Pierwsze spotkanie Barçy z Sevillą w Pucharze Króla nie dostarczyło nam takich emocji, jakich oczekiwaliśmy. Dość rzec, że skład wystawiony w tym meczu przez Ernesto Valverde wyglądał, jakby szkoleniowiec celowo chciał odpuścić walkę o to trofeum. Bez Busquetsa i Messiego, z zagubionym Boatengiem Barça przegrała aż 0:2. Aż i tylko, można napisać, gdyż nie jest to strata nie do odrobienia, gdy ma się w drużynie najlepszego piłkarza na świecie. Jeśli tym razem zostanie on dopuszczony do gry, wszystko jest możliwe. Jaki będzie tego rezultat? Przekonamy się już dziś wieczorem. Początek rewanżowego meczu na Camp Nou o 21:30.
Nie da się od tego uciec. Słowo remontada po raz kolejny zaczyna brzmieć w uszach culés. Wszyscy doskonale wiemy, jaki wymiar ma to sformułowanie w najnowszej historii Barçy. Odrabianie strat w słynnym dwumeczu z PSG czy nieco wcześniej z AC Milanem sprawiło, że obecnie każda porażka w pierwszym spotkaniu nieuchronnie prowadzi do skojarzeń właśnie z tymi wydarzeniami. Pytanie, czy dziś piłkarze Blaugrany będą w stanie zmotywować się na tyle, by ten mecz wygrać w odpowiednim rozmiarze? Wszak sam Gerard Piqué po spotkaniu na Sánchez Pizjuán stwierdził: "jeśli odrobimy straty, to dobrze, jeśli nie, zawsze zostają kolejne lata". Takie nastawienie pozwala myśleć, że klub podświadomie dopuszcza do siebie myśl o porażce w Pucharze Króla, by móc skupić się na upragnionej Lidze Mistrzów. Tego pierwszego trofeum w klubowej gablocie bynajmniej nie brakuje, wciąż jednak pozostaje kwestia szacunku do kibiców, których wymagania sięgają nawet zdobycia trypletu.
Tym razem pojawia się zdecydowanie mniej wątpliwości co do składu Blaugrany na mecz z Sevillą. Jeśli Ernesto Valverde naprawdę myśli o odrabianiu strat, to do podstawowej jedenastki muszą wrócić Leo Messi i Sergio Busquets. Na pewno nie zagra Ousmane Dembélé, który kończy rekonwalescencję po kontuzji. Jego miejsce na skrzydle powinien zająć wciąż szukający swojej najlepszej formy Coutinho. Z kolei w pomocy trener powinien postawić na kontrolę i odpowiedzialność, czyli trio Busquets-Rakitić-Arthur.
Sevilla obarczona mnóstwem problemów kadrowych wybór ma zdecydowanie mniejszy. Pablo Machín z pewnością ustawi swój zepół defensywnie i będzie liczył na kontry w wykonaniu szybkich Ben Yeddera i Quincy Promesa, by niejako "zabić" dwumecz przy pierwszej lepszej okazji. Problemem pozostaje nieobecność dwóch wahadłowych, którzy są kluczowi w systemie drużyny z Andaluzji - Sergio Escudero oraz Jesúsa Navasa. Nie zagrają również byli zawodnicy Barçy Munir oraz Aleix Vidal, którzy wciąż nie uporali się z urazami.
Jeśli Leo Messi pojawi się w składzie, możemy być niemal pewni tego, że strzeli bramkę - tak przynajmniej mówią statystyki. Argentyńczyk w 16 meczach z Sevillą na Camp Nou zdobył już 20 goli, w tym pamiętną bramkę jesienią 2014 roku, gdy prześcignął Telmo Zarrę i stał się najlepszym strzelcem w historii LaLigi. La Pulga nie traci motywacji, a ostatnie rotacje mogą sprawić, że będzie bardziej wypoczęty.
Jeśli założymy optymistyczny scenariusz, możemy już teraz zerknąć, kto będzie czekać na Barçę w ewentualnym półfinale. Wczoraj awans do kolejnej rundy wywalczyła Valencia, dziś Betis zmierzy się z Espanyolem. Piłkarze Quique Setiena będą wyjątkowo zmotywowani, gdyż zaledwie przedwczoraj oficjalnie ogłoszono, że finał Pucharu Króla odbędzie się na Benito Villamarín. Z kolei w czwartek Real Madryt podejmie Gironę, która po porażce na Bernabéu 2:4 nie ma większych szans na awans, jednak ewentualna niespodzianka zostałaby pozytywnie odebrana w całej Katalonii (wyłączając może słynne Cornellà-El Prat).
Bukmacherzy pozytywnie oceniają szanse Barçy na remontadę, wyceniając jej zwycięstwo na 1,27. Remis to mnożnik 6,00 dla każdej złotówki, zaś zwycięstwo Sevilli - 8,25. Osobną kwestią pozostaje wspomniana na wstępie rzeczywista motywacja zawodników. Jeśli faktycznie będzie ona na wysokim poziomie, to żaden culé nie powinien obawiać się o rozstrzygnięcie losów tej rywalizacji - przynajmniej nie z Leo Messim na boisku.
Komentarze (78)