Francisco Javier García Pimienta udzielił wywiadu Mundo Deportivo. Szkoleniowiec Barcelony B wypowiedział się na temat obecnej sytuacji swoich podopiecznych i przyznał, że chętnie przystałby na propozycję pracy z pierwszym zespołem.
Barcelona B kończy rok na piątym miejscu.
Nie dziwi mnie to, patrząc na jakość moich piłkarzy. Z wyjątkiem meczu z Hérculesem zawsze mieliśmy przewagę nad rywalem. Zasługujemy na więcej punktów niż te, które mamy.
Z czego jesteś najbardziej zadowolony?
Z postępu zawodników. W ubiegłym sezonie dostosowywali się do ligi, co było ciężkie, a teraz ich doświadczenie procentuje. Kilka razy udało im się nawet uratować punkt w ostatnich minutach spotkania.
Czasami brakowało wam jednak goli...
Mało zespołów w Segunda B ma tak wspaniałych napastników jak nasz. Jesteśmy jednak drużyną rezerw, pierwsza drużyna również może korzystać z tych graczy. Na tym polega nasza praca, priorytetem jest szkolenie zawodników dla pierwszej drużyny. Jesteśmy już w połowie sezonu, a Pérez wystąpił tylko w jednym meczu, a Ansu był z nami tylko w czasie okresu przygotowawczego. Biorąc to pod uwagę, żeby myśleć o lepszych wynikach, musielibyśmy wzmocnić atak.
Myślisz o jakimś konkretnym profilu napastnika?
Mamy szansę na udział w playoffach. Jeśli poważnie o tym myślimy, potrzebny będzie piłkarz, który zapewni nam odpowiednią liczbę bramek. Przydałby się ktoś doświadczony. Myślimy o tym, ale musiałby to być zawodnik lepszy od tych, których mamy obecnie.
Co stało się z Ablem Ruizem?
Ma ogromny talent, ale coś musi u niego "zaskoczyć", jeśli tak się stanie, może wiele osiągnąć w piłce. Jestem z niego zadowolony, ale prawdą jest, że napastnik musi zdobywać bramki. Trzeba znaleźć dla niego najlepsze rozwiązanie, będziemy o tym rozmawiać.
W grę wchodzą inne transfery?
Nie braliśmy pod uwagę tego, że ktoś inny niż Abel może nas opuścić. Gracze, którzy nie otrzymują wielu minut, być może chcą zmienić klub, pojawiają się również oferty od lepszych zespołów, ale nie rozmawialiśmy jeszcze o tym. Jeżeli chodzi o nowych zawodników, którzy mogliby do nas dołączyć, zależy to głównie od pierwszej drużyny. Wzmocnimy się jedynie wtedy, jeśli któryś z naszych graczy zostanie piłkarzem pierwszego zespołu.
Taka opcja jest możliwa?
Na razie nic nie wiem na ten temat. To z pewnością będzie zależało od tego, kto opuści pierwszy zespół. Wielu z moich piłkarzy jest gotowych na takich ruch, chciałbym, żeby grali, nawet jeśli oficjalnie będą piłkarzami Barcelony B.
Tak jak Riqui Puig?
Ma 20 lat. Był tylko jeden Messi, Xavi czy Iniesta. Ciężko w tak młodym wieku stać się częścią pierwszej drużyny. Sama obecność w pierwszym zespole bez możliwości gry nie ma sensu. Riqui poprawił grę, jest również bliżej bramki rywala. Przeciwnicy jednak wiedzą, jak sobie z nim radzić. Powinien wykonywać jak najlepiej swoją pracę u nas i czekać na swoją szansę.
Czyli ta słynna cierpliwość...
Popatrz na Carlesa Aleñę, najlepszego piłkarza swojego pokolenia. Nie gra tak często, jak by chciał. Zasłużył na przejście do pierwszego zespołu, zdobył 12 bramek w Segunda A dwa lata temu, ale nie otrzymał wielu minut u Valverde. Taka jest jednak Barça.
A co z Ansu Fatim, który w zasadzie nie grał nawet z drużyną rezerw?
Kiedy do nas przyszedł podczas okresu przygotowawczego, był niesamowity. W pierwszym zespole pojawiły się jednak kontuzje, zaprosili go na trening tydzień przed naszym pierwszym oficjalnym meczem, a on pokazał cały swój talent, chęci do pracy I wykorzystał swoje szanse. Jest niesamowity, może wiele osiągnąć.
Jest jeszcze Carles Pérez. Przekonałeś go, żeby został, a teraz jest w pierwszej drużynie.
Musiał na to ciężko pracować, przechodził ciężkie momenty w juvenilu i Barcelonie B. Bardzo mnie to cieszy, ponieważ to spokojny chłopak, który bardzo ciężko pracuje. Kiedy było mu ciężko, rozmawiałem z nim, przekonując, żeby się nie poddawał. Cieszę się, że mogłem mu pomóc.
Ty również przechodziłeś ciężkie chwile. Pracujesz w klubie od 2001 roku, a dojście do drużyny rezerw zajęło ci 18 lat.
Byłem cierpliwy, cały czas się uczyłem. Jeśli jesteś przygotowany, w którymś momencie zawsze dostajesz szansę.
Ciężko motywuje się szkoleniowców?
Wiem jedynie, że każdy trener musi być przygotowany na to, żeby w kolejnym sezonie przejąć drużynę wyższej kategorii. Opiekun Barçy B musi być gotowy do przejęcia pierwszego zespołu, inaczej to nie miałoby sensu. Dla mnie to zawsze było jasne. Ja nigdy się nie spieszyłem, ale zawsze chciałem piąć się w górę, od momentu, kiedy powierzono mi Cadete A. Czuję się przygotowany, żeby podołać każdemu wyzwaniu.
Byłbyś w stanie przejąć pierwszą drużynę, gdyby Valverde zrezygnował ze stanowiska?
To wielkie słowa, nie ma wielu tak wspaniałych zespołów do trenowania jak Barcelona. Myślę jednak, że tak, mógłbym to zrobić, dzięki temu, jak rozumiem futbol, poza tym spędziłem tutaj wiele lat, wierzę w filozofię i DNA Barcelony.
Zarządzanie szatnią z tyloma crackami musi być ciężkie. Podjąłbyś się tego?
Nie robiłem tego nigdy, ale myślę, że tak. Miałem szczęście poznać Leo, Piqué, Sergiego Roberto, Aleñę, Carlesa Péreza… Oczywiście pracowałem z nimi na innym etapie, więc musielibyśmy przyzwyczaić się do nowej sytuacji, ale znają mnie już jako osobę oraz jako szkoleniowca.
Twoja umowa się kończy. Rozmawiałeś już o jej przedłużeniu?
Na razie nie, ale jestem spokojny, wykonuję swoją pracę najlepiej, jak potrafię. Nie wydaje mi się, żeby pojawiły się jakiekolwiek problemy.
Myślisz, że twoja przyszłość będzie zależała od tego, czy drużyna zakwalifikuje się do fazy playoff?
Jestem przekonany, że tak nie będzie. Pracuję w klubie już od piętnastu sezonów, zapewne nie tylko z powodu wyników.
Komentarze (3)