FC Barcelona jest krytykowana ze wszystkich stron. Przez Messiego, przez swoich kibiców, przez media. Kryzys otula culés niczym smogowa mgła. Jak go zażegnać? To nigdy nie jest zły pomysł, aby wygrać mecz.
Prawdę mówiąc, to nie jest „jakiś” mecz. Chodzi o Real Sociedad. Do niedawna – bestia negra FC Barcelony. Obecnie, coraz modniejszy hit listy piłkarskich przebojów. Popularność ekipy z San Sebastián rośnie w takim tempie, jak upada renoma Manchesteru City. Zespół Imanola Alguacila wygrał cztery z pięciu ostatnich meczów ligowych, imponując bilansem bramek 10:3.
Alexander Isak zdobył w tym roku tyle goli co Leo. Tylko Erling Braut Håland jest dziś gorętszym nazwiskiem w piłce od Szweda. W byciu (wiecznie) drugim nie musi być nic złego. Klub z północy bardzo chciałby być czwarty.
Oczywiście mam na myśli walkę o przepustki do Ligi Mistrzów. Baskowie mają je w zasięgu dwóch punktów. Kto oglądał ich ostatnie mecze, wie, że będą walczyć o potrzebny nominał do ostatniego tchu. Gdy walczysz o marzenia, znajdujesz w sobie maksymalną determinację. Rywal zdeterminowany to rywal groźniejszy. Rywal groźniejszy rywalem lepszym.
Uważam, że mający swoje cele i czarującą formę chwili Real z San Sebastián to dla Barcelony zamroczonej wynikiem sprzed tygodnia przeciwnik idealny. Będący w epicentrum hossy swego sezonu Baskowie są dla ekipy Setiena trudnym sprawdzianem, ale jednoczesną okazją na błyskawiczne przetrzeźwienie po przegranym wyścigu żółwi na Bernabéu. Tylko od Barçy zależy, czy obleje egzamin, czy wykorzysta okazję.
Pokonanie wymagających Basków może dać gospodarzom mocny łyk napoju Panoramiksa, dający energię na kolejne wyzwania ligowe oraz pojedynek z Napoli.
W klubie formatu Barçy kryzys działa na problemy i wątpliwości jak płachta na byka. Nic spod niej nie widać. Uważam, że na całe barcelonismo ktoś powinien wylać kilka cystern zimnej wody. Rewanże Ligi Mistrzów mogą przed ćwierćfinałami odcedzić rozgrywki o trzech wielkich faworytów. Punkt „przewagi” w lidze co tydzień otwiera Realowi okazję do zamienienia się z Blaugraną miejscami. Najbliższy rywal lidera na pewno nie ułatwi mu życia. Betis to nie Espanyol.
Granie w sobotę stanowi dodatkowy czynnik w katalońsko-kastylijskim wyścigu. Czynnik presji. Real Madryt i presja przestali być przyjaciółmi. Królewscy tak ucieszyli się pokonaniem City, że zanim mecz się skończył – zdążyli przegrać. Wynik z Sociedad to pierwsza z dwunastu kostek domina. Aby Barcelonie pomógł Betis, niech Barcelona najpierw pomoże sobie sama.
W obu najważniejszych rozgrywkach sezonu Barça wciąż zależy od siebie. Póki szans Katalończyków nie rujnuje matematyka, wygląda głupio, gdy robią to jej fani.
Komentarze (10)