Luis Suárez: Po meczu z Liverpoolem dzieci widziały mój smutek [część 2]

Radek Koc

16 czerwca 2019, 20:00

Youtube (FOX Sports Sur)

8 komentarzy

Luis Suárez udzielił obszernego wywiadu stacji Fox Sports Radio Uruguay przed występem na Copa América 2019. Napastnik Barcelony rozmawiał z dziennikarzami w Complejo Celeste, czyli kompleksie sportowym, w którym tradycyjnie odbywają się zgrupowania reprezentacji Urugwaju. Pierwszą część wywiadu znaleźć można tutaj. Oto wybrane pytania i odpowiedzi z dugiej części rozmowy:

W listopadzie 2011 roku przyszło ci grać w innym niezapomnianym meczu. Strzeliłeś wtedy cztery gole Chilijczykom. Byłeś w niesamowitym gazie.

Miałem małe dolegliwości i już po kilku minutach musiałem poddać się masażowi. Mój masażysta Walter powiedział mi jednak, że wszystko jest w porządku. Nakazał mi wrócić do gry. Strzeliłem gola lewą nogą, czyli tą, która mnie bolała. Potem zdobyłem kolejne bramki. Ostatecznie po meczu musiałem pauzować przez 10 dni z powodu naderwanego mięśnia. Walter zachowywał się właśnie w taki sposób. Zachęcał do gry. Musiałaby przyjechać po mnie karetka, żeby mnie ściągnąć z boiska. To była dla mnie niezapomniana noc. Jedno z najlepszych wspomnień z gry w reprezentacji Urugwaju.

Czego się spodziewasz po tym turnieju Copa América?

Podchodzę do tego turnieju z ogromną nadzieją i radością. Oczywiście inne reprezentacje szanują naszą drużynę, ale nie chcę mówić, że jesteśmy faworytem do zwycięstwa. Wygraliśmy najwięcej razy w historii, mamy świetnych piłkarzy grających w Europie. Musimy przekonać samych siebie, że możemy tego dokonać. Musimy rozpocząć ten turniej z nastawieniem, że do osiągnięcia sukcesu jest potrzebna ciężka praca. Nikt nie powinien uważać siebie za lepszego od innych, musimy być prawdziwą drużyną i zagrać tak, jak potrafimy. Niezależnie od łatki faworyta trzeba wyjść na boisko i powalczyć w każdym meczu.

Jak łączysz grę zespołową z indywidualnymi ambicjami? Będziesz zachłanny na swoje własne gole czy raczej skupisz się na drużynie?

Wiadomo, że każdy napastnik żyje z bramek i zawsze będzie ich szukał. Jednakże w takim turnieju jak Copa América priorytetem jest dobro kolektywu. Jeśli wygramy wszystkie mecze stosunkiem 1:0 i nie strzelę żadnego gola, to będę zachwycony takim obrotem spraw. Jeśli będziemy wygrywać po 3:0 i nie uda mi się trafić do bramki, będę wkurzony jak nie wiem (śmiech). Napastnik jest w jakimś stopniu egoistą. Potrafi być również bardzo dobrym kolegą w momencie skupienia się na celach zespołowych w tego typu turniejach.

Porozmawiajmy o Mundialu w Rosji. W meczu z Francją stało się coś podobnego do tego, co wydarzyło się na mistrzostwach w 2014 roku. W tym przypadku w składzie zabrakło Cavaniego.

Oczywiście odczuwa się nieobecność tak ważnego piłkarza, jakim jest Edi. Tym bardziej, że znajdował się w wielkiej formie. Wcześniej zdobył dwa gole w meczu z Portugalią. Jako partner w linii ataku był dla mnie bardzo ważny. Poza tym zagrałby przeciwko reprezentacji, o której wiedział wszystko. To samo było ze mną, kiedy grałem przeciwko drużynie Holandii w 2010 roku. Znałem wszystkich ich piłkarzy, oni wiedzieli, kim jestem, i odczuwali przede mną respekt. To był pech, że Cavani nie mógł zagrać z Francją. Zastąpił go jednak Cristhian Stuani, a przecież z jakiegoś powodu on również występuje w reprezentacji. Rozegrał wiele meczów dla Urugwaju. Wydaje mi się, że w nieświadomy sposób informacja o nieobecności kluczowych graczy dociera jednak do innych i boli.  

Po niektórych treningach reprezentacji pozwala się zostać dziennikarzom i poobserwować jeszcze przez jakiś czas ćwiczenia wykonywane przez piłkarzy. Zaobserwowałem, że Fede Valverde zostaje wiele razy i ćwiczy uderzenia z rzutów wolnych. Ostatnio zdobył naprawdę pięknego gola.

Tak, to prawda. Pajarito dysponuje niesamowitym uderzeniem. Nawet dzisiaj wykonywaliśmy takie ćwiczenia. Piłka spadała z powietrza, a Fede Valverde uderzał ją w niesamowity sposób. Zawsze mówię, że styl Valverde przypomina mi grę Stevena Gerrarda. Sposób, w jaki uderza piłkę, jest bardzo podobny właśnie do stylu Anglika. Ćwiczyliśmy rzuty wolne i muszę powiedzieć, że Valverde uderza piłkę w dziwny sposób. Ta dostaje nietypowej rotacji i zaskakuje bramkarza.

W Liverpoolu grałeś w pewien określony sposób, w Barcelonie grasz w zupełnie inny. W reprezentacji również masz odmienny styl. Sposób, w jaki grałeś w piłkę w Liverpoolu, bardziej pasował do potrzeb reprezentacji Urugwaju. A jak to wygląda teraz, kiedy masz za sobą wiele lat gry w Barcelonie? Jak godzisz to ze stylem preferowanym przez drużynę narodową Urugwaju? Jest ci ciężko się przestawić?

Kiedy grałem w Liverpoolu i przyjeżdżałem na zgrupowania reprezentacji Urugwaju, sposób gry był taki sam. W Anglii graliśmy z jednym lub dwoma napastnikami, ja miałem dużą swobodę na boisku i mogłem się poruszać po różnych sektorach. W drużynie Urugwaju było bardzo podobnie. Dzięki grze w Barcelonie stałem się natomiast lepszym piłkarzem. Poprawiłem jeszcze bardziej swoją technikę, stałem się lepszym asystentem. W Barcelonie dostałem moją własną przestrzeń. Kiedy przybyłem do tego klubu, obok siebie miałem Messiego i Neymara. Co miałem robić? Musiałem spokojnie czekać w polu karnym na piłkę i wpychać ją do bramki. W ten sposób zostałem królem strzelców. Cały czas się uczyłem nowego sposobu poruszania. Kilka rzeczy również straciłem. Przestałem bazować na przepchnięciach, twardych starciach z rywalem czy grze długą piłką. A tak było w Liverpoolu czy w ekipie Urugwaju. Przyzwyczajałem się do stylu gry Barcelony, następnie przyjeżdżałem na zgrupowanie reprezentacji i czułem, że jestem zbyt nieruchomy na boisku. Brakowało mi tej ruchliwości. Wtedy piłkarz zaczyna dojrzewać i zmienia sposób myślenia. Musiałem zapomnieć o tym, co było wcześniej. Nie ze względu na jakość piłkarzy, ale ze względu na inny sposób gry. W Barcelonie podawałem piłkę głównie wewnątrz pola karnego. W Urugwaju inaczej – dostaję piłkę i muszę ją zagrać na drugą stronę. Czasami muszą ją przytrzymać trochę dłużej. To też trochę utraciłem. Kiedyś potrafiłem bardzo dobrze utrzymać się przy piłce. W Barcelonie poprawiłem się za to w innych aspektach gry jak np. przyjęcie i szybkie podanie do kolegi. Kiedy Neymar odszedł z Barcelony, na boisku wytworzyła się przestrzeń. Zaczęliśmy grać wówczas z dwoma napastnikami i miałem więcej swobody. Wiele razy zajmowałem miejsce na boisku, które wcześniej należało do Neya. Mogłem wtedy pomagać Jordiemu Albie itd. W tym sezonie trener powiedział mi, że za bardzo schodzę na lewą stronę. W tym przypadku straciłem nawyk z poprzedniego sezonu. Trenerzy jednak widzą takie rzeczy i pomagają je poprawić. Maestro Tabarez mówi mi, że widzi w mojej grze takie aspekty, których wcześniej nie dostrzegał. Pomagam bardziej całej drużynie, kiedy schodzę po piłkę, a Edi rusza w tym czasie do przodu. Uczę się cały czas. Nauczyłem się nowych rzeczy w Barcelonie, ale z drugiej strony straciłem swój styl, który pokazywałem w Liverpoolu czy w reprezentacji Urugwaju.

Jaki jest Leo Messi?

Świetny gość. Jest moim przyjacielem. Kiedy przyjechałem do Barcelony, przyjął mnie i potraktował w niewiarygodny sposób. Przyjechałem, aby pomóc i ciężko pracować. Nie chciałem się znaleźć w centrum uwagi. Zdawałem sobie sprawę z trudności, jaką stanowiło wejście do takiej drużyny jak Barcelona. Miałem obok siebie Xaviego, Iniestę, Neymara, Leo czy Busquetsa i mówiłem sam do siebie: „Jeśli stracę piłkę, to oni mnie zabiją”. Tak jednak nie było. Doceniali to, że dużo biegałem i wywierałem presję na przeciwniku. Leo okazał mi duże wsparcie od samego początku. Na placu gry zachowywał się wobec mnie we wspaniały sposób i nikt się tego zupełnie po nim nie spodziewał. Przecież jest najlepszym piłkarzem na świecie i ma ogromną ambicję. Messi tymczasem oddawał mi rzuty karne czy rzuty wolne, kiedy walczyłem o Złoty But. Dzięki takim gestom Leo czy Neya mogłem sięgnąć po tę nagrodę.

Musiałeś wykazać się inteligencją od pierwszego meczu w Barcelonie, kiedy zacząłeś grać obok Messiego?

Musiałem zdać sobie sprawę, na czym polegała moja praca i rola do spełnienia w Barcelonie. Nie przeszedłem do tego klubu, aby rywalizować z kimkolwiek o nagrodę najlepszego strzelca czy udowodnić, że jestem lepszym zawodnikiem od innych. Gra w Barcelonie była moim marzeniem od czasów dzieciństwa. Chciałem wygrać coś ważnego z tym zespołem. Sposób, w jaki zacząłem się porozumiewać się z Leo i Neyem, bardzo pomógł. Zobaczyli, że nie chcę im niczego odebrać. Kiedy walczyłem o Złoty But, bardzo mi pomagali. Ostatnie sześć czy siedem bramek strzeliłem w ten sposób, że oni niemal czekali na mnie, abym dobiegł i wepchnął piłkę do bramki. Oddawali mi rzuty karne. To samo stało się z Leo, kiedy staraliśmy się razem, aby to on wygrał tę nagrodę.

Rozmawiasz z nim na temat meczów reprezentacyjnych? Kiedy strzelasz bramki dla Urugwaju, ludzie cię oklaskują i wiwatują na twoją część. Leo nie może liczyć na to samo. Jest wiele wspierających go osób, ale również sporo takich, które go krytykują.

Jedna rzecz to bycie dziennikarzem sportowym, który skupia się na samej grze. Inna historia to wnikanie w sprawy, w które dziennikarze nie powinni wnikać. Wiem, że to boli Leo. Ludzie mówią, że Messi nie chce jakichś piłkarzy w kadrze. Leo nic nie mówi na ten temat. Spędzam z nim praktycznie każdy dzień i on nic takiego nie mówi. Nie wypowiada się na temat zawodników czy trenerów. W reprezentacji jest tak samo. Byli tam selekcjonerzy, którzy zadawali mu pytania. Leo tymczasem odpowiadał: „Nie, mnie nie pytaj. To ty musisz podejmować decyzje”. Dużo rozmawiamy i oczywiście poruszamy te tematy. To go bardzo boli. Boli go, że mówi się źle o nim samym i o jego rodzinie. Piłkarz musi być przyzwyczajony do krytyki, jeśli chodzi o występy na boisku. Inne rzeczy nie powinny mieć miejsca. To go boli, ale Leo jest bardzo dumny i nadal chce udowadniać, że zależy mu na drużynie narodowej. Dlatego też wciąż tam jest. Sam powiedział, że póki zdrowie mu pozwoli, nadal będzie grał w reprezentacji Argentyny i będzie się starać wygrać jakieś trofeum.

Wyobrażasz sobie należeć do jakiejś grupy i słyszeć, że Messi decyduje o składzie zespołu? Jak byś spojrzał na twojego kolegę w takim przypadku?

Poczułbym się źle jako człowiek. Leo nie lubi, kiedy wymyślają takie historie. Zresztą już nawet nie zatrzymuje się nad tym tematem. Jest za bardzo zmęczony wyjaśnianiem tego wszystkiego. Mówiło się kiedyś o „grupie przyjaciół Messiego”. A kto należał do tej grupy? Był Mascherano, który spisywał się znakomicie w Barcelonie. Byli Banega, Di María, Kun Agüero czy Higuaín, którzy grali kapitalnie. Lavezzi też miał swoje wielkie momenty w Napoli czy później w PSG. Kogo mieli brać i wystawiać? Chłopaków, którzy grają i strzelają w Argentynie? Nie. Powołuje się tych, którzy strzelają po 50 goli w Europie. Oczywiście, że to są jego przyjaciele, ponieważ grają ze sobą od wielu lat. Leo nigdy nie śpiewał hymnu, a wygrał MŚ U-20 czy igrzyska olimpijskie. Wtedy to nikomu nie przeszkadzało.

Co się stało w Lidze Mistrzów?

To nie chodzi tylko o ostatniego gola, którego rywale strzelili nam po rzucie rożnym. To był juniorski błąd. Jedynym piłkarzem Barçy, który biegł w tamtym momencie, byłem ja. Dobiegałem do pierwszego słupka i widziałem całą akcję. Nie mogłem w to uwierzyć. Wszyscy znajdowali się w stanie szoku. Nie mogłem nic zrobić. To jednak nie chodzi tylko o to. Strzelili nam pierwszego gola i wiadomo, czym grozi taka sytuacja, w której szybko tracisz bramkę tam na Anfield. Zabrakło naszej reakcji i zdajemy sobie sprawę, że zawiedliśmy na całej linii. W szatni zabrakło nam słów. To było uczucie rozczarowania, smutku i przygnębienia. Wiedzieliśmy, że jeśli popełnimy tak ogromny błąd w tym meczu, będziemy się tego bardzo wstydzić.

Wyobrażałeś sobie przed meczem, że Liverpool może być w stanie odmienić całkowicie losy dwumeczu i awansować do finału waszym kosztem?

Nie wyobrażałem sobie tego. W końcu jesteśmy Barceloną i wiadomo, że zawsze jakaś okazja do zdobycia bramki się trafi. Myśleliśmy, że strzelimy przynajmniej jednego gola. Potem jednak zaczyna wkradać się nerwowość, strata głupich piłek, złe nastawienie. Sam siebie o to oskarżam. Mówiłem o tym wcześniej w szatni. Jeśli wyjdziemy na boisko uśpieni, to możemy się potem wstydzić tego meczu. Właśnie tak się stało.

Jaki był powrót do Barcelony?

Obok Mundialu 2014 to był jeden z najgorszych momentów w moim życiu i karierze piłkarskiej. Potem zarzucano mi, że nie przesłałem życzeń urodzinowych klubowi Nacional. A ja dopiero co przegrałem z Liverpoolem i chciałem zniknąć, zapaść się pod ziemię. Nie chciałem mieć nic wspólnego z mediami społecznościowymi. Czemu miałem akurat pamiętać o tej rocznicy urodzin? Ja chciałem tylko zniknąć. Nie chciałem odprowadzać moich dzieci do szkoły. Kiedy się z nimi bawiłem, nie potrafiłem się śmiać. Dzieci widziały mój smutek. Czasami wracam po meczu Ligi Mistrzów o czwartej nad ranem do domu i potem odprowadzam moje dzieci do szkoły, ponieważ to uwielbiam. Po meczu z Liverpoolem nie miałem na to ochoty, nie chciałem tego robić. To bardzo trudne chwile.

Twój początek w klubie Nacional nie był dobry.

To prawda. Moje doświadczenie z Nacionalem doprowadziło mnie jednak do tego, kim jestem dzisiaj. Udało mi się coś udowodnić. Nie przestałem się starać. Martín Lasarte, mój trener, zawsze to powtarzał: „Luis podbił moje serce, ponieważ pudłował z kilku metrów, ale potem się nie poddawał i stwarzał kolejne okazje”. Dlatego teraz jestem takim, a nie innym piłkarzem.

W momentach krytycznych zawsze jesteś w stanie w jakiś sposób się odrodzić.

Piłkarz zawsze musi być przygotowany na krytykę. Musi umieć z tym żyć. W tym sezonie grałem z Barceloną przeciwko Realowi Madryt i strzeliłem trzy gole. Potem pojechaliśmy grać na wyjeździe z Interem, nie zdobyłem bramki i od razu się zaczęło. A minęły zaledwie trzy dni. Nie masz czasu, żeby się nacieszyć dokonaniami. Trzeba być silnym mentalnie. Zagrałem okropne mecze w reprezentacji, ale nie zwracam uwagi na krytykę. Sam wiem, kiedy gram źle. Jestem bardzo krytyczny względem samego siebie. Maestro Tabarez czy koledzy mogą o tym zaświadczyć. Zawsze chcę być coraz lepszy.

Myślisz o powrocie do drużyny Nacionalu?

W reprezentacji Urugwaju gram już od 12 lat i bardzo się z tą ekipą identyfikuję. Zawsze też będę wdzięczny Nacionalowi. To był mój drugi dom, kiedy byłem dzieckiem. Jestem bardzo wdzięczny za to wszystko. W tym momencie nie mogę jednak podjąć takiej decyzji. Przede wszystkim chcę zapewnić jak najlepsze warunki moim dzieciom. Dorastają i podejmują też swoje własne decyzje. Mają swoich przyjaciół i do Urugwaju przyjeżdżają tylko na wakacje. Gdybym miał przyjść do Nacionalu w wieku 36 lat i czołgać się po boisku, to wolę nie wracać. Nie chcę, żeby moja rodzina miała źle to znosić. Wolę nie brać na siebie takiej odpowiedzialności. To się przydarzyło wielu innym zawodnikom w przeszłości. To nie jest tak, że nie jestem kibicem Nacionalu. Jestem nawet socio. Moje dzieci też są kibicami tej drużyny. Jestem profesjonalistą i lubię, kiedy ludzie utożsamiają mnie z drużyną narodową.

Uwierzyłeś Messiemu, kiedy powiedział, że Argentyna nie jest faworytem do wygrania turnieju Copa América?

Leo wie, że Argentyna przechodzi przez proces zmian. Jest wielu młodych zawodników i Leo nie chciał im narzucać żadnej presji. Chciał zdjąć z nich tę odpowiedzialność. W prasie wszyscy mogą powiedzieć, że nie czują się faworytami. Każdy zespół jednak myśli o tym, że ma szansę na triumf. Argentyna jest jednym z kandydatów do zwycięstwa, bo ma w składzie najlepszego piłkarza na świecie.

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

No ekstara. A widzialy twoje dziec jak przewracasz sie od powietrz?

Mysle ze Luis moglby byc adwokatem Messiego w przyszłości xD

To weź się za gre, a nie się użalasz nad sobą. Grałeś najsłabiej, już Boateng by więcej zdziałał.

Inteligentny facet, mistrz i najlepsza „9” w historii FC Barcelony.