Cisza przed burzą: La Masia no es toca [cz. 1]

Julia Cicha

6 lipca 2019, 17:04

24 komentarze

Poczynając od dziś, co kilka tygodni będę publikować obszerne artykuły o wewnętrznych, mniej znanych sprawach dotyczących FC Barcelony. Zawirowania polityczne, kto kogo wspiera, dlaczego jest tak, a nie inaczej. Kto jest za co odpowiedzialny i co nie działa. To jedne z rzeczy, które postaram się wyjaśnić. Na pierwszy ogień - La Masia. Zapraszam do lektury.


„Barça jest fabryką marzeń, a nie chcemy, by marzenia zmieniły się w koszmary” – Albert Soler, do niedawna odpowiedzialny za projekt Masia 360°.

Powyższe zdanie można skwitować krótko: w punkt. Albert Soler, były polityk, zaufany człowiek Josepa Marii Bartomeu, obecnie dyrektor ds. sportów profesjonalnych (z wyłączeniem piłki nożnej) wypowiedział te słowa, odnosząc się do ambitnego projektu zapoczątkowanego przez FC Barcelonę. Barça od lat szczyci się swoją szkółką i wyznawanymi w niej wartościami. Właśnie dlatego w 2011 roku postanowiono zrobić krok do przodu, znów wybić się ponad konkurencję i otoczyć zawodników jeszcze większą opieką. Rozwiązaniem miał być program Masia 360°. Być może nie można mówić jeszcze o koszmarze, ale kurs objęty przez osoby za niego odpowiedzialne należałoby zmienić o 90, jeśli nie o 180°. Ale po kolei.

Jak było

Początek lipca 2015 roku, niemal równo cztery lata temu, na krótko przed wyborami prezydenckimi w Barcelonie – kampania wyborcza trwa. Dziennikarze Rafael Hernández i Xavi Torres opublikowali dość szokujący artykuł o La Masii, z którego pełną treścią możecie zapoznać się tutaj. Na potrzeby porównania przytoczę jednak kilka fragmentów.

„Starcia różnych osobowości zawsze były problemem. Podział obowiązków w czasie ery Rosella (Zubizarreta odpowiedzialny za Barçę B i Juvenil A, Amor za resztę drużyn) wyrządził poważne szkody w zwycięskim systemie. Albert Valentin (bliski asystent Zubiego) i Albert Puig (koordynator La Masii i "prawa ręka" Amora) nie rozmawiali ze sobą. Rosell sprawił, że całą władzę otrzymał Puig i wtedy wiele się zmieniło: niektórzy zasłużeni trenerzy odeszli, a podejście do kontraktowania nowych zawodników stało się bardziej agresywne”.

„Barcelona poprzez La Masię inwestuje 1,5 miliona euro w zawodników, którzy dobrze rokują. W budynku jest miejsce dla 82 adeptów, ale aktualnie mieszka tam tylko 68. Spośród 45 nastoletnich piłkarzy tylko 15 specjaliści wróżą świetlaną przyszłość. Czas i pieniądze wyrzucone w błoto”.

„- Od dwóch lat oceny stale się pogarszają, choć nasze zaangażowanie pozostaje niezmienne - tłumaczy Carles Folguera, jeden z dyrektorów La Masii. Trzeba jednak zauważyć, że klub przestał karać zawodników za słabe oceny, co kiedyś było praktykowane”.

„Dla niektórych wyniki są wyznacznikiem sukcesu. Pod rządami Amora i Puiga Barcelona wygrała w 13 z 14 kategorii młodzieżowych, czym Bartomeu nie omieszkał się pochwalić”.

Warto zaznaczyć tutaj, kim są dziennikarze, którzy podpisali się pod tym artykułem. Rafael Hernández, mimo że sam uparcie twierdzi, że nie głosowałby na Laportę (w 2015 roku) i nie jest jego zwolennikiem, wypowiada się jednak w bardzo przychylnym dla niego tonie. Zapewniał jednak, że w 2015 roku z kandydatów najbardziej przekonał go Agusti Benedito (znany nam z wniosku o wotum nieufności dla Bartomeu), a w 2021 chętnie zagłosuje na Víctora Fonta. Nie można oprzeć się jednak wrażeniu, że cytowany wyżej artykuł był jednak mniej lub bardziej częścią kampanii wyborczej, jeśli nie pro-Laporta, to na pewno anty-Bartomeu. Z jednej strony można uznać Hernándeza za proroka, ponieważ w innym tekście zapewniał, że „za kilka lat mniej niż pół tuzina wychowanków znajdzie się w pierwszej drużynie. Nie liczę Munirów i Sandro, którzy pograją trochę na początku sezonu, by Jordi Roura (Boże, dopomóż) mógł powiedzieć, że wielu wychowanków trafia do pierwszego zespołu”. Brzmi znajomo? Z drugiej strony zdaniem Hernándeza Deulofeu był największym talentem od czasu Messiego. Cóż, nikt nie jest nieomylny. Artykuły tego dziennikarza z pewnością jednak bazują zarówno na faktach, jak i na emocjach.

Pozostał jeszcze Xavi Torres, obecnie dziennikarz TV3, piszący także dla dziennika Ara, goszczący w Catalunya Radio. Na papierze, a także w jego wypowiedziach, dużo bardziej zrównoważony i merytoryczny. Więcej o nim za chwilę, bowiem nazwisko Torresa pojawiło się ponownie kilka dni temu przy okazji kolejnego reportażu o La Masii. Główne pytanie brzmi – ile zmieniło się od 2015 roku? I czy na lepsze?

Masia 360°

Tak jak wspomniałam, FC Barcelona rozpoczęła w 2016 roku zupełnie nowy projekt, przenoszący La Masię na wyższy poziom. Chodziło już nie tylko o szkolenie talentów pokroju Messiego, Xaviego czy Puyola, lecz także o otoczenie szeroką, kompleksową opieką młodych, oddalonych od swoich rodzin sportowców. Nazwa programu wzięła się właśnie z całościowej formacji młodych. Jak zapewniał Albert Soler: „nie kształcimy jedynie piłkarzy, kształcimy ludzi poprzez sport. Zapewne nie jesteśmy klubem posiadającym najwięcej pieniędzy, ale jesteśmy najlepsi, dzięki czemu wielu zawodników chce do nas przejść. Znajdują u nas coś, czego nie ma gdzieś indziej”.

W ramach Masii 360° oprócz sportu zajęto się więc również kwestiami edukacji, wsparcia emocjonalnego i psychologicznego. Próbowano zapoznać dzieci i młodzież z wartościami klubu, jego historią i tożsamością. Co więcej, zajęto się też szkoleniem trenerów oraz opieką i pomocą sportowcom, którzy zakończyli już karierę. Brzmi pięknie. Jak słusznie zauważa jednak Xavi Torres (tak, ten wspomniany wcześniej) w swoim reportażu dla dziennika Ara, sukces zależy jednak od ludzi.

Ludzie

Josep Maria Bartomeu powierzył opiekę nad projektem Albertowi Solerowi, który to miał zająć się zatrudnianiem osób na poszczególne stanowiska. Do zajęcia się Masią 360° typowano początkowo Pere Gratacosa, byłego trenera Barçy B, z którym dobre relacje miał menedżer generalny obszaru sportowego Barcelony Pep Segura. Ostatecznie padło jednak na Carlesa Folguerę, niegdyś bramkarza w zespole hokeja na wrotkach, a od 2002 roku dyrektora rezydencji La Masii i wszystkich jej programów. Wybór ten nie spodobał się Segurze, ponieważ Gratacos pozwoliłby mu na posiadanie pełnej kontroli w La Masii.

Wolne pozostało więc stanowisko dyrektora rezydencji (a dokładniej otwartego w 2011 roku centrum edukacyjnego im. Oriola Torta). Tutaj wkroczył członek zarządu Barçy Pau Vilanova, który obsadził w tej roli swojego kolegę i współpracownika z własnej firmy zajmującej się projektowaniem. Mowa o Sergio Vallecillo, byłym trenerze juvenilu B. Spędził on na stanowisku cztery miesiące, po czym popadł w konflikt z Folguerą i zastąpił go Juanjo Luque (były dyrektor FCBEscola w Peru). Pep Segura szybko znalazł Vallecillo miejsce w strukturze klubu, a 15 czerwca ogłoszono, że będzie on dyrektorem futbolu młodzieżowego klubu RCD Mallorca. Całe zamieszanie doprowadziło jednak do konfliktu Segury z Folguerą i całkowitego zerwania relacji. Podkreślmy, doszło do całkowitego zerwania relacji między osobami odpowiedzialnymi za szkółkę i za obszar sportowy klubu.

Wspomniana sytuacja żadnemu z panów nie wyszła na dobre. Carles Folguera jest stopniowo odsuwany i zastanawia się nad odejściem. W niedawnym wywiadzie dla Mundo Deportivo był dumny, tłumaczył, o co chodzi w projekcie Masia 360°, i podkreślał, że Barça jest pierwszym klubem w Hiszpanii, który robi coś takiego. Dobra mina do złej gry? Z kolei o sytuacji Pepa Segury zrobiło się głośno po dymisji Jordiego Mestre. Na razie nie wiadomo, czy zachowa on stanowisko, ale z pewnością jest on krytykowany za decyzje transferowe oraz, moim zdaniem, za sytuację w La Masii.

Problemy

No dobrze, dwóch facetów pokłóciło się o władzę, ale nie oznacza to jeszcze, że cały program Masia 360° nie działa. Prawda? Niestety tylko częściowa. To, co w teorii brzmiało naprawdę obiecująco, w praktyce okazało się funkcjonować zupełnie inaczej. Postaram się wyjaśnić krok po kroku, gdzie popełniono błędy, bazując się na reportażach Torresa i Mundo Deportivo. Jak zobaczycie, są one zgoła odmienne. Dlaczego? To postaram się wyjaśnić za kilka tygodni w kolejnym artykule, w którym opowiem, jak działają hiszpańskie media. Kto, z kim i dlaczego.

  1. Rezydencja i kto właściwie w niej mieszka.

W budynku mogą mieszkać maksymalnie 83 osoby, obecnie jest ich 74. Docelowo jest to miejsce dla wychowanków, którzy m.in. z powodu odległości nie mogą mieszkać ze swoimi rodzinami. Nocować mogą tam również sportowcy z pierwszego zespołu poszczególnych sekcji, by nie musieli oni korzystać z hotelu podczas zgrupowania. Tymczasem w lipcu 2017 roku Pep Segura został menedżerem generalnym Barcelony i zajął dla siebie i swoich ludzi wszystkie dostępne biura na Camp Nou. Spowodowało to, że pracownicy La Masii zmuszeni byli przenieść się do rezydencji, w której ostatecznie całe najwyższe piętro zostało zmienione w „biura z prysznicami”. Nie mieszkają tam już młodzi sportowcy. Drużyny profesjonalne w konsekwencji sypiają w hotelach, a takiego wydatku można by uniknąć. Im więcej osób przenosi się do rezydencji, tym mniej w niej działa. Parter również przerobiono już na biura osób odpowiedzialnych m.in. za rezydencję, klubowe mieszkania, kupno sportowców, kuchnię, różnego rodzaju usługi. Znalazła się tam też administracja i część klubowych nauczycieli. Nie działa basen i sala audiowizualna.

Barcelona posiada obecnie 20 różnego rodzaju zespołów piłki nożnej oraz 23 zespoły innych sekcji (koszykówka, piłka ręczna, hokej na wrotkach i futsal). Miejsca w rezydencji rozdzielane są procentowo. Obecnie na 74 mieszkańców przypada 48 piłkarzy, 14 koszykarzy, 5 szczypiornistów, 4 graczy futsalu i 3 hokeistów. Według Xaviego Torresa miejsca rozkładają się następująco: 65% piłka nożna, 20% koszykówka, 6% piłka ręczna, 5% futsal i 4% hokej na wrotkach. Takie zarządzanie ma wiele negatywnych konsekwencji. Jeśli w danym sezonie sekcja piłki nożnej nie „wypełni” wszystkich swoich miejsc, zostają one oddane innym sekcjom, które mogą umieścić tam swoich utalentowanych zawodników. Takie miejsce, raz przyznane, powiedzmy, koszykarzowi, zostaje jednak w sekcji koszykówki aż do momentu opuszczenia rezydencji przez gracza. Mowa więc o kilku latach. To wymierna „strata” dla sekcji piłki nożnej. Rozwiązanie? Wypełnić wszystkie miejsca byle kim. Pozyskuje się zawodników z niewystarczającym talentem, bez perspektyw na grę w pierwszym zespole. Sprowadza się również wypożyczonych graczy, którzy zajmują miejsce wychowankom. Późniejsze przedwczesne zakończenie kariery i odesłanie młodej osoby do domu nie jest problemem dla sztabu. Jest za to dużym problemem dla samego zainteresowanego i jego rodziny.

Jak widać, poszczególne sekcje klubu rywalizują między sobą, zapominając, że tak naprawdę reprezentują tą samą instytucję. Barça chełpi się inwestycjami w kobiecy sport, zapewnia, że chce rozwijać chłopców i dziewczynki. Tymczasem w rezydencji nie mieszka ani jedna dziewczyna. Z żadnej sekcji sportowej.

Nieco inaczej prezentuje sprawę Mundo Deportivo. Dziennik potwierdza, że każda sekcja ma ustaloną liczbę miejsc „do negocjacji” przed każdym sezonem. Według niego nie ma z tym najmniejszego problemu. Zapewnia o tym również opiekun sekcji piłki ręcznej David Barrufet: „to klub piłkarski, to jasne. O reszcie już rozmawialiśmy. W poprzednim sezonie, w rezydencji i mieszkaniach, miałem dziewięciu chłopaków. W tym będę miał tylko sześciu. W następnym być może będę potrzebował dodatkowego miejsca i poproszę o nie. Cztery sekcje poza piłką nożną dzielą między sobą 23 miejsca, a jeśli jest potrzeba, prosi się o dodatkowe. Zostają jedynie ci sportowcy, którzy mają szansę na grę w pierwszym zespole. W naszym sporcie (piłka ręczna – przyp. red.) jeśli ktoś jest niski, nie załapie się. Cztery sekcje mają wspólny budżet. Jeśli w danym roku jedna sekcja musi wydać więcej, bo chce pozyskać kogoś, kto jest bardzo dobry, reszta czeka. Na razie nie mieliśmy z tym żadnych problemów”.

Barrufet przedstawia cały proces jako bezproblemowy, ale który pracownik klubu w oficjalnym wywiadzie dla dziennika powiedziałby coś innego? Nie chce mi się wierzyć, że sekcja koszykówki, wyraźnie pokrzywdzona przez piłkę nożną i zarazem zapewne uprzywilejowana względem pozostałych sportów, jest w pełni zadowolona z tej sytuacji. Mundo Deportivo informuje zarazem, że trenerzy co roku decydują wspólnie o tym, kto opuści rezydencję. Czterech dyrektorów sportowych ocenia, jak rozdzielić miejsca. Oprócz Barrufeta (piłka ręczna) mowa o Nacho Rodríguezie (koszykówka), Txusie Lahozie (futsal) i Tonim Miró (hokej na wrotkach). Albert Soler odpowiedzialny za wszystkie profesjonalne sekcje sportowe poza piłką nożną uczestniczy w debacie.

Warto wspomnieć, że oprócz rezydencji klub dysponuje również mieszkaniami, w których mieszkają dorośli sportowcy. Aktualnie mowa o sześciu piłkarzach ręcznych i trzech koszykarzach, hokeistach i graczach futsalu. W porównaniu do ubiegłych lat Barcelona nie posiada już jednak własnych mieszkań. Zdecydowano się podnieść pensję sportowców, by sami mogli oni znaleźć sobie mieszkanie, które chcą. Wszyscy mają jednak prawo do żywienia się w budynku La Masii, z którego korzystają.

  1. Żywienie.

Z tekstu Mundo Deportivo można wyczytać, że za żywienie w rezydencji La Masii odpowiedzialna jest Maria Antonia Lizarraga, specjalista w medycynie sportowej i odżywianiu. Małe dzieci mają ustalone konkretne menu, ale z biegiem czasu mogą wybierać z bufetu. Według Lizarragi młodzi sportowcy coraz bardziej interesują się tym, co powinni jeść, pytają o przepisy. Widać zmianę mentalności w ostatnich kilku latach, młodzi mają motywację, by jeść zdrowo. Lizarraga dodaje, że coraz więcej chłopców wraz z rodzinami przychodzi do klubu z taką ideą. Na miejscu uczy się ich, co powinni jeść w domu. Powtarza się im, że nie mogą iść spać bez kolacji. Podkreśla się również konieczność nawodnienia w trakcie dwóch godzin po meczu, ważny jest też sen.

W reportażu Xaviego Torresa sprawy prezentują się zgoła inaczej. Firma, która została zatrudniona do zajęcia się cateringiem zarówno w La Masii, jak i w przypadku pierwszego zespołu, to Sodexo. O ile jakość jedzenia przygotowywanego dla pierwszej drużyny nie podlega wątpliwości (niektórzy zawodnicy zabierają je nawet do domu dla rodziny), o tyle w La Masii zwyczajnie tnie się koszty. Młodzi sportowcy nie są odpowiednio karmieni, podawane im jedzenie nie spełnia nawet minimalnych wymogów. Barcelona wie o tym problemie i być może wykorzysta fakt, że umowa z Sodexo wygasa tego lata, by zająć się tą sprawą i zatrudnić kogoś lepszego.

  1. Edukacja

W tym aspekcie MD informuje jedynie, że wśród 643 sportowców biorących udział w programie Masia 360° znajduje się 35 studentów, którzy otrzymują stypendium (3 tysiące euro), jeśli zdadzą przynajmniej 60% przedmiotów. W trakcie ostatniej sesji zdali wszyscy. Xavier Torres zwraca natomiast uwagę, że edukacja pozasportowa jest jednym z argumentów, którymi Barcelona przekonuje rodziców. Do wyboru jest wiele szkół, również europejskich, z szerokiej oferty. Rzeczywistość jest jednak taka, że bardzo wielu podopiecznych nie zdaje dużej liczby przedmiotów bez żadnych konsekwencji. Kiedyś miało to odbicie na ich karierze sportowej, byli odsuwani od gry lub treningów. Teraz nie.

Barcelona stara się również edukować młodych ludzi w aspektach związanych z tożsamością klubu i jego wartościami. Odpowiedzialni są za to były trener hokeja Ricard Muñoz i były pracownik kobiecego futbolu Xavi Llorens. Cała wykonywana przez nich praca polega na towarzyszeniu sportowcom i ich rodzinom w wycieczkach po klubowym muzeum. Albert Soler wprowadził „genialny” system, w którym osobiście zwalnia niektórych trenerów sekcji sportowych klubu, a następnie zatrudnia ich przy tego typu projektach. Nie bierze się pod uwagę np. pomocy, którą mogłoby zapewnić stowarzyszenie byłych piłkarzy. Byli gracze Barçy z pewnością mieliby wiele ciekawych rzeczy do przekazania młodym.

  1. Programy pozasportowe.

Odpowiedzialna za program kompleksowej opieki nad sportowcami jest Ana Merayo. Program składa się z czterech aspektów: opieki tutorów, psychologów, edukacji emocjonalnej i nauki. Zajmuje się nim firma Eduvic, której w tym sezonie zapłacono 900 tysięcy euro. Obecnie w klubie pracuje 17 tutorów, co daje około 15 sportowców z rezydencji i 35-40 sportowców z programu na jednego (tutaj zarówno MD, jak i Xavi Torres podają bardzo zbliżone liczby). Co tydzień opiekunowie spotykają się z opiekunem rezydencji Juanjo Loque, by ustalać cele.

Według Xaviego Torresa program w sekcji piłki nożnej nie działa i nie przekonuje też Pepa Segury. Wg menedżera generalnego zawodnicy są już dostatecznie zajęci innymi sprawami i nie mają czasu na rzeczy niezwiązane stricte ze sportem. Krytykowana jest biurokratyzacja i niewielkie wsparcie w weekendy. Co gorsze, trenerzy podzielają zdanie Segury i nie uważają tego programu za konieczny. W rezultacie 14- i 15-latkowie odpowiadają na pytania opiekunów dokładnie tak, jak ci tego oczekują, by mieć spokój. Segura uważa, że takimi sprawami powinni zająć się trenerzy poszczególnych drużyn, a nie osoby z zewnątrz, z czym nie zgadzają się pedagodzy. W skrócie – sportowcy powinni zająć się sportem, a nie tracić czas na bzdety. Inne sekcje są bardziej zadowolone z programu, bo osoby odpowiedzialne za nie bardziej się wszystkim interesują.

Psychologowie (zarówno społeczni, jak i sportowi) mają pomagać sportowcom w odnalezieniu się w nowej sytuacji, z dala od domu i rodziny, w zupełnie nowym miejscu. Według La Masii rocznie dochodzi do 40-50 przypadków, w których wymagana jest pomoc specjalistów. Psychologowie pomagają radzić sobie z rozwodami rodziców, chorobami bliskich członków rodziny czy z problemami finansowymi w rodzinie. Mimo to sztab sportowy uważa, że powinni zająć się tym trenerzy. Ci sami, którzy słuchają wyuczonych na pamięć odpowiedzi na obowiązkowe pytania zadawane chłopcom.

Program edukacji emocjonalnej okazał się w tym sezonie kompletnym fiaskiem. Sekcja piłkarska nie dokończyła nawet pierwszego sezonu, a pozostałe sekcje już porzuciły ten program. Mundo Deportivo nie wspomina o nim ani słowem.

Jakby tego było mało, klub przestał wyciągać konsekwencje z zachowania swoich podopiecznych. W tym sezonie, jak podaje Torres, jeden zawodnik groził drugiemu w stołówce, ale jego umiejętności piłkarskie sprawiły, że ważna osoba z obszaru piłki nożnej określiła jego zachowanie jako „sprawy między dziećmi”. Co ciekawe, kilka lat temu, gdy chłopiec z Brazylii groził drugiemu nożem, Barça wyrzuciła go z La Masii. Teraz już nie.

Wobec tego wszystkiego oficjalna wersja wciąż pozostaje idylliczna. Carles Folguera podkreśla, że w Barcelonie rodzina zawodnika pełni bardzo ważną rolę, rozmawia się z nią, chce się ją poznać. Co więcej, rok temu przeprowadzono ankietę, z której wynikało, że średnia ocena programu przez trenerów, sportowców i rodziny waha się między 8,5 a 9 w 10-stopniowej skali. Plany La Masii na przyszłość to utrzymanie modelu, współpraca z psychologami i nauczycielami, a także stworzenie aplikacji do bezpośredniego kontaktu z rodzinami. Jeśli sportowcy nie zrobią profesjonalnej kariery, to, według Folguery i Mundo Deportivo, będą mieli wiedzę z zakresu marketingu, finansów, publicznych wystąpień, która pomoże im w dorosłym życiu i znalezieniu innej pracy.

  1. Kariera – i co potem?

W kwestii programu na temat zakończenia kariery i przejścia na emeryturę (jak to zrobić, jak sobie z tym radzić) nie zrobiono na razie nic. Działa za to inny kurs, składający się z dziesięciu sesji plus praktyk online. Dotyczy on marketingu sportowego, wystąpień publicznych, mediów społecznościowych, podstawowych finansów i przedsiębiorczości. Jeśli któryś z graczy chce np. otworzyć swój obóz letni dla dzieci, tam nauczy się wszystkiego, czego potrzebuje. Jednym z tegorocznych absolwentów, którzy nie bez trudności ukończyli ten kurs, jest Riqui Puig.

Czy Barcelona naprawdę nie wie, co się dzieje?

Wie. A przynajmniej wskazują na to jej działania z ostatnich miesięcy. 11 lutego tego roku klub zatrudnił Xaviera Vilajoanę jako osobę odpowiedzialną za La Masię (stanowisko zajmowane wcześniej przez Alberta Solera). Z kolei 1 marca zatrudniono Xaviego Martína jako dyrektora ds. obszaru La Masii. Obaj mają zakończyć trwający kryzys. O ile pierwszy z nich wydaje się bardzo dobrym wyborem, o tyle drugi to, co najmniej, nieporozumienie.

„Nie chcę, by w pierwszym zespole zadebiutowało 25 zawodników, chcę, by zadebiutowali ci, którzy zostaną tam na stałe. Piłkarze rezerw muszą rywalizować i poprawiać się, bo są obecnie na swoim ostatnim etapie formacji piłkarskiej” – powiedział Vilajoana w wywiadzie radiowym przed rewanżem z Liverpoolem. Dodatkowy plus otrzymuje ode mnie za ostrożność, z jaką podchodził do tego meczu. Nie mówił o tryplecie, nie brał awansu za pewnik.

Warto zacytować też fragment artykułu opublikowanego w El Español, przedstawiającego sylwetkę Vilajoany: „Vilajoana nie żyje w klubie, ale je, oddycha i cierpi razem z nim. Nie ulega wpływom i uważa, że zawirowania polityczne nie mogą nigdy przeniknąć przez ściany szatni młodych zawodników. Jego Barça jest neutralna, trenuje i rządzi w nowoczesnych centrach. Wie, że za wszystkim stoi prezydent, który powinien zająć się sprawami typu „katalońskość” klubu, podczas gdy Vilajoana zajmuje się jedynie czystą formacją sportowców”.

„Talent nie wystarczy, myślę, że aspekt psychologiczny jest kluczowy. Koniec końców zaledwie 10% sportowców dochodzi na szczyt, musimy więc przygotować ich na każdą sytuację” – dodaje Vilajoana. Oby nie były to puste słowa. Trzymam kciuki.

Na drugim biegunie znajduje się Xavi Martin, odpowiedzialny za komunikację w erze Sandro Rosella (2011-14). Odszedł z klubu po kłótni z prezydentem w trakcie meczu Ligi Mistrzów z Interem, którą wyłapały kamery. Martín zrobił karierę w obszarach komunikacji, reklamy i marketingu, jest też wykładowcą. Pytanie brzmi więc: dlaczego obecnie dostał stanowisko osoby odpowiedzialnej za obszar La Masii? Do kompletu zaoferowano mu również posadę asystenta obszaru piłki nożnej. Osobie, która z piłką nożną w praktyce naprawdę niewiele ma wspólnego. Polecam przejrzeć jego aktywność na Twitterze. Oczywiście nic to nie znaczy, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że w pracy, jak i w mediach społecznościowych ogranicza się do oklaskiwania sukcesów sportowych drużyn La Masii i okazjonalnego „podania dalej” informacji.

Wnioski

La Masia została otwarta 20 października 1979, co oznacza, że za kilka miesięcy obchodzić będzie swoje 40-lecie. Do tego czasu wypadałoby porządnie posprzątać. W drugiej części tego artykułu, która pojawi się niebawem, zajmę się kwestią trenerów oraz spróbuję zastanowić się, dlaczego wychowankowie nie trafiają do pierwszego zespołu. Teraz skupmy się jednak na zarządzaniu i administracji. Rocznie Barcelona wydaje na La Masię, a więc i na program Masia 360°, 4,5 miliona euro. Wydaje się jednak, że spora część programów nie działa, dzieci i młodzież nie mają odpowiedniej opieki ani wyżywienia. Do tego część trenerów i osób odpowiedzialnych za program nie wierzy w jego założenia. Jak można realizować coś, co uważa się za niepotrzebne? Sytuację podgrzewają tylko konflikty wewnętrzne, głównie o władzę.

Po zebraniu jak największej ilości informacji dużą część winy za ten stan rzeczy obarczyłabym Pepa Segurę. Brak wiary w podstawowe założenia Masii 360°, żonglowanie stanowiskami, próba obsadzania ich swoimi ludźmi w celu zyskania kontroli, skupianie się na aspektach sportowych, zapominając, że mowa o dzieciach, które potrzebują kompleksowej opieki. To zapewne tylko wierzchołek góry lodowej. Nie można ukamieniować jednej osoby, gdy zawodzi cały system, ale warto wspomnieć akurat nazwisko Segury w kontekście ostatnich zawirowań w zarządzie Barcelony. Moje podejrzenia w tej kwestii potwierdzą się, jeśli niedługo straci on stanowisko.

La Masia, desperta! La Masio, obudź się! Najwyższa pora.


*tytuł oznacza dosł. „La Masii się nie rusza”; hasło wyrażające niezadowolenie kibiców z działań klubu w zakresie szkółki, popularny hashtag na Twitterze, obecne również na plakatach na Camp Nou.

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Świetny artykuł. Czekam z niecierpliwością na następny

Piękna robota Julka.Tekst,do którego trzeba wrócić co jakiś czas.

To ja się pytam od czego tam jest Bartomeu?

Skończy sie Messi skończą sie pieniążki i będziemy grac o lige europy?

Jest co ogarniać w takiej instytucji. Segura od poczatku mi nie pasował. Nie bez powodu odszedł w kłótni z LFC.

Świetnie wypunktowałaś, brawa za podjęcie tematu głębszych warstw naszego klubu.. Pomyśleć że to zaledwie kropla w morzu syfu jakiego narobił Bartek z Rosellem na czele.. Tak odnośnie La Masi, na przestrzeni ostatnich 10 lat, jeśli mnie pamięć nie myli to wprowadzony do 1 składu został tylko Roberto ?

Kabaret jak w polskich klubach. Nie tak to powinno wyglądać

Świetny tekst :)

Zajebista robota. Mnie najbardziej, z ludzkiego już, punktu widzenia najbardziej przeraził punkt 4. Przecież to czyste zbydlęcenie.

1. "Powtarza się im, że nie mogą iść spać bez kolacji." - a ja zawsze myślałem, że kolacje to można sobie odpuścić :)
2. "Rocznie Barcelona wydaje na La Masię, a więc i na program Masia 360°, 4,5 miliona euro" - czy tylko mnie wydaje się to strasznie mało jak na wielką szkółkę piłkarską?

Świetny artykuł. Każdy czuje, że w La Masii coś jest mocno nie tak i ta analiza składnie punktuje wszystkie problemy. Serce boli, że tak ważny obszar w naszym kochanym klubie został doprowadzony do takiej ruiny, ale trzeba mieć świadomość tych kłopotów. I jak widać kolesiostwo ma się dobrze wszędzie...
W każdym razie czekam z niecierpliwością na kolejną część :)

Popatrzcie na Laporte chłop zbierał latami pochwały za szkółkę itd a a tak naprawdę to od 2-3 lat do drużyny powinni dobijać się zawodnicy którzy zaczynali przygodę z sekcjami młodzieżowymi za jego panowania. Teraz to raczej mówi się o czarnej dziurze w La Masii. Gdzie są utalentowani piłkarze którzy dołączyli do Barcy w starszym wieku? To od Laporty zaczął się zjazd.

Bylem w lutym w Barcelonie i przy piwku rozmawialem ze swoim hostem i jego znajomymi. Oczywiscie znalazla sie osoba, ktora mowil a "tylko wyniki sie licza" (po czym od razu zostal skwitowany "Ty sie urodziles na Majorce to sie nie odzywaj":) ale wiekszosc osob byla bardzo niezadowolona z przedluzenia kontraktu z Valverde a takze dzialan Barto. Naszego prezydenta okreslili mianem "biznesmena". Oczywiscie mala grupka ludzi to nie cala Katalonia ale zapewniali mnie, iz osob niezadowolonych jest masa i niech dowodem jedt rzesza ludzi sprzedajacych swe bilety przed stadionem.
Czekam z niecierpliwoscia na czasy kiedy tych dwoch w.w. panow, kompletnie nie szanujacych tradycji, zniknie z mojego ukochanego klubu.

Julia! Miod... a raczej lyzka dziegciu... na moje serce, ale prawda jest taka, ze La Masia nie funkcjonuje. Trafilas w punkt. Tez to juz od dawna podkreslam. Rossell z Bartomeu rozpieprzyli swietna filozofie szkolki. Za to powinni ich na taczkach wywiezc. Jasne, lepiej wydawac miliony i sprzedawac swoich za grosze... Taki mamy zarzad. Kiepsko rysuje sie przyszlosc z tymi kunktatorskimi zachowaniami tych dyletantow... Boleje nad tym stanem... I to pier... e, ze era Xaviego, Iniesty nigdy sie nie powtorzy... Ech... Trzeba w to wlozyc serducho i dac zarzadzac ludziom, ktorzy sie na tym znaja.

Czekałem na ten artykuł z niecierpliwością. Świetna robota i czekam na następny :)

Świetny tekst, bardzo fajnie autorka rozpisuje spory problem naszej Masii. Fakt, ze wychowankowie nie dostają się do pierwszego zespołu to problem zakorzeniony dużo głębiej.
Czekam na kolejna cześć tekstu ;)