Okiem Kibica: Coraz trudniejsza miłość

Paweł Paczocha

23 lutego 2020, 09:00

72 komentarze

Fot. Getty Images

Gra Barcelony zmieniła się w ostatnich latach, co w połączeniu z kłopotami instytucjonalnymi klubu staje się dla niektórych kibiców nie do zaakceptowania. Zapraszamy do zapoznania się z felietonem jednego z naszych Czytelników Pawła Paczochy.

Wypowiedź Cantony o tym, że można zmienić żonę i religię, ale ukochanego piłkarskiego klubu już nie, znana jest powszechnie. I choć dziś to już utarty slogan, to trudno z nim polemizować. Jednakowoż w ostatnich miesiącach doszło do mnie, że oglądanie spotkań Dumy Katalonii, czyli coś, co wcześniej sprawiało mi prawdziwą przyjemność, teraz skupia się na szukaniu kolejnych szpilek, które mógłbym wbić w piłkarzy, trenera czy zarząd. Skąd ta zmiana? Postanowiłem zrobić solidny rachunek sumienia.

Cofnę się do pierwszych lat mojego kibicowania. Po schyłku ery Rijkaarda na Camp Nou przybył Josep Guardiola. W ciągu półtora roku zdobył zarówno swój największy skalp, jak i przekleństwo – słynny sekstet, zdobycie każdego możliwego do zgarnięcia trofeum. Ale czy wszystkie narzekania, zarówno moje, jak i licznego grona kibiców, należy spłycać do „rozpieszczenia” nas trofeami? Spójrzmy choćby na sam czteroletni okres rządów Guardioli.

W Lidze Mistrzów, najbardziej pożądanym teraz trofeum, zwyciężyliśmy wówczas dwukrotnie, pozostałe dwie edycje skończyliśmy na półfinałach. Przy okazji, do dziś utrzymuję, że to Barcelona powinna awansować w dwumeczu przeciwko Interowi. Przy swoim trafieniu w pierwszym spotkaniu Diego Milito znajdował się na spalonym, a w rewanżu gol Bojana w doliczonym czasie gry został zdobyty w pełni legalnie. Dwa lata później losy awansu do finału ważyły się do ostatniej minuty, aż Fernando Torres nie zabił barcelońskiej nadziei notując jeden z niewielu swoich przebłysków w barwach Chelsea. Czy te porażki sprawiły, że przestałem czerpać przyjemność z oglądania meczów Barcelony? Nie. Nie wpłynął na to także ówczesny zarząd, który także miał swoje za uszami, by wspomnieć tylko o zakontraktowaniu (tak, to w tym przypadku chyba lepsze określenie niż „sprowadzenie”) Keirrisona i Henrique, płacąc za owych asów aż 21,5 miliona euro szemranej firmie Traffi,c czy zabranie śp. Johanowi Cruyffowi tytułu honorowego prezydenta klubu.

W obu wspomnianych dwumeczach widzieliśmy Barcelonę wściekłą, nacierającą i przede wszystkim całkowicie pewną swoich umiejętności. Po utracie bramki Messi i spółka nacierali na rywala pewni, że są w stanie odwrócić nawet najgorszy wynik – czym zatem była konieczność zdobycia dwóch goli przeciw Interowi czy Chelsea? Taka mentalność nie narodziła się tylko w starciach z gigantami. W grze zawodników z Camp Nou widać było, że chcą dominować w każdym fragmencie boiska, w każdej akcji. Nie było odpuszczania, niezależnie od tego, czy graliśmy u siebie z Rayo, czy na Santiago Bernabéu – nastawienie było takie samo. Za to znaczna część ludzi na świecie pokochała Barcelonę. Czy dziś możemy powiedzieć to samo? Gdy tylko zespół pokroju Levante zdobędzie przeciwko nam bramkę, planu awaryjnego – poza liczeniem na Messiego - nie ma. A być powinien, skoro tracimy najwięcej goli od kilkunastu lat. Jeszcze niedawno nawet tak sromotna klęska jak 0:7 z Bayernem nie załamała zespołu, ale zmusiła do znalezienia remedium. Rok później odpadliśmy z Atlético minimalną różnicą goli, a w sezonie 2014/15 zakontraktowaliśmy Luisa Suáreza i zmiażdżyliśmy monachijczyków, dokonując zemsty na zimno.

Czy wyobrażacie sobie, co działoby się dziś w szatni, gdyby większość zawodników brała udział w masakrze, którą urządzili podopiecznym śp. Tito Vilanovy gracze Heynckessa? Dziś temat Rzymu i Liverpoolu, czyli dwóch spotkań, w których Katalończycy przetrwonili ogromną przewagę, jest wałkowany we wszystkich wywiadach. W każdej dłuższej wypowiedzi zawodnicy Barcelony muszą odpowiedzieć na obligatoryjne pytanie: czy wiedzą, dlaczego wówczas odpadli?

Nie wiedzą. I to przeraża ich najbardziej. Niegdyś to Barcelona była postrachem, dziś jej największymi demonami jest jej własna przeszłość, z którą nie umie sobie poradzić. Ta za to jest szeroko omawiana przez wszystkich z zewnątrz. A jaki sens ma dalsze rozdrapywanie ran? Już rok przed klęską z Romą dostaliśmy od Włochów srogą lekcję futbolu, gdy rozgrywający mecz życia Dybala poprowadził Juventus do wyeliminowania Katalończyków będących na fali euforii tuż po sensacyjnym comebacku przeciwko PSG. Wówczas nikt nie zastanawiał się nad prawdziwym powodem klęski – byliśmy wyraźnie słabsi i tyle. Tak jak lata wcześniej z Bayernem. Należało wówczas wyciągnąć wnioski i odciąć się od tematu. Teraz odczuwam, że demony Rzymu i Liverpoolu krążą w umysłach piłkarzy w każdym ze spotkań. Nieważne, czy właśnie wybieramy się na San Siro, czy na Estadio José Zorrilla. W meczach Barcelony nie ma zwykłej radości płynącej z pewności siebie. Valverde oduczył cieszyć się piłkarzy, a piłkarze oduczyli tego nas.

Rzecz jasna, Bartomeu i spółka do czarnych chmur zebranych na Camp Nou dodali sporo od siebie. Ostatnie kilka lat to dla klubu PR-owa katastrofa. Niejasny transfer Paulinho, który zostawszy jednym z najlepszych graczy, odchodzi z powrotem do Chin w ramach jakiegoś chorego wypożyczenia. Nieumiejętne kreowanie kadry, co objawiło się sprowadzeniem zawodników niemających w najśmielszych snach mieć prawa do reprezentowania Dumy Katalonii (tak, to na ciebie patrzę teraz podejrzliwie, Braithwaithe). Zatrudnienie i zwolnienie Valdésa. Kłótnie w strukturze klubowej, liczne odejścia pracowników. Najwyższe, znacznie przekraczające limity pensje dla zawodników. Oddanie Neymara i sprowadzenie za niego dwóch graczy, którzy nawet gdyby połączyć ich razem nie byliby w stanie zapełnić luki powstałej w wyniku odejścia Brazylijczyka do PSG. A sami wiecie, że to nie wszystko.

Jak to się teraz mówi, Barcelona stała się klubem-memem. Cokolwiek nie zrobi Bartomeu i spółka, będzie to rozpatrywane negatywnie – zwykle zresztą zasłużenie. Przez swoje niewytłumaczalne ruchy obecny zarząd sprawił, że przed zawodnikami Barcelony nie drży nikt – poza nimi samymi.

I może przez to znaczna część kibiców zamiast przyjść na stadion, woli obejrzeć spotkanie w telewizji – przynajmniej będą mogli przełączyć kanał na coś bardziej interesującego niż topowi zawodnicy dowodzeni przez najlepszego gracza w historii, którzy boją się własnego cienia przy najmniejszym niepowodzeniu.

Paweł Paczocha, Mistrzowie Polski i Długa piłka

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Przyznam że ominął mnie jakimś cudem ten felieton. Dla mnie jest nawet zabawny, bo mam większy staż kibicowania Blaugranie i powiem tak .Trudna miłość to była, ale w epoce prezydentury Joana Gasparta. 2000-2003. Co tam się nie działo. Odejście Figo transfery na łączną sumę przekraczającą 200 mln Euro, 2 razy 4 miejsce w lidze, ciągłe oglądanie pleców Galacticos czy to w lidze czy to na arenie międzynarodowej, Van Gaal, który po 19 kolejkach miał aż 3 punkty przewagi... nad strefą spadkową, a do tego wszystkiego gigantyczne zadłużenie klubu. Bartek może i nie jest dobrym prezesem, ale drużyna zdobywa trofea. Uwierzcie mi bywało nieporównanie gorzej.

Nie na takie felietony czekałem.
Zresztą ocenianie klubu z perspektywy kogoś kto zaczął od Pepa może mieć dać tylko jeden wynik. Chyba ze ktoś myślał że będzie lepiej bo Marquezy Puyole Alvesy Iniesty i Creusy rodzą się co chwila.

powiało hipokryzja...wracanie do meczu z interem? tam mogło zdarzyć sie wszystko, choćby wyrzucenie za faul na busketsie...(nazywanie tego faulem jest śmieszne)
w sezonach gdy Barcelona wygrywała lm tez nie zasluzyla na finały. Raz powinna odpaść z Chelsea (do dzis to najbardziej skandaliczny występ sędziego). W kolejnym sezonie meczu z arsenal sędzia tez swoje dołożył wyrzucając van persiego za kopnięcie piłki sekundę po gwizdku...

takie rzeczy to życie. Raz sędzia da, raz zabierze, liczy się to co wygrana i zapisane w historii, nie ma co rozpamiętywać...

felieton piania i płaczu, nie wiem co autor chciał osiągnąć, mnie rozbawił

Coraz trudniejsza, ale jedyna, prawdziwa i żadne zawirowania tego nie zmienią.

Tytul dno. Barca byla zawsze i albo sie z nia jest albo nie. Ladna gra to dodatek oby bylo jej najwiecej ale nie powinno to wplywac na kibicowanie.

Autorze w tamtej Barcie latwo bylo sie zadurzyc, moze pomyliles milosc do klubu z miloscia do ladnej gry...

Redakcjo to nie powinno bylo byc opublikowane.

Widać w tym tekście, że autor zaczął kibicować Barcelonie od czasów Pepa (zresztą sam to przyznaje). Trafiliśmy wtedy wszyscy na okres istnienia najpotężniejszej drużyny wszechczasów i trzeba o tym pamiętać. Nie można traktować tego okresu jako wyznacznika do określenia poziomu sportowego aktualnej drużyny. Zawodnicy już nie ci sami, trener nie ten sam, taktyka już nikogo by nie zaskoczyła... trzeba szukać czegoś nowego, znów musi złożyć się wiele czynników: od mądrych decyzji zarządu, przez trenera, aż po samych zawodników. Taki urok bycia wiernym klubowi na dobre i na złe. Zakochać się w drużynie Pepa nie było trudno :)

Ten artykuł nie trafia w punkt.Zarząd jest jedynym problemem i wymysł zarządu kogo sprowadzić w miejsce Neya.Dwa wielkie transfery były wielką pomyłką.Bezjajeczny trener który nie miał prawa głosu przy transferach nawet był pośmiewiskiem w sztni gdzie zawodnicy nie czuli żadnego respektu.Trener z top 5 by wskrzsił potencjał do dziś by był ikoną klubu patrz Klopp w liverpool. Dopóki Bartomeu nie poda sie do dymisji bedziemy żyli erą Guardioli i nigdy te wspaniałe czasy nie wrócą.Myślę że nawet Xavi nie ugasi tego pożaru.Trener typu Klopp,Nagelsmann,den Haag,Guardiola są w stanie złapać nie które gwiazdeczki za mordę w klubie i powiedzieć albo moja wizja albo Ciao jak to zrobił Guardiola

Klub- mem, mocno pocisniete.az tak ostro bym nie szedł, mini bycia kibicem Realu. Barcelona grała super bo miała mega środek pola. Busi, xavi, Iniesta. To się skończyło. Teraz tylko geniusz Messiego i Suareza potrafi sprawić że wygrywa. Jeśli Barca będzie chciała utrzymać się w topie, a mimo blamazow w LM to ciągle top 6 Europy, obok Bayernu, City, Liverpoolu, Juve i Realu., Musi naprawdę dobrze trafić z transferami w ciągu kilku lat. No bo sory, ale skład: ter Stegen, alba, junior, Emerson, todibo, lenglet, umtiti, semedo, Roberto, alena, Arthur, de Jong, puig, trincao, Dembele, griezmann, Ansu... (Pewnie jeszcze o kimś zapomniałem), szału nie robi. Nie udało się wypełnić luki po Neymarze, nie udało po xavim i Iniescie, na pewno nie uda się wypełnić po Messim....

Wiele kibicowskich odczuć ten artykuł zawiera. Najbardziej rzuca się w oczy to, że przestaliśmy dominować na boisku. I nie mam tu na myśli posiadania piłki tylko gniecenia przeciwnika na każdym metrze boiska, agresywny pressing. Z dobermanów staliśmy sie pekińczykami.

To Barcelona oddała Neymara? Myślałem, że PSG wpłaciło klauzulę i Barca nie miała nic do gadania. Człowiek codziennie się czegoś nowego dowiaduje. Co do kupienia Dembele i Coutinho - 90 % La rambli skakało z radości, a teraz wszyscy wyśmiewają te transfery. Gdyby obaj grali na miarę swojego potencjału to (i Dembele nie miał kontuzji) to nie byłoby pewnie tematu powrotu Neymara. Też jestem za dymisją tego zarządu, ale wg mnie te transfery zapowiadały się dobrze (cena jest wynikiem tego, że Neymar nie powiadomił nikogo o odejściu i nie mogliśmy ogarnąć tematu wcześniej).

Powiem tak - nie zgadzam się z wieloma rzeczami tu napisanymi ale uważam, że Valverde to najgorsze co spotkało ten klub odkąd pamiętam a pamiętam jeszcze w miarę wyraźnie czasy Rijkarda. Valverde jest jak komunizm, może i już go nie ma ale żeby pozbyć się pewnej chorej mentalności, braku pewności siebie i braku odpowiedniego nastawienia, sposobu myślenia to muszą minąć lata. Nawet taki Vilanova mówił o tym, że trzeba grać z jajami i może nie graliśmy zbyt dobrze za niego ale mentalność była myślę odpowiednia, poza oczywiście pewną tęsknotą za Guardiolą.
Natomiast za Valverde przestaliśmy w ogóle starać się dominować mecze, tak jakby specjalnie dopuszczając przeciwnika do głosu i tracąc kontrolę nad meczami nawet ze slabiakami. Nie było i nie będzie to dla mnie zrozumiałe i myślę, że gdzieś tam w głowie piłkarzy jest wciąż i jeszcze trochę będzie ta trauma pozostawiona przez te uległe, słabe usposobienie Valverde

Kibicuje Barcelonie od ’92 jak każdy inny klub w Europie miała i będzie mieć swoje lepsze i gorsze sezony wiec jeśli ktoś nie może się z tym pogodzić niech może spróbuje kibicować innej drużynie

Mocny tekst, bo krytyczny, ale jednak trafiony. Może nie ze wszystkim co w nim jest się zgadzam, ale z większością.
Era Guardioli minęła, owszem, ale on pokazał, że nie trzeba wydawać miliardów na topowych graczy, można ich wykreować w La Masii i wprowadzić do pierwszej drużyny.
Uważam tak samo jak po pierwszym roku kadencji Valverde - my nie potrzebujemy ściągać piłkarzy za grube melony, my potrzebujemy trenera z pomysłem i koncepcją, a także rozsądnego zarządu, bo z całym szacunkiem, ale to co wyprawia orkiestra Bartomeu to już jest delikatnie mówiąc nie do zaakceptowania.

Słaby tekst, Neymara nikt nie oddal on " Oddał się sam" a po drugie trzeba sie pogodzić ze era Guardioli minęła i to dawno miejmy nadzieję ze powróci za sprawą Xaviego

Bardzo dziwny tekst, bo autor jak najbardziej słusznie postuluje by nie rozdrapywać ran, a wyciągać właściwe wnioski, pięknie to formułując:
"A jaki sens ma dalsze rozdrapywanie ran?
Już rok przed klęską z Romą dostaliśmy od Włochów srogą lekcję futbolu, gdy rozgrywający mecz życia Dybala poprowadził Juventus do wyeliminowania Katalończyków będących na fali euforii tuż po sensacyjnym comebacku przeciwko PSG. Wówczas nikt nie zastanawiał się nad prawdziwym powodem klęski – byliśmy wyraźnie słabsi i tyle. Tak jak lata wcześniej z Bayernem. Należało wówczas wyciągnąć wnioski i odciąć się od tematu."
Z wielkim zainteresowaniem czytam dalej, bo ciekawym bardzo tych wniosków (sam uważam, że nie ma dla nas, cules, ważniejszej kwestii aniżeli te wnioski!)... Niestety, dalej w tekście do samego końca - już tylko ostre drapanie do samej krwi

Wychowankowie z taqmtej ery walczyli za swoj ukochany klub w ktorym sie wychowali a najemnicy za 150mln tego robic nie beda.

Świetny tekst zgadzam się w 100%.

Czytam i mi się wydaje że większość znakomita część piszących jest szczęśliwa w swoim życiu, mianowicie nie prowadzą biznesu własnego, i nie wiedza co to koszt, podatek...
Panowie, kupić trzeba bo inaczej płacisz 60% podatku. Tak więc taki Dembele tak naprawdę kosztuje tylko 40 a nie 100. Bo jak nie wydajesz 100 to i tak w kieszeni ci zostaje tylko 40. Inną kwestią jest Dembele czy Lewandowski ...a dobry zakup to trzeba mieć szczęście+rozum+ czas. Gdybyśmy umieli lepiej kupować i sprzedawać to byśmy nie siedzieli i pisali na forum . Bo byśmy byli szefami i nie byłoby czasu na siedzenie i pisanie

Autor zapomniał jeszcze napisać o tym jaką rolę w erze Pepa odgrywała szkółka Barcelony i ilu wychowanków grało w tamtym czasie. Adzisiaj zamiast postawić na wychowanków to się ich sprzedaj a kupuje się kaleków(Dembele) albo zapchajdziury Braithwaite a Ansu siedzi na ławce i niech nikt nie próbuje mnie przekonać że Ansu jest słabszy bo wtedy należy zadać pytanie w jak i gdzie grali zawodnicy Pierwszej drużyny Barcelony mając tyle lat co Fati i każdy będzie miał odpowiedż. Jak zawodnik siedzi na ławce to się nie rozwija Koniec Kropka

Kolejna już osoba ma pretensje do zarządu, że dał odejść Neymarowi. A co miał Bartek z ekipą jeszcze zrobić? Dali mu podwyżkę, przedłużyli kontrakt, wypłacili wielką premię. Zarząd nie mógł też samowolnie zwiększyć klauzuli odejścia, bo ojciec Brazylijczyka nie zgodził się na to. Teraz po latach wszyscy są mądrzy i piszą, że Cou i Dembele nie dali tej drużynie tyle ile sam Neymar. Ale co miał zrobić Bartek? Kupił dwóch świetnych zawodników, którzy byli liderami swoich drużyn, zawodnikami, o których mówiła cała Europa. Nikt nie mógł przewidzieć, że jeden będzie pauzował częściej niż grał a drugi zupełnie zniknie.

Autor zapomniał, że oprócz jakże wielu negatywnych działań ten zarząd ma też wiele sukcesów. Stworzyli giganta finansowego, który z każdym rokiem zwiększa swoje dochody. Pensje piłkarzy? Powtarzam to wielokrotnie, że gdyby odjąć pobory Messiego to wszystko byłoby w normie. Polityka transferowa, jakże często tu przytaczana też do najgorszych nie należy, bo udało się sprowadzić kilku naprawdę wspaniałych piłkarzy, a kolejni zdolni są na wypożyczeniach.

Prawda jest taka, że Pep sprawił, iż wyjątkowo mało nas, kibiców cieszy. 10 lat temu była piękna gra, była absolutna dominacja, było mnóstwo pucharów, a dziś sezon z mistrzostwem uznajemy za stracony, bo wszyscy czekamy na LM. Z drugiej strony stari kibice pamiętają zapewne Barcelonę z przełomu wieków, gdzie zespół pałętał się w środku tabeli, potrafił w ogóle nie awansować do LM, a zarząd również sprowadzał dziwnych grajków za wielka kasę. Spójrzmy też na MU czy Milan, chyba nikt nie wolałby być w sytuacji kibiców tych drużyn. Koniec końców trzeba uczciwie przyznać, że mimo całej degrengolady w zarządzie, to jednak ciężko znaleźć wiele klubów w Europie, które w ostatnich latach potrafiły zdominować futbol i osiągały zdecydowanie lepsze wyniki od Barcelony, bo czy City, Juventus albo Bayern osiągnęły coś nadto więcej? Od nich wymaga się tego samego co od Barcelony. Jedno co, zapewne, nas wszystkich boli to 3 LM Realu, bo, choć to wynik wyjątkowy, to jednak nie połączony z mistrzostwami Hiszpanii, z Pucharem Króla. Natomiast gdyby nie Real to zapewne nie byłoby tylu narzekań na Barcelonę.

Dokładnie jak kilku już zauważyło w swoich komentarzach trochę tutaj żalu, jeśli zaczoles kibicować na początku ery sukcesów to może zapoznaj się z erą problemów i szukania drogi ku lepszym czasom. Z wysokiego konia się mocno upada i dlatego moze masz takie spojzenie na sprawę, starsi koledzy pamiętają trudne czasy a od ery Ronaldinho tak naprawdę Barca zaczęła notować skok jakościowy. No nic, więcej wiary kolego w nasz team :) Valdek i Bartek przyłożył rękę do tego o czym piszesz. VeB.

To minie, spokojnie. Pod warunkiem, że jest to prawdziwa miłość do klubu.

Podobne odczucia miałem po 0:4 z Milanem i choćby 0:4 z Dynamem Kijów na Camp Nou. Potem była holenderska kolonia. Jakoś przeżyłem, a miłość do klubu się wzmocniła. Co Cię nie zabije, to Cię wzmocni.

Tylko musi to być prawdziwa miłość....

ten zarzad to dno - Barca sie kompromituje na kazdym polu. Niedlugo kres nieudolnego Bartomeu - polityka z krwi i kosci. Czekam na ten dzien, a wtedy niebo nad Camp Nou sie rozjasni

Odebranie dla Cruyffa statusu honorowego prezydenta to roboto juz Sandro a nie Laporty a tak wynika z tego co użytkownik napisal. Jeśli aie mylem niech ktos poprawi
Tranafery Henrique i k9. Ten drugi mial wówczas w lidze brazylijskiej ponad 20 goli w lidze, mlodynl a Henrique pogral później chocby w Neapolu więc pisanie ze te tranafery nie mialy zadnego sensu a zwodnicy to byli no name jest trochę przesadzone. Douglasa nic nie przebije

Słuchajcie to jest tylko opinia i odczucie kibica, i każdy będzie ten tekst interpretował inaczej.

Nieumiejętne kreowanie kadry, co objawiło się sprowadzeniem zawodników niemających w najśmielszych snach mieć prawa do reprezentowania Dumy Katalonii (tak, to na ciebie patrzę teraz podejrzliwie, Braithwaithe). - biedny Martin,wszedl ,narobil balaganu i wpadły 2 bramki..... mam Ci wymieniac ilosc nieudanych transferow poprzednich lat ? nie chcij ,bo za głowe sie złapiesz jak sie dowiesz kto u nas grał haha - Santiago Ezquerro,,Aleksandr Hleb,Henrique,Dmytro Chyhrynsky(chyba wiesz ile kosztował),Keirrison,Alex Song,to niektorzy z ery ktora zapewne pamietasz

Oddanie Neymara i sprowadzenie za niego dwóch graczy, którzy nawet gdyby połączyć ich razem nie byliby w stanie zapełnić luki powstałej w wyniku odejścia Brazylijczyka do PSG - hahahah my go oddalismy? przeciez on sam chciał odejsc i odszedł człowieku,skad Ty to bierzesz ?

Nie zgadzam się z opinią. Chyba autor ma problem z obiektywnym spojrzeniem na piłkę.
Za Valverde utraciłem radość oglądania piłki, lecz Setien tę radość przywraca. Z meczu na mecz widać jakieś drobne zmiany, poprawę chęci do gry, więcej ruchu, zmian pozycji, niekonwencjonalnych zagrań. Oczywiście, że to nie Pep Team i nie 6 pucharów, lecz kto powiedział że mamy je cały czas wygrywać. Każdy trener jest zatrudniony, żeby wygrywać, każda drużyna i zawodnik chcą tego, a na końcu zwycięzca jest jeden, należy to zrozumieć. Dlatego od drużyny nie powinno oczekiwać się samych triumfów bo to niemozliwe. Kibicować, wspierać, rozumieć błędy, wybaczać je, to jest zadanie kibica. Ja odzyskałem wiarę w drużynę wraz z przyjściem Setiena, coś się w końcu dzieje i mimo że Barcelona nie jest rozjezdzajacym wszystko walcem nie mogę się doczekać każdego pojedynczego meczu. A dodawanie artykułu w takim tonie po uzyskaniu największej w historii La Liga ilości bramek i odzyskaniu fotela lidera jest w ogóle dziwnym pomysłem. Zacznijmy doceniać małe rzeczy! (Aczkolwiek ta drużyna daje wiele dużych rzeczy, które cieszą )

Wychodzi na to, ze jestes obrazony na nich, bo nie dali Ci LM. Mega mnie to smieszy.
"Cofnę się do pierwszych lat mojego kibicowania. Po schyłku ery Rijkaarda na Camp Nou przybył Josep Guardiola". Z calym szacunkiem kolego, malo widziales. Ja pamietam dwie kadencje Vaan Gaala, Lorenzo Serre Ferrera, Rexacha. Wtedy to dopiero sie dzialo. A i za Rijkaarda na początku nie bylo kolorowo. Porazki 5-1 z Malaga, remis z Matadorem Puchov 1-1, w owczesnym Pucharze UEFA. Wtedy gra, to byla prawdziwa katastrofa. Sekstet Guardioli stworzyl wielu kibicow, sukcesu. Jesli oglada sie mecz po to, aby wbic szpile w trenra lub pilkarzy to - moim zdaniem, troche to slabe.

czas sie rozpłakac i zmienic klub,na Liverpool ? hahah ,nie sorry,zaraz i oni beda mieli pojechane,przeciez dostali od Atleti,ktore dostało od Eibar i mialo problem z pokonaniem innych słabeuszy pokroju jak tu sie mowi Levante...

Sądzę, że dla kibica pamiętającego Barcelonę wyłączenie od Guardioli, to faktycznie ostatnie lata są ciężkie. Ja jednak pamiętam czasy Rijkaarda, ale też Anticia, Van Gaala, Rexacha, Serra Ferrera. Wówczas włodarze klubu byli jeszcze gorsi - Joan Gaspart. Potrafili stracić Figo i w zamian kupić takich graczy jak Duturel, Petit, Lopez czy Overmars. Sextety? Czasami awans do LM pozostawał w sferze marzeń, a jak już się udało, to wyjście poza strefę grupową było niemożliwe. Wówczas niby kompromitujące porażki dwumeczowe jedną bramką w 1/4 LM czy półfinale kibice braliby z pocałowaniem ręki. Także pamiętajcie, że żyjemy w cudownych czasach Barcelony. Czasach, których nie było wcześniej i wielce prawdopodobne, że nie będzie później.

Aż się znów zalogowałem tak dobrze napisane. Dodalbym jeszcze że oprócz wspomnianych obaw przed porażka kilku zawodników nie czuje tak samo jak wcześniej odpowiedzialności za wynik całej drużyny. Mam na myśli Pique, Alba, Rakitic, Busi również. Nadeszła pora zmian a godnych zastępców jeszcze nie widać...

jak bym sie nie interesował piłkja i wynikami i meczow nie ogladal,to po tym artrykule bym myslal ze jestesmy gdzies tam w srodku tabeli,no jakos tak jest ze jestesmy liderem i niestety to mało. LIGA MISTRZOW !!! obsesjaq kibicow Barcy....malo ! Malo!!! biedni kibice Manchesteru United,co oni maja myslec ,taka posucha, Juventus ,taki biedny,co tam musi byc w głowie kibicow...straszne,nie chce m i sie serio czytac tych bredni,ale ciezko tego nie skomentowac,jestescie zwykli Janusze,polaczki cebulaczki(chodzi o tych co jada po swoim klubie),jazda ze swoja druzyna,wygrywa tylko mistrzostwa krajowe,a dalej w lidze MISTRZOW max polfinały wsrod dziesiatek innych kozackich zespołow ,aj jakie to straszne....!!!!!

Ryba psuje się od głowy. Ten dość oklepany slogan pasuje da Barcy idealnie. Tak się kończy kiedy ogromną korporacją zarządzają amatorzy. No ale przecież to nie ich pieniądze a w przypadku samego prezesa to nie jestem pewny, któremu klubowi z Barcelony tak naprawdę jest oddany. Demokracja-sami go sobie wybrali a potem sami nie zrobili odpowiednio dużo , żeby go zmienić.

"Gdy tylko zespół pokroju Levante zdobędzie przeciwko nam bramkę, planu awaryjnego – poza liczeniem na Messiego - nie ma." .... kolejna brednia ,autor zapomnial o innych meczach w ktorych Messiego nie bylo,a jednak zwyciestwa byly,nie chce sie czytac takich artykułow ,ostatnio pamietam jak nie bylo Messiego i biedny Inter nam władował brame,a i ten,potem Fati wszedl i wyeliminował Inter,ktory na szczycie w serie A...jeju jacy my słabi

"Valverde oduczył cieszyć się piłkarzy, a piłkarze oduczyli tego nas". - tak ,dał 2 mistrzostwa i puchar hiszpanii,tak bardzo wpadlismy za jego kadencji w kryzys,co to za wypociny? nie macie o czym pisac ? tylko jechac po trenerze i pilkarzach? wstyd czasem za takich 'niby kibicow'.... zenada na maxa

ja rozumiem te artykuły,ale Wy redaktorzy tez juz tylko jedziecie po tej Barcelonie,chcialbym zobaczyc was biegajacych za pilka i strzelajacych hattricki co mecz...ja nie moge,naprawde to zal ze Barca tak Bardzo przyzwyczaila nas do tamtych zwyciestw,ze kazdy mysli- jak to ? to juz tak nie jest jak bylo ? nie,pilkarze sie starzeja,nie maja tej wydolnosci,inny trener,inne nastawienie,wygrane co roku w la lidze,ludzie,czemu tego nie widzicie ???? bede z was beke cisnal jak Barca jednak zdobedzie mistrzostwo lub cos,ja tu nikomu nie jade,po prostu oczerniam tych ktorzy bezczelnie jada po swoim klubie!!!!

W punkt! Niestety

“Gotta have opposites, light and dark and dark and light, in painting. It’s like in life. Gotta have a little sadness once in awhile so you know when the good times come. I'm waiting on the good times now.” Słowa Boba Rossa (malarza) świetnie oddają obecny nastrój kibiców Barcelony.