Leo Messi przebywa obecnie w Argentynie, gdzie udzielił obszernego wywiadu dla FOX Sports. Zapraszamy do zapoznania się z wypowiedziami zawodnika Barcelony.
Rodzina i życie w Barcelonie: Mogę żyć normalnie. Razem z żoną zabieram dzieci do szkoły i odbieram je z niej. Mają wielu przyjaciół, zawsze coś się dzieje. Mam grupę na Whatsappie z rodzicami kolegów moich synów. Moja żona też w niej jest. Utrzymuję relacje z wieloma z rodziców. Żyję tam, chodzę w te same miejsca.
Thiago: Żyje wszystkim, co dotyczy piłki nożnej. Chodzi na boisko, ogląda mecze, bardzo cierpi, kiedy przegrywamy, tak jak z Liverpoolem czy w Pucharze Króla. Chce być przy mnie. Ogląda wideo i dotarł do jednego z tych, w których mówiono, że „Messi nie powinien grać już w reprezentacji”. Thiago przyszedł i zapytał mnie o to. Akurat zaczęliśmy kolację, Antonela coś powiedziała, nie wiem, jak z tego wyszliśmy. Mateo to co innego, jest jeszcze malutki. Nie zdaje sobie sprawy, czy wygrywamy, czy przegrywamy, nie ma to dla niego znaczenia.
Radzenie sobie z porażkami: Kiedy urodził się Thiago, zrozumiałem, że miałem inne priorytety niż wynik meczu. Porażka bardzo boli, ale wracam do domu, widzę synów i żonę i wszystko mi przechodzi. Wcześniej zamykałem się, nie chciałem oglądać telewizji ani jeść. Teraz mam obowiązek usiąść do stołu z moimi dziećmi. Wciąż cierpię, ale inaczej sobie z tym radzę.
Osobowość: Nie lubię oglądać siebie w telewizji, nie patrzę na siebie za dużo, bo się wstydzę. Nie lubię oglądać powtórek meczów, trzymam się obrazu w mojej głowie, tego, co przeżyłem w każdym momencie, wszystkich zagrań. Z synem jednak przyzwyczaiłem się do oglądania piłki.
Relacje z żoną: Jesteśmy razem już 11 lat, a poznaliśmy się jako dzieci. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Później poleciałem do Barcelony, rozdzieliliśmy się i nie widzieliśmy się przez jakiś czas. Kiedyś trudniej było komunikować się z ludźmi w Argentynie, można było jedynie dzwonić, co było bardzo drogie. Było trudno utrzymać relację. Dorastaliśmy, spotkaliśmy się ponownie i oto jesteśmy. Pamiętam, że wtedy nie miałem nawet telefonu.
Trofeum z reprezentacją: Chcę zakończyć karierę, mając na koncie trofeum z reprezentacją Argentyny. Będę dalej tego próbował, upadał i podnosił się, by walczyć o moje marzenie. Nie chcę mieć wrażenia, że nie udało mi się przez ludzi, którzy nie chcą mnie w reprezentacji, albo przez jakieś złe komentarze. W drużynie narodowej jestem jednym z wielu. Powiedział to trener, kiedy do niej dołączyłem.
Guardiola: Pep był dla mnie wyjątkowym trenerem. On antycypuje wszystko, co dzieje się w trakcie spotkania.
Byli koledzy: Tęsknię za Xavim i Iniestą. Wiedzieliśmy, że wygramy, nieważne, z kim się mierzyliśmy.
Relacje z Neymarem: Jest niesamowity, wciąż rozmawiamy, mam nawet grupę na Whatsappie z nim i Luisem Suárezem. Nazwa grupy ma związek z Ameryką Południową, trzej „faceci z Ameryki” czy jakoś tak.
Luis Suárez: Krytykowano go za poddanie się operacji, mówiono, że wybrał Copa América zamiast Pucharu Króla. Prawda jest taka, że Luis od dawna mierzy się z kontuzją kolana, grał z dolegliwościami. Po meczu z Liverpoolem przyszedł moment, w którym nie mógł już dłużej, bo stan kolana pogorszył się. Musiał przejść operację, to nie był jego wybór. Wiem, że się przyjaźnimy i nikt nie pomyśli, że mogę mówić o nim źle, ale taka jest prawda.
Odejście Cristiano: Powiedziałem to już po rozpoczęciu sezonu. Niektórzy w Madrycie się oburzyli, ale taka prawda, jak można nie tęsknić za piłkarzem, który strzela 50 goli w sezonie. Real spotkało to, co stałoby się z każdym zespołem, który opuściłby Cristiano. Oczywiście, że LaLiga za nim tęskni, rozgrywki są lepsze dzięki najlepszym zawodnikom. Co roku staraliśmy się pokonać się wzajemnie, myślę, że było to dla nas dobre.
Porażka z Liverpoolem: To było nieszczęście, popełniliśmy głupie błędy. Rywale pokonali nas chęciami i nastawieniem.
Pasja do piłki nożnej: Kiedy gra przestanie dawać mi radość, nie będę już tego robił. Cieszę się wszystkimi treningami i meczami tak jak wtedy, gdy byłem dzieckiem.
Sergio Ramos: Jest świetnym piłkarzem, bardzo twardym.
Mundial: Nie wiem, czy dotrwam do kolejnych mistrzostw świata. Wcześniej byliśmy blisko wygrania tego turnieju, ale nie udało nam się. Bóg zdecyduje, czy tym razem nam się uda. Do mundialu zostało jeszcze dużo czasu, teraz czuję się bardzo dobrze, ale mam 32 lata. Nie wiem, co się wydarzy, mam nadzieję, że nie doznam żadnej poważnej kontuzji.
Koniec kariery: Mam nadzieję grać jak najdłużej. Boję się nieco, co wydarzy się później. Nie mam konkretnych planów. Kocham piłkę od dziecka, uwielbiam ją, moje życie zawsze było z nią związane. Oprócz rodziny moje życie skupia się na zgrupowaniach, meczach i odpoczynku. Musi być ciężko przebywać w domu i nie wiedzieć, co robić.
Przyszłość trenerska: Nie widzę siebie jako dyrektora sportowego. Być może potem się to zmieni, ale wolałbym pracować z dziećmi i młodzieżą. Lubię szkółkę, ale nie chciałbym pracować na poziomie profesjonalnym lub w Primera División.
Finał Copa Libertadores w Madrycie: Poleciałem tam, bo to była wyjątkowa okazja, mecz Boca z River. Chciałem, by Thiago to zobaczył. To było jednak zupełnie inne od tego, co zobaczylibyśmy w Argentynie, zarówno na boisku, jak i poza nim. Tam byłoby lepiej, to tam powinno się rozegrać to spotkanie, gdyby nic się nie stało.
Gra na La Bombonerze: Lubię tam grać, to coś wyjątkowego, dla moich dzieci był to pierwszy raz na boisku Boca. Bardzo cieszyły się grą, potem wróciły do domu i dalej śpiewały, to był piękny wieczór.
Maradona jako trener: Z Diego sytuacja była wyjątkowa. To, jak awansowaliśmy na mundial i jak z niego odpadliśmy. Wtedy zaczęto obwiniać mnie i zespół. Nie cieszyłem się tym. Etap z Diego był piękny ze względu na chęci i radość z przygotowania do spotkań, ale był też bardzo trudny.
Początki: W wieku 13 przeprowadziłem się z całą rodziną do Barcelony. To było trudne, choć niczego mi tam nie brakowało. Zostawiliśmy wiele rzeczy, ale wiedziałem, że chciałem tam zostać. W wieku 15 lat grałem już w Barçy B, byłem blisko pierwszego zespołu, a moje rodzeństwo było daleko ode mnie, co było trudne. Powiedziałem im jednak, że to było moje marzenie, że niedużo mi już brakowało. Moja mama wróciła potem z siostrą do Argentyny, bo nie zaadaptowały się w Hiszpanii. Tak jak mówię, nie było łatwo.
Mundial 2014: W finale z Niemcami byliśmy najbliżej zwycięstwa. Tamten mecz zmieniłby wszystko w reprezentacji. Moglibyśmy wygrać Copa América w Chile i USA. Po Chile pojawiła się ogromna krytyka, tratowano nas jak porażki, mówiono, że bez wygranej w finale nic się nie liczyło. Stało się to trochę nie do zniesienia. Ludzie kupują to, co słyszą w telewizji, wciąż „zabija się” reprezentację, obraża zawodników. Proszono też o zmianę pokoleniową i prawda, że tamtędy trzeba było pójść.
Mundial 2018: Byliśmy w trudnej sytuacji z powodu eliminacji. Nie byliśmy faworytami do tytułu. Myśleliśmy, że jeśli nie wygramy z Nigerią, nie będziemy mogli wrócić do kraju. Nie lubię opowiadać, co się wydarzyło w szatni. Te rzeczy pozostają wewnątrz. Na pewno był to nietypowy mundial, ale zostawmy to.
Komentarze (63)