Sylwetka Ansu Fatiego oczami jego byłych trenerów

Radek Koc

27 sierpnia 2019, 20:00

Sport

20 komentarzy
  • Fati pochodzi z Gwinei Bissau, ale swoje pierwsze piłkarskie kroki stawiał w małej andaluzyjskiej miejscowości Herrera
  • Wszyscy trenerzy Fatiego zgodnie podkreślają jego wrodzony talent do gry w piłkę
  • Opinie byłych trenerów każą wierzyć, że Barcelona może mieć w niedalekiej przyszłości wiele pociechy z nastolatka

Ansu Fati przez pierwsze lata swojego życia mieszkał w rodzinnej Gwinei Bissau. W wieku ośmiu lat przeprowadził się do Hiszpanii, do miejscowości Herrera niedaleko Sewilli. Dopiero wtedy poznał tak naprawdę swojego ojca, który kilka lat wcześniej wyemigrował do Portugalii w poszukiwaniu pracy. 

To właśnie w Herrerze przyszły piłkarz Barcelony stawiał swoje pierwsze kroki w futbolowym świecie. Jego pierwszy trener Jordi Figueroa tak opowiada o początkach Fatiego: "Kiedy mały Ansu dołączył do naszego zespołu, opowiedział mi, że w Gwinei nie mieli prawdziwych piłek i on sam robił swoje własne ze związanych skarpetek. Jak tylko się o tym dowiedzieliśmy, wysłaliśmy piłki i stroje piłkarskie do jego kuzynów i dalszych krewnych, którzy wciąż mieszkali w Gwinei". 

Figueroa wspomina również, że mały Ansu zachwycił go już od pierwszej chwili: "Miał wrodzoną jakość, przywiózł ją ze sobą do Hiszpanii. Jego koledzy postrzegali go jako mistrza. Ansu chciał tylko grać, nic więcej. Był przy tym bardzo solidarny. Rozgrywał akcje i wystawiał piłkę kolegom w taki sposób, że pozostawało im jedynie umieszczenie piłki w siatce. Natomiast kiedy bramki padały jego łupem, zawsze były bardzo ładne. 

Ansu szybko trafił do drużyny Peloteros, następnie przeszedł do Sevilli i ostatecznie wylądował w Barcelonie. To ostatnie przejście wywołało spory gniew ówczesnego prezesa andaluzyjskiego klubu José Marii del Nido. 

Po dołączeniu do Barçy Fati miał występować w kategorii benjamin, ale awansował bezpośrednio do poziomu alevin A i tam trafił pod opiekę trenera Marca Serry. Kataloński szkoleniowiec opowiada: "Ansu był innym zawodnikiem od wszystkich pozostałych. Mierzyliśmy się już z nim, kiedy jeszcze grał w Sevilli. Można było wtedy zauważyć, że nie wykorzystywano w odpowiedni sposób jego świetnych warunków fizycznych. Ansu wolał notować asysty, niż strzelać bramki". 

Serra lubi przypominać niektóre anegdoty związane z nastolatkiem: "Brał udział w teście na jednym z turniejów i wykonywał rzut karny. Strzelił go bardzo źle. Jakby od niechcenia. Powiedziałem mu, że jeśli jeszcze raz zrobi coś takiego, odeślę go z powrotem do Sewilli. W następnym spotkaniu zdobył osiem goli". 

Serra dodaje: "Ansu pojawiał się zawsze wtedy, kiedy drużyna najbardziej go potrzebowała. Na turnieju mógł grać źle w pierwszych meczach, ale potem był najlepszy w decydujących pojedynkach. To najbardziej utalentowany piłkarz, jakiego widziałem w barcelońskiej akademii". 

Fati szybko pokonywał kolejne stopnie piłkarskiego wtajemniczenia i zawsze był włączany do wyższych kategorii wiekowych. W zespole cadete A i w juvenilu B jego trenerem był Franc Artiga: "Z technicznego punktu widzenia jest znakomity i może zająć każdą z trzech ofensywnych pozycji na boisku. Rozpoczął na pozycji typowej "dziewiątki", aby później stać się "fałszywą dziewiątką" i występować również na skrzydle. Doskonale wchodzi w pole karne przeciwnika i jest jednym z najbardziej kompletnych piłkarzy, jacy kształcili się w La Masii". 

Artiga dodaje przy tym, że Fati jest niezwykle wymagający wobec samego siebie. Może świadczyć o tym pewna anegdota, którą opowiada sam trener: "Ansu zagrał fatalnie w jednym ze spotkań. Po tym meczu wysłał do mnie wiadomość o takiej treści - 'Cześć trenerze, jestem już w pociągu. Jest mi przykro z powodu g*wnianego meczu, jaki rozegrałem dzisiaj. To się już nigdy nie powtórzy'. Nie przegraliśmy potem żadnego spotkania do końca sezonu". 

Fati mógł się pochwalić znakomitymi warunkami fizycznymi już w dzieciństwie, ale później jego rozwój został nieco zahamowany. Jedynym rozwiązaniem były sesje treningowe na siłowni. Trener Artiga przyznaje, że Fati zawsze docierał tam jako pierwszy i pracował bardzo ciężko. 

Najgorszym momentem w dotychczasowej karierze Fatiego było zdarzenie z meczu przeciwko drużynie infantil A Espanyolu. Spotkanie było rozgrywane w Ciutat Esportiva Joan Gamper, a Fati stał się ofiarą brutalnego wejścia rywala. Obrażenia okazały się na tyle poważne, że Ansu musiał zostać przewieziony karetką do szpitala. Tam wykazano, że doznał złamania kości strzałkowej i piszczelowej. Stracił wówczas resztę sezonu i pierwszą część kolejnego. Trenerzy nie mają jednak wątpliwości - tamto wydarzenie bardzo wzmocniło siłę mentalną zawodnika. 

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (20)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze