Mateu Lahoz: Szkoda, że w 2014 roku nie było jeszcze systemu VAR

Julia Cicha

11 września 2019, 19:30

Marca

19 komentarzy

Mateu Lahoz udzielił ciekawej wypowiedzi dla Radio Marca. Sędzia wspomniał mecz Barcelony z Atlético w 2014 roku, który zakończył się remisem, co dało tytuł zespołowi Los Colchoneros. W trakcie spotkania nie uznano jednak bramki Leo Messiego z powodu spalonego, którego, jak się wydaje, nie było. Arbiter opowiedział swoją wersję wydarzeń.

- Dla mnie było niemożliwe zauważyć, czy piłka odbiła się od Juanfrana, czy od Cesca. Z kąta, z którego patrzyłem, wydawało się, że od Cesca. Po zakończeniu meczu, na powtórce w zwolnionym tempie zobaczyliśmy, że było inaczej. To jedna z akcji, które powinny być sprawdzone przez VAR, którego jeszcze nie było. Starałem się nie myśleć, że gdyby nie to, być może świętowano by w Barcelonie, a nie w Madrycie. Liniowy widział, że zawodnik Barçy był wysunięty przed rywali. Tak to działa. W mojej ocenie piłka po zagraniu uderzyła w Cesca. Nie ma nic więcej, z mojego punktu widzenia tak to widziałem. To prostsze, niż się wydaje. Wtedy nie mieliśmy żadnych wątpliwości. A że później na powtórce widać było co innego... To trudne sytuacje szkoda, że nie było VARu.

- Takie sytuacje zdarzają się w trakcie sezonu, w różnych kolejkach i różnych momentach meczów. Chodzi o szczegóły. Łatwo jest powiedzieć, że to zagranie było proste do oceny. W tamtej chwili tylko liniowy i ja się tym zajmowaliśmy, liniowy zachował się idealnie, wychwycił pozycję spaloną. A wg mnie piłka dotknęła Cesca. Do dziś nie ma całkowicie jednoznacznych powtórek. Łatwo jest wywołać polemikę. Na początku nikt nawet nie zdał sobie sprawy z kontrowersji, bo spalony był oczywisty. Później prasa to wykryła. Do tego potrzebny jest VAR. Mówimy jednak o przypuszczeniach. Nie wiadomo, czy któraś z drużyn nie strzeliłaby jeszcze dwóch bramek. Podsumowanie sezonu ligowego z 38 kolejkami jednym ludzkim błędem jest absurdalne. 

Fot. Asqueladd / CC BY-SA 3.0

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Dla kogo szkoda to szkoda, nie tylko na arenie krajowej ;)

Poniewaz majstra zgarnelo Atlético, ni bylo zadnej gównoburzy w Hiszpanii.

Czasu się nie cofnie, ważne aby uczyć się na błędach
Fajna sprawa że przyznał się do błędu

Wszyscy są mądrzy za ekranem gdy ma się możliwość sprawdzenia wszystkiego na powtórkach, taki sędzia ma zaledwie ułamek sekundy na podjęcie decyzji na podstawie zagrania dwóch zawodników, znajdujących się w dwóch zupełnie różnych pozycjach w tym samym czasie. Powinien Wam dać do myślenia fakt że sędzia jest skłonny do zakwestionowania SWOJEJ decyzji po pewnym czasie

mój pierwszy mecz na Camp Nou :) ostatni mecz sezonu, na który kupując bilety myślałem, że będzie meczem o nic a był meczem o mistrzostwo Hiszpanii :)

Szkoda, że kiedyś postanowiłeś zostać sędzią

Jego wypowiedź tylko potwierdza, co przypuszczam od dłuższego czasu na podstawie tego co widziałem i rozmawiałem, że sędziowie bardzo często nie podejmują decyzji w oparciu o to co widzą i czego są pewni, ale o intuicję.
I żeby nie było nie mam do nich pretensji bo czasami jest niemożliwe dostrzec jakieś zagranie. Dlatego tylko trzy rzeczy mogą pomóc sędziom i piłkarzom:
Technologia, technologia,technologia

I tak by nie skorzystał

okradł nas nie jeden raz

Czyli teraz to Atletico jest największym rywalem Realu?

"Podsumowanie sezonu ligowego z 38 kolejkami jednym ludzkim błędem jest absurdalne." Haha oczywiście, bo tych błędów było znacznie więcej.

kto wie, jak potoczyłaby się historia Barcelony gdyby zaliczona bramka Messiego, Martino wtedy by pewnie dostał na stołku, jeden błąd sędziowski i ile potrafi zmienić