Pedri: Transfer do Barcelony był spełnieniem mojego dziecięcego marzenia

Radek Koc

1 listopada 2019, 16:30

Sport

2 komentarze

Fot. Getty Images

Wykupiony zeszłego lata przez Barcelonę Pedri przebywa obecnie w Brazylii, gdzie z reprezentacją Hiszpanii postara się wywalczyć triumf na mistrzostwach świata U-17. Nastolatek znalazł czas na rozmowę z wysłannikiem dziennika Sport i opowiedział o swoich planach na przyszłość, największych idolach z dzieciństwa czy radzeniu sobie z rosnącą presją.

Gdzie grałeś w zeszłym sezonie? 

Zacząłem sezon w juvenilu B Las Palmas i kilka miesięcy później Suso Hernández przesunął mnie do juvenilu A. 

Teraz jesteś gwiazdą mistrzostw świata U-17. Czy dla ciebie to szczególna radość, że turniej jest rozgrywany w Brazylii? 

Tak, to wielka radość. Z tego kraju wywodzi się wielu wspaniałych piłkarzy, jak Pelé czy wielu innych. Oczywiście to dodatkowy smaczek, kiedy możesz występować w tak reprezentatywnym kraju. 

Być może jedynym punktem negatywnym jest to, że nie gracie na stadionach z wielką tradycją. Mam na myśli Maracanę, Mineirao czy Itaquerę. 

To prawda, szkoda. Jednak stadion w Vitorii, na którym rozegraliśmy dwa pierwsze mecze, jest naprawdę ładny. Bardzo mi się spodobał. 

Mówi się, że Las Palmas jest najbardziej brazylijską drużyną z Hiszpanii. Wiedziałeś o tym? 

Akurat tego nie wiedziałem. 

Twój styl gry ma coś z brazylijskiego stylu?

Z brazylijskiego stylu nie mam raczej nic, no ale nic... (śmiech). Jeśli ludzie tak mówią, to zgoda. Ja jednak myślę, że mój styl jest w 100% hiszpański. 

A te wspaniałe kiwki w twoim wykonaniu? Skąd się biorą? 

Myślę, że wszyscy piłkarze z Wysp Kanaryjskich grają w ten sam sposób i mam ten sam rodzaj dryblingu. Lubimy się kiwać, lubimy grać na małych boiskach. 

A jak skomentujesz akcję, którą wykonałeś w meczu z Argentyną? To akcja godna prawdziwego cracka. Tylko nieliczni mogą coś takiego wykonać...

Pokazywali mi to już chyba z tysiąc razy po meczu... 

To twoje firmowe zagranie? 

Nie, nie! To pierwszy raz, kiedy mi się udało. 

Nie, tak nie mów! Powinieneś powiedzieć, że to coś bardzo typowego w twoim repertuarze zagrań. 

A gdzie tam! Tego nie można przygotować. Takie zagrania wykonuje się w środku spotkania i prawie nie myślisz, kiedy je robisz. 

Jakbyś siebie zdefiniował? 

Wolę, żeby to zrobili ludzie, którzy oglądają moje mecze. Widzę siebie jako środkowego pomocnika, który wchodzi w pole karne. Nie jestem raczej typem skrzydłowego, który zostawia w biegu trzech piłkarzy. Najbardziej lubię grę kombinacyjną z całym zespołem. 

Na tym mundialu U-17 widzieliśmy ciebie atakującego po obu skrzydłach. 

Zgadza się. Wcześniej rozmawialiśmy na ten temat z trenerem i moim kolegą z drużyny Germanem Valerą. Mieliśmy się wymieniać pozycjami, ponieważ w ten sposób boczni obrońcy przeciwnej ekipy mają utrudnione zadanie. 

Jakie się aspiracje reprezentacji? 

Szczerze mówiąc uważam, że możemy wygrać ten turniej. Pierwszy mecz był trudny, ponieważ zawsze trzeba się przyzwyczaić do turnieju, klimatu, generalnie do wszystkiego. Trzeba mieć też na uwadze, że nikt z naszej drużyny nie występował wcześniej na mistrzostwach świata. Mamy dobrych zawodników i dobrą drużynę. Teraz trzeba wygrywać spotkania. 

Co sądzisz na temat nieobecności Ansu Fatiego? 

Mając na uwadze jedynie interes naszej reprezentacji, jego absencja jest dla nas szkodą. Mógłby wiele wnieść do zespołu. Ci, którzy przyjechali, są jednak bardzo dobrymi piłkarzami. Będziemy ciężko pracować, żeby wygrać ten turniej. 

Bez wątpliwości jesteś razem z Ansu głównym przedstawicielem tego pokolenia i oczekuje się, że dokonacie wielkich rzeczy. Miałeś już okazję grać u boku Ansu? 

W reprezentacji jeszcze nie mieliśmy okazji do gry, ani do wspólnego trenowania. Jednakże w dniu podpisania kontraktu z Barceloną, pokazano mi klubowe instalacje i kiedy zszedłem do szatni, przypadkowo natknąłem się na niego. Oczywiście przywitaliśmy się. 

Wszyscy jednomyślnie wskazują ciebie jako jedną z głównych atrakcji tego mundialu. Jak znosisz fakt, że znalazłeś się w centrum zainteresowania? 

Nawet nie wiem, co się o mnie mówi. Uciekam trochę od tych spraw, od tego wszystkiego, co ukazuje się w prasie. Wolę chodzić swoimi ścieżkami i skupić się na moich rzeczach. Najważniejsza jest dla mnie gra zespołowa. 

Na mistrzostwach macie swojego opiekuna, którego oddelegowała federacja. Jest nim José Antonio Culebras, były zawodowy piłkarz. Czy to sposób na przypomnienie, że przed wami jeszcze długa droga? 

Dokładnie tak. Zawsze nam doradza, motywuje do nauki i pomaga w rozwiązywaniu różnych spraw życiowych. Na przykład niektórzy kłócą się ze swoimi dziewczynami i potem czują się źle... Opiekun pomaga w tego typu sprawach. 

Czemu grasz z numerem "18"?

Padło na ten numer w losowaniu. Numer "8" bardzo mi się podoba ze względu na Iniestę, którego podziwiam. Jestem zadowolony, że noszę ten numer. W Las Palmas gram z numerem "28", bo to jest numer zarezerwowany dla gracza przychodzącego z akademii. W tym sezonie grałem z numerami "18" oraz "28". To wspaniałe. 

Twoje życie zmieniło się tego lata, kiedy Barça cię zakontraktowała. 

Tak. To była niesamowita niespodzianka. To powód do wielkiej dumy. Ja i pozostała część mojej rodziny zawsze kibicowaliśmy Barcelonie. Trafiłem do drużyny, w której chciałem grać od małego. Jestem szczęśliwy, że jestem piłkarzem Barçy. 

A co teraz? 

Wiem, że muszę iść krok po kroku. W tej chwili jestem absolutnie skoncentrowany na reprezentacji, ponieważ chcemy wygrać mundial. Potem wrócę do Las Palmas. Tam muszą grać, robić postępy i rozwijać się. 

W jakim miejscu widzisz siebie w przyszłym sezonie? 

Uff, tak naprawdę nie widzę siebie nigdzie. Teraz jesteśmy na turnieju, potem wracam do Las Palmas. Co ma później przyjść, to przyjdzie. 

Jak widzisz swoją przyszłość w perspektywie dwóch czy trzech lat? 

Szczerze mówiąc, myślę tylko o teraźniejszości. 

Barça powiedziała, że kupili ciebie z myślą o pierwszej drużynie? 

Nie. Powiedzieli, abym dalej grał tak, jak to robiłem do tej pory w Las Palmas. Powiedzieli, aby się rozwijał i dojrzewał. Cała reszta przyjdzie naturalnie. 

Oglądasz mecze Barçy? 

Oglądam je teraz i oglądałem je od momentu, kiedy byłem dzieckiem. Barça zawsze była moim ulubionym klubem. 

Co zwraca twoją uwagę z aktualnej drużyny Barcelony? 

Zachwycił mnie transfer De Jonga. To wielki zakup. Jest bardzo dobrym zawodnikiem i na boisku jest bardzo inteligentny. Bardzo wpatruję się w jego grę. Innym piłkarzem, który przyciąga moją uwagę, jest Arthur. Oczywiście ponad wszystkimi jest Leo Messi, którego wszyscy podziwiamy ze względu na to, co robi na boisku i to, co sobą reprezentuje. 

Jak oceniasz fakt, że Ansu Fati ma już miejsce w pierwszej drużynie Barçy? 

To wyraźny przykład, że Barça stawia zdecydowanie na swoich wychowanków. W zasadzie to klub, który zawsze tak robił. To bardzo pozytywne, bo nawet jeśli cię kupują, jak w moim przypadku, wiesz, że również możesz się dostać do pierwszej drużyny. Klub daje szanse i dlatego trzeba być skoncentrowanym na pracy.

Myślałeś już o tym, że w tym sezonie może dojść do pojedynku Barcelona - Las Palmas w Pucharze Króla? 

No tak. Byłoby naprawdę super, bardzo bym tego chciał. Najpierw jednak muszę myśleć o drużynie narodowej i mundialu w Brazylii. 

Co ci opowiadają o Barcelonie twoi koledzy z reprezentacji, José Martínez i Ilaix Moriba, którzy grają w tym klubie? 

Łączą mnie z nimi bardzo dobre relacje i trochę się pośmialiśmy, ale nie rozmawialiśmy zbyt dużo na ten temat. Nie chcę się zdekoncentrować. 

Twój ojciec zapewnia, że nie stracisz zdrowego rozsądku. 

On zawsze mi doradzał. Powtarza mi, że najważniejszą sprawą jest głowa na karku i bycie samym sobą. Jeśli ktoś traci swój sposób bycia, potem nie może się stać piłkarzem. 

Twoim idolem jest Andrés Iniesta. On najbardziej cię inspirował z piłkarskiego punktu widzenia? 

Tak, oczywiście. Po pierwsze, ze względu na styl gry, który zachwyca nas wszystkich. Przede wszystkim jednak uwielbiam go za jego sposób bycia. To spokojny i nieskomplikowany facet przy tym wszystkim, co wygrał w karierze i co reprezentuje w futbolu. To mi się bardzo podoba. 

Z tego powodu pewnie nie masz żadnego tatuażu? 

Nie, a gdzie tam! Tatuaże mi się nie podobają. 

Jak można zobaczyć, ekstrawaganckie fryzury również cię nie pociągają. 

Nie, nie! Wszystko normalnie. 

Ile miałeś lat, kiedy Andrés zdobywał słynnego gola na Stamford Bridge w meczu z Chelsea? 

Byłem mały, miałem ledwie osiem lat. Nie mam dokładnego wspomnienia tamtej nocy, ale widziałem tamtą akcję wiele razy na powtórkach. To było prawdziwe golazo. Za każdym razem, kiedy oglądam tego gola, dostaję gęsiej skórki. Natomiast jeśli chodzi o jego gola strzelonego w finale mistrzostw świata w RPA, pamiętam skoki i uściski wszystkich dookoła. 

W twoim domu, jeszcze przed twoim narodzeniem, podobał się szczególnie jeden zawodnik Barçy... 

Tak, mój tata uwielbiał Michaela Laudrupa. Iniesta też mówił, że Laudrup był dla niego punktem odniesienia. Kiedy byłem młodszy, tata pokazywał mi filmiki, abym przypatrywał się jego grze, oglądał jego podania. To był niesamowity gracz. 

Zawsze chciałeś być piłkarzem? 

Jestem bardzo młody, ale zawsze wiedziałem, że chciałbym związać swoją przyszłość z futbolem. To jest coś, co najbardziej mi się podoba. To było moje marzenie, ale nie wiedziałem, czy będę w stanie to osiągnąć. Jestem szczęśliwy, że zaczynam być piłkarzem. 

W wieku 16 lat zadebiutowałeś już w zespole Las Palmas w rozgrywkach Segunda División i masz na swoim koncie 3 gole oraz 3 asysty w 10 meczach. 

Myślę, że dopisuje mi trochę szczęście. Możesz grać dobrze, ale musisz mieć szczęście, żeby znaleźć się w odpowiednim momencie i wepchnąć piłkę do bramki, lub dostać w ogóle szansę do strzelenia gola. 

Twój trener Pepe Mel wyraża się o tobie w samych superlatywach. Mówi, że będziesz ważnym piłkarzem dla hiszpańskiego futbolu. 

Między mną i trenerem istnieje wyjątkowa chemia. Od samego początku miałem z nim bardzo dobrą relację. Jestem mu dozgonnie wdzięczny, bo nie jest łatwo postawić na 16-letniego dzieciaka. On to zrobił. 

Twoje statystyki pokazują, że nie czujesz żadnej presji. Widać, że to kontrolujesz. 

Radzę sobie dobrze z psychologiczną częścią tego sportu. Staram się być spokojny, robić swoje i cieszyć się grą. Każde dziecko chce się tym cieszyć. 

Postrzegasz siebie jako dziecko? 

Tak, tak. Jestem dzieckiem (śmiech). 

Skoro tak, to pewnie robisz rzeczy typowe dla dzieci? 

No tak. Kiedy mam trochę wolnego czasu, gram na konsoli PlayStation. Czasami chodzę do parku z moimi kolegami z internatu w Las Palmas i gram tam z nimi w piłkę. 

W co grasz na konsoli? 

Najbardziej lubię FIFĘ. 

Nie trzeba pytać, jaką drużynę wybierasz do gry... 

Zawsze gram Barceloną. 

Uczysz się? 

Tak. Teraz jest trudniej pogodzić to z treningami pierwszej drużyny, ale uczestniczę w kursie angielskiego. Wiem, że zawsze trzeba robić coś poza piłką nożną. 

Nadal mieszkasz w Casa Amarilla, internacie klubu UD Las Palmas. Jak ci tam idzie? 

Przybyłem tam w zeszłym roku i zostałem umieszczony w pokoju z dwoma innymi chłopakami - Nestorem i Jonim. Oni również pochodzą z Teneryfy. Nadal tam mieszkamy. Dobrze się zintegrowałem i jestem szczęśliwy z gry, mojego rozwoju. Przygotowuję się na to, co czeka mnie w przyszłości. 

Co czułeś, kiedy opuszczałeś rodzinny dom? 

Od samego początku zaadaptowałem się bardzo dobrze. Gorzej znieśli to moi rodzice. Ja od razu poczułem się bardzo dobrze. 

Na sam koniec chcę rozwiać jedną wątpliwość - dlaczego Pedri, a nie Pedrito? 

To się pojawiło w zespole, w którym grałem. Zawsze byłem najmniejszy i najszczuplejszy. Był tam inny kolega, który nazywał się Pedro i był trochę grubszy. On był Pedro, a do mnie przylgnął Pedri. Teraz nazywają mnie tak wszyscy. Nawet moja rodzina w domu. 

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Zobaczymy co z tego będzie.Życie uczy,że trzeba być ostrożnym w ocenach.

Mam nadzieję, że się jeszcze rozwinie i da nam wiele radości razem z Ansu w przyszłości.