Luis Enrique: Najbardziej utożsamiam się z okresem, w którym prowadziłem Barçę B

Radek Koc

10 marca 2019, 17:30

Catalunya Radio

11 komentarzy

Selekcjoner reprezentacji Hiszpanii Luis Enrique był gościem Catalunya Radio. Rozmowa obfitowała w liczne historie związane z pobytem trenera w Barcelonie.

Teraźniejszość: Żyję bardzo dobrze, nie znałem do tej pory tego uczucia. Nadal jestem trenerem piłkarskim, ale teraz w sposób przerywany. Wykonuję odmienną pracę. Spędzam czas w gabinecie i na obserwowaniu zawodników. Mam czas na robienie wielu rzeczy i cieszenie się wszystkim tym, czym nie mogłem się cieszyć, kiedy pracowałem w klubach. 

Klubowa codzienność: Nie tęsknię za tym. I tak jest intensywnie. Chcę mieć czas na inne sprawy. Są tysiące różnych rzeczy, którymi lubię się zajmować. 

Najlepszy etap: Praca z Barçą B to ten etap, z którym najbardziej się utożsamiam. W pierwszym sezonie mojej pracy kazałem biegać piłkarzom i biegaliśmy razem po trasach masywu Collserola. Nolito miał lekką nadwagę i wykonał ogromny wysiłek. Dobrze wiedziałem, jak chciałem grać. To był rok zbierania doświadczeń. W drugim i trzecim dokształciłem się jeszcze bardziej, spotkałem się z wieloma osobami. Szukałem fundamentów futbolu w książkach. Przebyłem drogę potrzebną do tego, aby stać się takim trenerem, jakim chciałem być. Drugi i trzeci sezon z tamtą drużyną były niesamowite. To były pamiętne lata dla mnie jako trenera. 

Styl: Bardziej interesuje mnie to, w jaki sposób wygrywam trofea, a nie ile ich mam na koncie. Zawsze skupiałem się na jak najlepszej grze w piłkę. Lubię bezpośredni futbol. Gra ofensywna jest kluczem do odnalezienia własnego znaku rozpoznawczego. Guardiola był tym trenerem, który nadał najlepszy styl Barcelonie. Brak uznania dla Barçy dowodzonej przez niego byłby cechą ludzi cynicznych i zaślepionych. To dzieło sztuki. Ja jestem dumny z dobrego zaadaptowania się w Katalonii i z faktu, że tak ogromna rzesza kibiców Barçy opowiada mi o tym, że byli dumni z mojej drużyny i że czerpali przyjemność z jej gry. Aby wygrywać, trzeba grać dobrze. Chcę odnosić zwycięstwa, ale jestem przekonany, że mogę to osiągnąć poprzez dobrą grę. Mogę tego dokonać, jeśli atakuję i bronię zespołowo.

Trzech cracków w jednej drużynie: Postanowiliśmy sprowadzić Luisa Suáreza i mieliśmy trzech wielkich mistrzów. Pamiętam, jak kiedyś Johann Cruyff mówił, że nie należy trzymać więcej niż jednego koguta w kurniku. A my mieliśmy trzech. Były pewne wątpliwości dotyczące tego, jak Suárez dogada się z Neymarem i Leo. Nawiązali bardzo dobre relacje. Urugwajczyk, Brazylijczyk, Argentyńczyk... Powstała naprawdę dobra mieszanka. W Champions League wyeliminowaliśmy wszystkich mistrzów krajowych i w finale zmierzyliśmy się z Juventusem. Zdobyliśmy tytuły, to prawda. Jednak najbardziej niesamowite jest to, w jaki sposób je wywalczyliśmy. Wszyscy musieli bronić i atakować. Wszyscy. Istniała równowaga. Chciałem, żeby cała jedenastka udzielała się w obronie. Jeśli chodzi o atak, Leo zawsze miał swobodę działania. Miał znajdować wolne przestrzenie w zależności od tego, jak bronił przeciwnik. Neymar to niesamowity chłopak. Jest młody. Chce się uczyć i być szczęśliwy. Jest otwarty na to, aby poprawiać swoje umiejętności. Nigdy nie mogłem na niego narzekać. Lubię tę jego radość, tak jak u Daniego Alvesa...

Neymar: Ma potencjał, aby stać się hegemonem. Czas pokaże. Nie mam stuprocentowej pewności, czy aby na pewno tak się stanie, ale na boisku jest prawdziwym zwycięzcą. 

System 4-4-2: Broniliśmy w inny sposób. Interpretuję schematy w zależności od systemu gry. Albo jeden przeciwko drugiemu. W zależności od tego, jak się atakuje, tak też się będzie bronić. Najważniejsze jest posiadanie piłki. Jeśli piłkę ma rywal, to niech będzie jak najdalej od mojej bramki. 

Profil Luisa Enrique: Mam wiele wersji i wizji. Jestem uwarunkowany przez lata gry w piłkę i trenowania. Jako piłkarz czujesz się wygodnie i to najbardziej cię wypełnia. Bycie trenerem nie jest złe, ale nie jest się już w centrum uwagi. Możesz stworzyć drużynę na swój obraz i podobieństwo, ale...

Rakitić-Kroos: Bardziej znałem Rakiticia niż Kroosa. Pamiętam taki mecz z Celtą. Jeden crack z Sevilli krył jednego z naszych zawodników i robił to z niesamowitą dyscypliną... Również dobrze włączał się do akcji ofensywnych, miał dobre podanie, zdolność do asystowania, zmysł strategiczny... Rakitić ma to wszystko. Zawsze przed transferem pytamy również o zachowanie na poziomie osobistym. Ja bym sprowadził do Barcelony obu, ale można było ściągnąć tylko jednego. Wybrałem Ivana. Kroos bardziej odgrywa rolę piwota. Rakitić to piwot, ale również piłkarz dobrze radzący sobie w bocznej strefie boiska. Są do siebie podobni, jednak w kilku szczegółach różnią się. Ivan jest bardzo inteligentny. Pamiętam mój ostatni sezon w Barcelonie. Zdjąłem go w kilku meczach i jego postawa była wzorowa. Myślał przede wszystkim o drużynie. 

Mistrzowie: Jedna sprawa to widzieć Messiego w grze, druga to zobaczyć, jak trenuje... Albo zobaczyć, co robił Iniesta. To jest jak NBA i występy Globetrotters. To są rzeczy, których nikt nie jest w stanie wykonać. W pierwszym sezonie naszym punktem przełomowym był mecz z Atlético Madryt. 

Messi: Nie ma żadnego piłkarza, który byłby do niego podobny. To niemożliwe. Tak panuje nad piłką i ma takie warunki fizyczne... Widziałem El Clásico i to, jak dostaje od Carvajala. Leo to siła natury. Mówimy o geniuszu, o Matrixie. Obraz zwalnia i może zrobić to, co tylko chce. Iniesta również ma niesamowitą wizję gry. Miałem jednak z Leo niezłe przejścia. Zanim wszystko się rozwiązało, był czas napięcia i musiałem tym jakoś zarządzać. Trwał jakieś 15 dni. Dzisiaj mogę mówić na temat Leo same wspaniałe rzeczy. Opowiadać o jego odpowiedzialności i o tym, ile dla mnie znaczył. Uwielbiam być przyjacielem piłkarzy. Z Leo łączyła mnie bardzo dobra relacja. Ciąży na nim ogromna presja. Ja muszę myśleć o tym co najlepsze dla drużyny. To czasami nie jest najlepsze dla konkretnego zawodnika. Praca trenera jest nieprzyjemna, ale akceptuję to. Z większością piłkarzy łączą mnie dobre relacje. Wychodzę z założenia, że z charakteru jestem piłkarzem. 

Piqué: To crack, bez cienia wątpliwości. Jako osoba to taki duży dzieciak. To bardzo miły i profesjonalny gość. Treningi nie przychodzą mu łatwo, więc gra co trzy dni jest dla niego idealna. W ten sposób może rywalizować z innymi. Lubi rywalizację. Jeśli chodzi o reprezentację, to już wcześniej ogłosił, że zrezygnuje. Gdyby go nie wygwizdywali na Bernabéu, to być może nie byłby tak skoncentrowany. Mogę o nim mówić w samych superlatywach. Piqué jest szczery i wspaniały. 

Ter Stegen: To był wspaniały transfer. Powiedzieli mi o ściągnięciu Bravo, a ja powiedziałem, żeby sprowadzili również jego. Miał zastąpić Valdésa. I wyszło tak, a nie inaczej. Uwielbiam ter Stegena. Wykazał się dużą dojrzałością, akceptując mniej ważną rolę. Wykonał nieprawdopodobne ćwiczenie na dojrzałość. Jest bardzo trudno znaleźć na świecie drugiego tak plastycznego bramkarza. Przypomina prawdziwe dzieło sztuki. Bravo rozpoczął jednak lepiej. 

Upadki w Paryżu i Turynie: Kiedy jeszcze przypominam sobie tę ze stadionu Calderón... Przy użyciu systemu VAR to my przeszlibyśmy wtedy dalej. Nie szukam jednak wymówek w sędziowaniu. Te dwie porażki były jak wybranie się na pojedynek bokserski ze świadomością, że ty jesteś lepszy i lepiej przygotowany. Jednak to rywale przejechali się po nas jak nigdy wcześniej. To było bardzo frustrujące. Trzy dni później trzeba było znowu rywalizować. Całe szczęście, że to nie były ostatnie spotkania w sezonie. Gdyby tak było, musiałbym się schować do jaskini. Niektórzy piłkarze popełnili błąd i rozmawiali z mediami. Zabolało mnie to i powiedziałem o tym w szatni. To ja odpowiadam za wyniki, ale wolałbym, żeby mi o tym wszystkim powiedzieli w twarz. To, co powiedzieli po meczu w Paryżu, nie było zgodne z rzeczywistością. Jeśli chodzi o spotkanie w Turynie, to byłem pewny, że coś takiego nie przytrafi nam się ponownie. Jechaliśmy tam przygotowani. Postawa piłkarzy była dobra. Zawodnicy Juventusu byli jednak lepsi w wywieraniu presji i tworzyli większe niebezpieczeństwo. 

Zablokowanie: W piłce nożnej może się wydarzyć wszystko i kiedy zbliża się Liga Mistrzów... to jest jak poziom reprezentacyjny. Najlepsi piłkarze i najlepsze drużyny. To skomplikowane. W Lidze Mistrzów może się wydarzyć wszystko. Barcelona radzi sobie jednak dobrze w Europie, awansuje do kolejnych faz turnieju...

Zmiana systemu - Alba: Przestałem grać z Jordim Albą i Sergim Roberto, który jest dla mnie jak bratanek. Przeszliśmy na system 3-4-3. Potem Alba wrócił do gry, ponieważ odzyskałem obrońców. Inna kwestia jest taka, czy on mnie lubi bardziej, czy mniej. Dla selekcjonera najważniejsze jest to, co dają mu piłkarze na boisku i poza nim. Miałem inne opcje na boku obrony. To nie było jednak nic osobistego. Niezależnie od tego, czy on mnie lubi bardziej, czy mniej, czy była jakaś niestosowna wypowiedź, bądź czy ja go lubię mniej lub bardziej. Wszyscy w futbolu lubią doszukiwać się jakiejś polemiki. 

Guardiola: Najlepszy na świecie. Jego bagaż doświadczeń sprawia, że jest inny od wszystkich. Chciałbym zobaczyć go w Celcie albo w Sportingu Gijón, kiedy już wróci do Primera División. Chciałbym, aby przejął jakąś drużynę ze środka stawki. Ciekawe, co by z nią zrobił. Guardiola ma zdolność przekonania piłkarzy, aby biegali i dawali z siebie wszystko dla dobra drużyny. Na tym polega jego wiedza i umiejętność. Jest najlepszy, jeśli chodzi o koncepcję i swoją propozycję gry. Wiadomo, że jego drużyna zaoferuje prawdziwy spektakl. Wiadomość, jaką wysyła w świat, to atak. A takimi piłkarzami nie jest tak łatwo zarządzać. Czasami zdarzają się tacy trenerzy, którzy nie radzą sobie nawet z jednym crackiem

Luis Enrique jako piłkarz: Byłem szczery, chociaż raz pomyliłem się z odpowiedzią skierowaną do jednego trenera. Byliśmy w Santander i mówiłem, co zrobimy na boisku. Trener powiedział, że chciałby ze mną porozmawiać. Na oczach wszystkich odpowiedziałem mu, że nie mam zamiaru z nim rozmawiać. Popełniłem błąd. Zostałem na ławce. To była odpowiedź prawdziwego głupka. Nie grałem przez trzy lub cztery mecze. Przeprosiłem go i żałuję tego, co wtedy zrobiłem. Poprawiłem się i wróciłem do gry. W czasie tego okresu pomagałem Gabriemu, który występował na mojej pozycji. Nie grałem, bo byłem idiotą. Kiedy ten trener został zwolniony, pożegnałem się z nim i życzyłem mu wszystkiego najlepszego. 

Odejście z Barcelony: Na początku trzeciego sezonu powiedziałem władzom klubu, że powinni zacząć szukać mojego następcy. Wyczerpały mi się baterie. Moja decyzja była już podjęta. Przez cały czas jest się pod wpływem tego wszystkiego, co dzieje się dookoła. A w Barcelonie dzieje się mnóstwo. Każdy dzień zabiera mnóstwo sił. W pierwszym sezonie mieliśmy 60 spotkań i 120 konferencji prasowych. Wiele nieprzespanych nocy. Nie miałem nic więcej do zaoferowania, nie miałem już energii. Byłoby łatwo przedłużyć kontrakt, ale jak mam być uczciwy, to piłkarze potrzebowali tego, aby ktoś inny opowiedział im tę historię w jakiś inny sposób. Valverde robi to znakomicie. To inny punkt widzenia. Jeśli jest jakaś wiadomość do przekazania, to wiadomość po jakimś czasie się wyczerpuje. 

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

"Bardziej interesuje mnie to, w jaki sposób wygrywam trofea, a nie ile ich mam na koncie" - między innymi za to go bardzo szanuję. Jak zwykle dużo ciekawych wypowiedzi w jego wykonaniu. Super się czytało te jego konferencje :')

Strasznie mi go brakuje.
konto usunięte

'Sa tysiace innych rzeczy ktorymi moge sie zajmowac' jak np. zrobienie kawy czy herbaty...
Tak na serio, fantastyczny grajek i swietny trener. Nie idealny, bo narzekania byly. Ale nalezy mu podziekowac za wiele rzeczy ktkry ogladamy dzis. Jego wybory przy trensferach sa do dzis i nas po prostu zadawalaja. TerStagen na czele, Roberto byl swietnym wyborem, choc nie idealnym, Rakitic jest tym czym opisuje. Nie profil czarujacego Iniesty ale pracus i ostatnie podania ma czarujace. Itd ird
3 szokujacy sezon byl wynikiem braku sil i energii, w porownaniu z pierwszym.

Cyt:" (...) piłkarze potrzebowali tego, aby ktoś inny opowiedział im tę historię w jakiś inny sposób. " Genialne.

"Jeśli oni strzelili nam 4 bramki, to my możemy strzelić im 6."
Te słowa można umieścić na okładce biografii Lucho :)

Osobiście wolałem go jako piłkarza, niż trenera. Był szalony, ekspresyjny i znakomity! A w klasykach dawał czadu :)

Wtedy, gdy Lucho trenowal "Barça B", druzyna nocowala w hotelu w ktorym pracowalem. Dostalem od niego autograf, pin, a takze bilety na mecz z CD Castellón.

Luis Enrique zapytal sie o moje imie, azeby je dodac do autografu. Kiedy powiedzialem "Przemyslaw prosze pana" - zaniemial - i poprosil zebym mu to napisal na kartce. Lucho cierpliwie przepisal i dal grabe. Swój chlop. Rowniez bylem blisko zdobycia augorafu od Stoiczkowa, ktory wowczas trenowal Celte Vigo, ale wyjechalem na urlop do Polski.

Guardiola w Celcie albo Gijon... Ciekawie byłoby zobaczyć jak sobie radzi ze średniakiem ale myślę że to nierealne.

Od "wuefisty" do jednego z najlepszych trenerów w historii Barcelony.

#laramblapamięta

Cóż, Lucho mówi, że Neymar jest młody, że ma potencjał, żeby stać się hegemonem. Większość zresztą tak uważa. Problem w tym, że Brazylijczyk ma już 27 lat i troszkę mu pewne rzeczy zaczynają uciekać, tym bardziej że utknął w PSG.

Tęsknię za Lucho, jak cholera. Pamiętam jak dziś - konferencja po meczu z Gijón wygranym 6:1, gdy ogłosił, że nie przedłuży umowy. Poleciała łezka...