewonożnym piłkarzu Athleticu, utalentowanym, ale i kwestionowanym przez jego pochodzenie. W 1947 roku San Lorenzo de Almagro zorganizowało tournée po Hiszpanii. To był zespół o niesamowitej technice, grał piękny futbol, niewidziany wcześniej w Hiszpanii. To zrobiło takie wrażenie, że na San Mamés mówiło się, że „wszyscy Argentyńczycy grają jak Panizo”. Sam Panizo powiedział później, że ta wizyta bardzo mu się przydała, bo wtedy zaczęto go doceniać.
Pod wodzą Luisa Aragonésa i De Bosque postawiono na znaczny zmian stylu i trzymano się swoich przekonań. Kultura sukcesu sprawia, że gdyby nie odniesiono zwycięstwa, doszłoby do linczu.
Oczywiście, bo w obecnym społeczeństwie liczy się tylko triumf. Kiedy Hiszpania przegrała ze Szwajcarią na mundialu, krytyka była ogromna. Styl nie ma żadnego znaczenia. Trzeba wciąż wygrywać, by utrzymać szacunek. Aragonés i Del Bosque zatrzymali piłkarzy, którzy wygrali wszystko.
Obrońcy testosteronu zmodernizowali się nieco, nie mówią już o „furii” ani o „jajach”, tylko opierają się na badaniach naukowych. Wszystko się mierzy, wszystko się porównuje. Jak gdyby futbol był nauką ścisłą albo biegiem na sto metrów. Jak mówi Fernando Signorini zajmujący się przygotowaniem fizycznym, w piłce nożnej „gram mózgu jest ważniejszy niż 80 kg mięśni”. Fernando jest nietypowy, sprawia, że zawodnicy zaczynają myśleć. Wierzy, że piłka nożna jest tajemnicą. Przez wiele lat pracował z najlepszym Maradoną i z reprezentacją Argentyny. Nigdy nie uległ tendencji pracowania z nadmiarem technologii w celu zmierzenia wszystkiego.
Tak, wciąż za bardzo się temu ufa. Zapytałem kiedyś Cruyffa, dlaczego styl, którego bronimy, nie ma więcej zwolenników. Odpowiedział: „ponieważ trzeba wiedzieć”. Żeby zrozumieć dobrą piłkę, tak jak dobry teatr czy kino, trzeba mieć dwie rzeczy: wiedzę i wrażliwość. Ci, którzy chcą wszystko zmierzyć, nie mają żadnej z tych rzeczy. Jak zmierzyć chwilową pauzę Xaviego, który patrzy i czeka na Jordiego Albę, zanim pięknie mu poda, a ten strzeli drugą bramkę w finale mistrzostw Europy? Tego się nie mierzy, to są emocje, które przetrwają. Jak powiedział Machado: „pamiętam tylko emocje związane z rzeczami, zapominam o wszystkim innym”.
Wielu zapomniało o piłce. Zapominają, że w futbolu najwolniejszy jest zwykle ten, kto jest mniej uzdolniony technicznie lub mniej przytomny przy rozwiązywaniu akcji w trakcie gry. W piłce nożnej Xavi jest dużo szybszy niż Usain Bolt…
Tacy zawodnicy jak Xavi albo Guardiola czy Laudrup przegraliby dowolny wyścig z każdym. Jednak piłkarze tacy jak oni projektowali i rozwiązywali akcje szybciej dzięki inteligencji i technice. W futbolu szybkość oznacza co innego, siła również. Siłą jest spryt. Gdyby chodziło o siłę fizyczną, Iniesta nie mógłby grać w piłkę. A jednak jest najlepszym zawodnikiem na świecie, ponieważ jest inteligentny, sprytny i wie, jak grać.
Zawsze utrzymywałeś, że najbardziej wartościowym piłkarzem jest ten, który rozumie grę. Guardiola był wychowywany, żeby rozszyfrowywać grę. Był jednym z najbardziej analitycznych zawodników, jakich widzieliśmy w ciągu dekad, a później to wszystko przeniósł do kariery trenerskiej w sposób bardzo wyjątkowy i trudny do podrobienia. Jakie znaczenie dla futbolu ma praca Guardioli?
Wielu trenerów wniosło bardzo cenne rzeczy, ale moim zdaniem jest dwóch, którzy są najważniejsi w historii futbolu. Jednym jest Rinus Míchels, który zawęził przestrzeń i stworzył drużyny, w których piłkarze grali bliżej siebie. Innym jest Menotti, który potrafił wprowadzić koncepcje, które wszyscy widzimy i stosujemy w grze, również w metodach treningowych. Gra i trening odbywają się na podstawie koncepcji, a nie biegania i wspinania się po górach, nie wiedząc po co. Cruyff również miał fundamentalny wkład w grę opartą na posiadaniu piłki. Guardiola dodał do tego wszystkiego natychmiastowy odbiór futbolówki po jej stracie. Robiła to już Holandia w 1974 roku, ale Barcelona to udoskonaliła. Poprzez operowanie piłką z dużą szybkością sprawiała, że rywale musieli biegać, a gdy czasem traciła futbolówkę, natychmiast ją odzyskiwała. I to jest dewastujące. Sprawiała, że miałeś ochotę wrócić do domu, kiedy z tobą tańczyła, a potem miałeś piłkę przez trzy sekundy. Ten wkład był kluczowy. Guardiola może usiąść przy jednym stole z Míchelsem, Menottim i Cruyffem.
Kilka tygodni temu napisałeś artykuł na temat rewanżowego meczu Superpucharu Hiszpanii między Realem i Barceloną (3:1). Zatytułowałeś go: „i pewnego dnia zagrał źle…”.
Real Di Stéfano czy Brazylia z lat siedemdziesiątych też czasem grały źle. Nie można zawsze być genialnym. Barcelona rozegrała najsłabszą pierwszą połowę, jaką pamiętam od dłuższego czasu. W drugiej części gry wykorzystała strach Realu, który grał w dziesiątkę, zabrała mu piłkę i w końcówce niepokoiła rywala.
Antagonizm między Mourinho i stylem Barcelony. To powrót do okopów z lat dziewięćdziesiątych?
Mourinho został bardzo dobrze zdefiniowany przez Cruyffa: możesz prosić go, żeby wygrał i o nic więcej, ponieważ nie ma nic innego. Ma wielu najlepszych piłkarzy na świecie i ciągle kupowano mu zawodników. Wyjaśnił to również Zeman: „jeśli moja ciotka poprowadziłaby tę drużynę, w najgorszym wypadku mogłaby zająć drugie miejsce”. Gra Realu zależy od tego, jak jego wielcy piłkarze postanowią grać na boisku, ale nie ma koncepcji wykorzystującej ich talent. Jedna kwestia jest znacząca: wszyscy zawodnicy Los Blancos, którzy wystąpili na ostatnich mistrzostwach Europy, spisywali się dużo lepiej niż w drużynie Królewskich. Każdy może wyciągnąć z tego wnioski.
Dzisiejszy futbol, w Limie, w Madrycie czy gdziekolwiek indziej, jest uwarunkowany naglącą potrzebą, kulturą natychmiastowości. Szaleństwo, które jest przeciwne naturalności futbolu, ale także dobrym praktykom biznesowym. Czas płynie szybciej i wszystko wydaje się też uwarunkowane niezdrowym poziomem ekspozycji medialnej.
Już dawno media zdecydowały się tylko na sprzedawanie. Jeśli Cristiano mówi, że jest smutny, media robią żenujący spektakl z jednego bardzo niefortunnego zdania. W świecie, w którym ludzie ciężko pracujący są stale atakowani i jest wiele osób, które nie mają co jeść, wydaje mi się żałosne, że media tworzą tak wielkie show, zastanawiając się, co zrobi smutna księżniczka. Interesuje ich tylko to, co się sprzeda. Ten stworzony przez nich spektakl jest przykładem głupoty w najczystszej postaci.
Komentarze (17)