Carles Aleñá udzielił wywiadu dla dziennika Mundo Deportivo, w którym opowiedział m.in. o awansie do pierwszego zespołu Barcelony, swojej roli w drużynie i celach na ten sezon.
Mundo Deportivo: Jak wyjaśnisz tak szalony mecz jak ten z Villarrealem?
Carles Aleñá: Jak powiedziałeś, to był bardzo szalony mecz, co nam nie pomagało. Kontrolowaliśmy spotkanie, a Coutinho miał szansę, żeby strzelić gola na 3:0. Villarreal był jednak w grze, musiał zwyciężyć, a poprzez kontrataki, mając tak szybkich piłkarzy, wyrządził nam wiele szkód. Mimo to Barcelona pokazała, że potrafi rywalizować i udało nam się zdobyć punkt. Teraz musimy zagrać dobrze w sobotę na Camp Nou.
Czy ten punkt, w połączeniu z pokonaniem Atlético, może rozstrzygnąć o losach mistrzostwa Hiszpanii?
To oczywiste, że sobotni mecz jest bardzo ważny, ale nie rozstrzygnie niczego, ponieważ Atlético wciąż będzie miało matematyczne szanse. Wygrana stanowiłaby jednak poważny cios. Przyjedzie do nas bardzo mocny rywal, który zawsze utrudnia nam grę na Camp Nou. Musimy grać na 100%, żeby zwyciężyć.
W meczu z Villarrealem znów dostałeś szansę i masz już na koncie osiemnaście występów w tym sezonie. To więcej niż się spodziewałeś?
Tak, grałem dużo więcej niż się spodziewałem, zwłaszcza ze względu na to, co wydarzyło się na początku sezonu, czyli kontuzję i późniejszą grę w rezerwach. Nie sądziłem, że będę miał tyle szans i jestem bardzo zadowolony. Zagrałem w osiemnastu spotkaniach i jeszcze trochę zostało, więc wszystko układa się pozytywnie w moim pierwszym sezonie.
Widząc swoje postępy, wykluczasz możliwość odejścia na wypożyczenie w przyszłym sezonie?
Marzę o tym, żeby odnosić sukcesy w Barcelonie i nigdy nie odejść. Nie wiem, co wydarzy się w przyszłości, ale gdyby to zależało ode mnie, podpisałbym kontrakt na całe życie. W futbolu nigdy nie wiadomo, co może się wydarzyć, ale jestem tu bardzo szczęśliwy.
Twój przykład powinien być wzorem dla młodych zawodników ze szkółki, którzy czasem nie mają cierpliwości i wolą odejść do innego zespołu?
Tak, mówiłem to już kiedyś, że młodzi piłkarze trochę się teraz spieszą. Kluby też oferują większe pieniądze niż to, co się tu zarabia, a to może trochę namieszać w głowie. Wszystko zależy jednak od chęci odnoszenia sukcesów w Barcelonie. Czekanie jest tego warte. Przykładem jest Sergi Roberto, który musiał czekać, a teraz jest niezbędnym zawodnikiem. Miałem szczęście, że przeszedłem przez wszystkie kategorie i dotarłem do pierwszego zespołu. Mogę tylko powiedzieć młodym piłkarzom, żeby mieli cierpliwość, bo granie w Barcelonie jest najpiękniejszą rzeczą na świecie.
Bardzo zmieniło się twoje życie w ostatnich sześciu miesiącach?
Zmieniło się w tym sensie, że teraz jestem częściej rozpoznawany, gdy idę ulicą, ale reszta się nie zmieniła. Kiedy wychodzę na trening, jestem taki sam. Lubię być w domu z moją dziewczyną, rodziną, psem. Pod tym względem nic się nie zmieniło.
A jest jakaś różnica w trenowaniu z pierwszą drużyną, będąc jej stałym członkiem, w porównaniu do okresu, gdy przychodziłeś na zajęcia jako zawodnik rezerw?
To prawda, że jest trochę inaczej. Zawsze byłem jednak traktowany bardzo dobrze. Teraz mam bardziej przyjacielskie i rodzinne relacje. Bardzo mi się to podoba i dużo się uczę. To niesamowite oglądać tych piłkarzy na treningu, współpracować z nimi i widzieć, jak lubią rywalizować i jakimi są zwycięzcami. Lata mijają i bez względu na to, ile wygrali, wciąż mają ten sam głód, więc uczę się, żeby również mieć tę mentalność zwycięzcy.
Myślisz, że uczysz się tutaj więcej nawet samymi treningami wśród najlepszych niż gdybyś był w innym miejscu, ze słabszymi piłkarzami, ale grając częściej?
Być może, nie mogę być tego pewny, ponieważ nie byłem poza Barceloną. Bardzo dużo się tutaj uczę, czasem zbyt szybko, ponieważ przejście z Barçy B do pierwszego zespołu jest bardzo dużym krokiem. Gra jest znacznie szybsza. Podczas treningów trzeba błyskawicznie zagrywać, piłka lata bardzo szybko. Być może częstsze granie lepiej nauczyłoby mnie rywalizacji, ale pod względem indywidualnym bardzo się rozwijam jako piłkarz i staram się zabierać na boisko wszystko, czego się uczę.
Kto, oprócz Sergiego Roberto, najbardziej pomógł ci w procesie przejścia z drużyny rezerw?
Wyłączając Sergiego Roberto, również inni wychowankowie, jak Piqué czy Jordi Alba. Dogaduję się bardzo dobrze z Arturo Vidalem, który miał świetne wejście do szatni i pomaga, jak tylko może. Jestem mu bardzo wdzięczny.
Po meczu z Atlético czeka was kolejne wielkie spotkanie z Manchesterem United. Jak ocenisz rywala Barcelony w ćwierćfinale Ligi Mistrzów?
Wyeliminowanie PSG pokazało, że United jest drużyną, z którą trzeba się liczyć. Ma bardzo dobrych piłkarzy, szybkich w kontratakach. To będzie bardzo trudny mecz, a nie jeden z wielu. Musimy grać swoje, szukać ich słabości, czyli utrzymywać się przy piłce i utrudnić rywalom bronienie. Musimy rozegrać wspaniały mecz, ponieważ w pewnym sensie naszym głównym celem jest Liga Mistrzów.
Lekcja, jakiej udzielił wam Villarreal, może posłużyć na Old Trafford ze względu na szybkość napastników rywali?
Zawsze trzeba być uważnym. Jeśli potrafi to wykorzystać taka drużyna jak Villarreal, która jest bardzo dobra, to wyobraźmy sobie Manchester United… Mamy jednak doświadczenia z Rzymu sprzed roku i teraz ze stadionu Villarrealu.
Teraz, gdy jesteś już w pełni zintegrowany z szatnią, powiedz prawdę: czy panuje pragnienie wygrania Ligi Mistrzów?
Tak, oczywiście, jest wielkie pragnienie. Leo w dniu prezentacji powiedział, że to jest główny cel. Chcemy, żeby trofeum wróciło do Barcelony. Sezon wygląda dobrze, ale jeszcze niczego nie wygraliśmy.
Jeśli Messi mówi coś takiego, to reszta piłkarzy bardziej podpisuje się pod takim celem?
Tak, oczywiście. Jeśli mówi tak Leo, który jest naszym kapitanem, staramy się pomóc mu jak najmocniej, aby to osiągnąć.
W tym sezonie zadebiutowałeś w Lidze Mistrzów. Jak to jest występować w tych rozgrywkach?
Widziałem, jak Barcelona grała w poprzednich edycjach Ligi Mistrzów, a teraz sam mogę w niej występować. To niesamowite uczucie.
Wyobrażasz sobie podniesienie trofeum za wygranie Ligi Mistrzów?
Zostało jeszcze wiele meczów do końca rozgrywek, ale taki obraz pojawia się w głowie.
Jaki rezultat byłby dobry na Old Trafford?
Postaramy się wygrać, jak zawsze, i nie stracić gola.
Co sądzisz o de Jongu?
To wspaniały piłkarz, widziałem go w reprezentacji Holandii i Ajaksie. Podczas rywalizacji z Realem Madryt można było zobaczyć, jak świetnym jest zawodnikiem. Tacy gracze, młodzi z DNA Barçy, z pewnością nam pomogą.
Nie boisz się konkurencji?
Nie, konkurencja jest czymś dobrym dla klubu. Wiemy, jak bardzo jest wymagająca, ale ja ją uwielbiam i może mi bardzo pomóc.
Rozumiałbyś odejście Ivana Rakiticia?
Ta decyzja nie należy do mnie, ale moim zdaniem Rakitić zostanie. Jest piłkarzem, który gra tu od wielu lat, być może ma pewne oferty, nie wiem, trzeba by go o to zapytać. Jest bardzo ważnym zawodnikiem dla naszego środka pola, zapewnia nam równowagę, której potrzebujemy.
Kolejnym piłkarzem, który ma awansować w przyszłym sezonie, jest Riqui Puig. Jak go oceniasz?
Barcelona zawsze musi korzystać z piłkarzy z cantery, zwłaszcza gdy prezentują taki poziom. Riqui jest wyjątkowym zawodnikiem, jeżeli chodzi o technikę, ale teraz musi dobrze zakończyć sezon w drużynie rezerw, w której spisywał się świetnie, a w następnych rozgrywkach będzie miał czas na myślenie o pierwszym zespole.
Juvenil po raz trzeci z rzędu awansował do Final Four UEFA Youth League.
Poziom jest wysoki, więc chodzi tylko o to, żeby stawiać na wychowanków.
Co byś zrobił w przypadku wygrania trypletu?
Z pewnością nie zgolę włosów, ale trzy razy wjadę rowerem na Montserrat [góra w Katalonii – przyp. red.].
Komentarze (16)