Ogień i deszcz na Montilivi

Eoren

27 stycznia 2019, 15:02

338 komentarzy

Girona FC

GIR

Herb Girona FC

0:2

Herb Girona FC

FC Barcelona

FCB

  • 9' Nélson Semedo 
  • 68' Lionel Messi 

To, co mogliśmy obejrzeć niedzielnego wieczora na Montilivi, zasługuje na miano meczu kompletnego. W spotkaniu dwóch katalońskich drużyn było wszystko – widowiskowe bramki, efektowne parady, piękne akcje, błędy piłkarzy i błędy arbitrów... przede wszystkim zaś – emocje. Kto nie widział, niech żałuje. Albo obejrzy przynajmniej skrót.

Ernesto Valverde wystawił niemal optymalny skład. Szkoleniowiec Barçy zaznaczył niedawno, że liga stanowi dla niego priorytet. Tymczasem Atlético, pokonując w sobotę Getafe, zbliżyło się do lidera na dystans zaledwie dwóch punktów. Girona, mimo pozycji w drugiej połowie tabeli, musiała zostać potraktowana poważnie.

Piłkarze Eusebio od samego początku udowodnili, że nie można ich lekceważyć. Otworzyli mecz ostrym pressingiem, jednocześnie przez długi czas utrzymując się przy piłce. Po 20 minutach odsetek posiadania futbolówki był po stronie gospodarzy.

W niedzielne popołudnie na murawę wybiegło trzech najskuteczniejszych napastników La Liga. Pierwszą okazję na zagrożenie bramce rywala miał już w 5. minucie najlepszy z nich – Leo Messi. Tym razem jednak rzut wolny w wykonaniu Argentyńczyka nie zakończył się golem. Pierwsza bramka padła zaledwie cztery minuty później, a jej strzelec nie był wśród faworytów do wpisania się na listę strzelców. Nélson Semedo przejął piłkę, której podczas zamieszania w polu karnym pod presją obrońców nie opanował Arturo Vidal. Portugalczyk znalazł się w odpowiednim miejscu i lewą nogą posłał futbolówkę tuż przy słupku.

Zaledwie kilka minut po wyjściu na prowadzenie Barcelona rozpoczęła festiwal strat i błędów w środku pola. Podczas rzutu rożnego dla Girony gospodarze reklamowali rzut karny, za przewinienie Jordiego Alby, który w obrębie szesnastki pociągnął Stuaniego za koszulkę. Arbiter nie dopatrzył się jednak faulu. Dwie minuty później Barçę ratował Clement Lenglet, widowiskowym wślizgiem zatrzymując kontrę rywali, którą rozpoczął błąd Ivana Rakiticia.

Po upływie kwadransa przed szansą na trafienie stanął Philippe Coutinho. Brazylijczyk wyrwał się trzem obrońcom i wyszedł sam na sam z Bono. Jednak piłka, posłana płaskim strzałem, trafiła w bramkarza Girony.

Jedna z najbardziej obiecujących okazji dla Barçy, i jednocześnie najpoważniejszych kontrowersji spotkania, miała miejsce w 30. minucie. Bernardo Espinosa obejrzał żółty kartonik za faul na Leo Messim tuż przed polem karnym. Rzut wolny wykonał Argentyńczyk, jednak posłana przez niego piłka trafiła w mur... a dokładniej w wyciągnięty łokieć zawodnika Girony. Przez moment można było mieć wrażenie, że prowadzący spotkanie González Fuertes sięgnie po pomoc systemu VAR. Tak się jednak nie stało i jedenastka nie została podyktowana.

Z pewnością nie był to najlepszy wieczór dla całego składu sędziowskiego. W 33. minucie odgwizdany został spalony po przejęciu piłki przez Rakiticia. Tymczasem to nie Chorwat, a Suárez znajdował się na pozycji spalonej.

Podczas gdy Barça prowadziła nierówną walkę z arbitrażem, losy meczu postanowił wziąć w swoje ręce Portu. Najpierw Hiszpan był bliski zdobycia bramki z kontrataku, zaledwie kilka minut później zabrakło mu jedynie odrobiny szczęścia, by w ogromnym zamieszaniu pod bramką ter Stegena posłać piłkę do siatki.

W 37. minucie to z Barceloną arbiter obszedł się bardzo łaskawie. But Vidala zapoznał się bliżej z twarzą Granella, co zostało ukarane zaledwie żółtym kartonikiem. Prawdopodobnie jedynie brak intencjonalności tego niebezpiecznego zagrania uchronił Chilijczyka przed wykluczeniem.

Im bliżej przerwy, tym więcej emocji. Na trzy minuty przed końcem pierwszej połowy w polu karnym Barcelony doszło do akcji, która pasowała raczej do stołu bilardowego, niż boiska. Stuani – ter Stegen – Pons – Piqué. Tak wyglądały kolejne odbicia piłki, którą z linii bramkowej Barçy wybił dopiero kataloński stoper.

Druga połowa mogła rozpocząć się od wyrównania. Stuani, schodząc z prawej strony, skierował piłkę do bramki Barcelony. Przed utratą gola uratował drużynę jedynie godny modliszki refleks ter Stegena. Pięć minut później Urugwajczyk atakował lewą stroną, jednak górą znów był Niemiec.

Tuż po pierwszym ataku Stuaniego Girona doznała poważnej straty. Po faulu na Suárezie Bernardo obejrzał drugą żółtą kartkę i piłkarze Eusebio zmuszeni byli grać w osłabieniu.

Mimo tego Girona kontynuowała ataki, które zazwyczaj finalizował Stuani. Jednak jeżeli nie przegrywał z ter Stegenem, to padał ofiarą własnej (minimalnej) nieskuteczności.

W 58. minucie Valverde zdecydował się wprowadzić na boisko Arthura, który zmienił Vidala. Wraz z wprowadzeniem na boisko Brazylijczyka rozpoczął się spokojniejszy okres gry. Ciężar rywalizacji przeniósł się w stronę środka pola, a obie drużyny więcej czasu poświęcały na zbudowanie pojedynczej akcji. Ta sytuacja ewidentnie sprzyjała Barcelonie.

W 68. minucie potwierdzili to Alba i Messi. Obrońca odegrał piłkę w poprzek pola karnego do Argentyńczyka, który wykończył akcję lobem. Po jego strzale futbolówka przeleciała nie tylko nad głową Bono, ale też Pedro Porro. Podwójny lob. Na wszelki wypadek, gdyby czegoś jeszcze brakowało w tym meczu.

Kilka minut później Suárez miał świetną okazję na podniesienie wyniku, jednak podczas strzału piłka zeszła mu z buta. Niedługo później Bono zatrzymał zmasowany atak Barcelony, broniąc finalny strzał Messiego. Brakowało skuteczności, jednak goście rozpoczęli budowanie coraz groźniejszych akcji. Girona sprawiała wrażenie zmęczonej i łatwiej traciła piłkę w środku boiska.

W doliczonym czasie gry Coutinho miał stuprocentową sytuację bramkową. Tym razem, podobnie jak Piqué pod koniec pierwszej połowy, Pedro Alcala wybił piłkę w ostatniej chwili. Minutę później Messi dograł do Suáreza, który znalazł się w pozycji jeszcze lepszej niż wcześniej Brazylijczyk. Od gola dzielił go jedynie bramkarz. Urugwajczyk jednak koncertowo przestrzelił.

Barcelona powinna zapewnić sobie wyższe zwycięstwo, szczególnie biorąc pod uwagę ostatnie pół godziny spotkania. Grając w przewadze tworzyli coraz bardziej niebezpieczne akcje. O ich niepowodzeniu przesądziła nie tylko nieskuteczność, ale też dobra dyspozycja Bono. W ostateczności Barça zgarnęła trzy punkty i znów odjechała Atlético.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (338)

Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze