Finał sezonu na Camp Nou: Barcelona - Liverpool 21:00 CET

Błażej Gwozdowski

1 maja 2019, 14:13

60 komentarzy

FC Barcelona

FCB

Herb FC Barcelona

3:0

Herb FC Barcelona

Liverpool FC

LIV

  • Luis Suárez 26'
  • Lionel Messi 75', 82'
  • środa, 1 maja 21:00
  • Camp Nou
  • TVP 1

Udana obrona tytułu mistrza Hiszpanii oraz awans do finału Pucharu Króla pozwalają skupić się na tym, co w trwającym sezonie budzi najwięcej emocji - Lidze Mistrzów. Na drodze do finału rozgrywek staje Liverpool Jürgena Kloppa, co zapowiada otwarty i widowiskowy pojedynek pełen okazji bramkowych. Zwycięzca dwumeczu stanie przed szansą zdobycia po raz szósty w historii tego najważniejszego z europejskich pucharów. Początek pierwszego starcia już dziś o 21:00.

Pragmatyzm Ernesto Valverde zaprowadził Barcelonę tam, gdzie chcieli ją zobaczyć wszyscy culés. Zespół obronił mistrzostwo Hiszpanii, awansował do finału Pucharu Króla i znalazł się w najlepszej czwórce Ligi Mistrzów. Jak to jednak bywa w tych rozgrywkach, poziom trudności rośnie z każdą kolejną rundą i w półfinale czeka na Katalończyków drużyna niemal kompletna, dowodzona przez charyzmatycznego trenera - FC Liverpool Jürgena Kloppa. Trudno wyobrazić sobie lepszy test dla ekipy Valverde niż rywalizacja z preferującymi bardzo bezpośredni i szybki futbol Anglikami, rozgrywającymi swój najlepszy sezon za kadencji niemieckiego szkoleniowca. 

Heavy metal football 

Liga hiszpańska to najbardziej techniczne i zaawansowane pod względem stosowanych rozwiązań taktycznych rozgrywki w Europie. Kiedy jednak - tylko na chwilę - przełączymy kanał i zerkniemy na rywalizację na Wyspach Brytyjskich, to odniesiemy wrażenie, że choć piłka i bramki są w takie same, to pomysł na grę zupełnie inny. Nie ma tak wyraźnych faz i często zabijających mecz roszad taktycznych, a przy rozstrzygniętym pojedynku w 80. minucie nikt nie czeka już tylko na ostatni gwizdek sędziego, ale walczy się do samego końca. Nie dziwi zatem fakt, że to Premier League jest najchętniej oglądaną ligą piłkarską i w najbliższym czasie to się raczej nie zmieni. Tym bardziej, że tacy trenerzy jak Klopp czy Guardiola do tej niesamowitej intensywności dodają prawdziwą pasję. Chyba nikt nie jest w stanie tak obrazowo opisać futbolu prezentowanego przez Liverpool, jak sam szkoleniowiec zespołu, który grę pozycyjną Arsenalu Wengera przyrównał kiedyś do muzyki tworzonej przez orkiestrę symfoniczną, podczas gdy on sam - jak stwierdził - preferuje raczej heavy metal. Można się przy tym uśmiechnąć, ale trudno się z takim porównaniem nie zgodzić. Nie wymaga on od swoich pomocników i napastników doskonałej precyzji podań czy też posiadania piłki na poziomie 65%. Oczekuje jednak intensywności, waleczności i entuzjazmu oraz dba o to, by jego drużyna było nieprzewidywalna. 

Główną siłą zespołu jest niesamowity tercet napastników, który zdobył już w tym sezonie 12 bramek w Lidze Mistrzów, dokładając do tego 4 asysty. Salah, Mané i Firmino na krajowym podwórku zanotowali jeszcze 53 trafienia i z pewnością stanowią aktualnie najlepsze trio ofensywne w Europie. Nie można jednak też zapominać o najbardziej wartościowym zawodniku Premier League trwającego sezonu, Virgilu van Dijku, który sprawił, że defensywa The Reds stała się najlepszą w Anglii. Jeżeli dodamy do tego bardzo pracowitą i regularną pomoc, solidne, szybkie boki obrony oraz wyśmienitego bramkarza, to otrzymamy zespół niemal kompletny. Cechą charakterystyczną Liverpoolu są akcje oskrzydlające z udziałem bocznych obrońców. Dość powiedzieć, że Robertson i Trent Alexander-Arnold uzbierali już w tym sezonie 24 asysty. Przed Valverde zatem trudne zadanie i dylemat taktyczny.

Nudny faworyt 

Barcelona po wpadce z Romą w poprzednim sezonie zaczęła być postrzegana jako zespół, który powoli się kończy wraz z naturalnym zmierzchem kariery Leo Messiego. Problemy Dembélé, później Coutinho, przestoje Luisa Suáreza czy wręcz niekończąca się dyskusja na temat jakości środka pola towarzyszyły coraz to lepszym wynikom i stopniowemu budowaniu przewagi w lidze. W efekcie już w kwietniu Valverde zdobył swoje drugie mistrzostwo i jako niepokonany zameldował się w półfinale Ligi Mistrzów. Wyniki wręcz fenomenalne, a jednak wciąż jest jakieś „ale”. Jeżeli nie nudna gra, to nieumiejętne zarządzanie kadrą, umniejszanie klasy rywali czy doszukiwanie się podwaliny sukcesu w słabszej formie danego przeciwnika. Trudno się dziwić, że dużo mówi się o fenomenalnym Liverpoolu, który tym razem musi zdobyć jakiś tytuł, niesamowitym Ajaksie Amsterdam, pogromcy faworytów, oraz zaskakującym Tottenhamie Pochettino, eliminującym City Pepa Guardioli. W tym całym medialnym kociołku rzadko pojawia się Barcelona, choć w opiniach ekspertów pozostaje ona faworytem, wyjątkowo nudnym faworytem.

Tymczasem Valverde powoli buduje zespół, który potrafi poradzić sobie w każdych warunkach. Barça atakuje w równym stopniu środkiem i skrzydłami, zdobywa gole po stałych fragmentach, świetnie broni się przed dośrodkowaniami z rzutów rożnych i wreszcie potrafi cierpieć. Bardzo przeciętny w tym sezonie Coutinho powoli odzyskuje formę, a Dembélé wraca do gry na najważniejszą część sezonu i jeśli nie wskoczy do pierwszej jedenastki, to będzie idealnym jokerem na podmęczonego przeciwnika. Rotacje w ostatnich tygodniach pozwoliły natomiast trochę odsapnąć pomocnikom z Rakiticiem i Busquetsem na czele, a Leo Messi podchodzi do dwumeczu z Liverpoolem wypoczęty jak nigdy. Ponadto trzeba przecież pamiętać o Arturo Vidalu, który pozwala Barcelonie na równorzędną rywalizację nawet na warunkach przeciwnika i przy preferujących bardziej liberalne sędziowanie arbitrach.

Czekamy na prawdziwy spektakl

Niezależnie od tego, jak przedstawimy obie ekipy i na jakich cechach się skupimy, dzisiejszego wieczoru na murawę Camp Nou wybiegną zawodnicy klubów, które mają na swoim koncie po pięć triumfów w Pucharze i Lidze Mistrzów. Czeka nas więc prawdziwy klasyk. Jürgen Klopp powiedział kiedyś w wywiadzie, że często pokazuje swoim piłkarzom mecze Barcelony, ale nie dlatego, by zobaczyli jakość gry zespołu z Katalonii, ale sposób celebracji każdej z tysięcy strzelanych przez nich goli. Dostrzegł on, że choć zdobywanie bramek jest dla nich zupełnie naturalne, to każda kolejna daje wielką radość. To zadziwiające, że w zespole, który wygrał już wszystko, Leo Messi z kolegami świętuje trafienie Carlesa Aleñi przeciwko Deportivo Alavés, jakby właśnie zagwarantowało ono pierwsze od lat trofeum. Ta pasja i radość z gry w piłkę doprowadziła Barcelonę do wielu pucharów, a teraz pozostały zaledwie trzy kolejne kroki do odzyskania tytułu najlepszej drużyny w Europie. Dziś zróbmy ten pierwszy.

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Super się czyta, bardzo dobrze ktos to napisał

@messianismo: Autorem artykułu jest Błażej Gwozdowski

@VincentBabinicz: dzieki za info, juz prawie myslałem że bran stark ale nieee to jednak blazej
« Powrót do wszystkich komentarzy