Błyskawiczny debiut Kevina Prince'a Boatenga

Grzegorz Zioło

24 stycznia 2019, 14:00

Mundo Deportivo

21 komentarzy
  • Kevin Prince Boateng zadebiutował w Barcelonie po dwóch dniach od ogłoszenia transferu i po odbyciu zaledwie jednego treningu z drużyną
  • Napastnik nie miał łatwego zadania, ponieważ musiał odnaleźć się w bardzo eksperymentalnym ustawieniu
  • Były reprezentant Ghany starał się wykorzystać swoje warunki fizyczne, ale zanotował dużo strat i rzadko spoglądał w stronę bramki Sevilli

Debiuty w barwach Barcelony w Pucharze Króla nie są już gwarancją sukcesu dla nowych piłkarzy klubu, który wygrał ostatnie cztery edycje tych rozgrywek. Jeison Murillo rozpoczął swoją przygodę z Blaugraną od przegranego 1:2 meczu z Levante, a Kevin Prince Boateng musiał pogodzić się z porażką 0:2 w Sewilli. W rewanżu zespół Ernesto Valverde będzie zmuszony odrabiać straty, dlatego nieunikniony wydaje się występ Leo Messiego.

Po transferze do Barcelony Boateng skromnie przyznał, że akceptuje swoją drugoplanową rolę w drużynie, ale zaoferował się do gry natychmiast. Valverde nie wątpił, że napastnik jest dobrze przygotowany do występów w Hiszpanii, i już przy pierwszej okazji wystawił go w wyjściowej jedenastce. Były reprezentant Ghany został rzucony na głęboką wodę, ponieważ przyszło mu rozpocząć mecz z Sevillą w bardzo eksperymentalnym składzie z fałszywym lewym obrońcą i zaskakującą linią ataku z Malcomem i Carlesem Aleñą.

Boateng odbył zaledwie jeden trening z drużyną Barçy i nie zdążył nawet dobrze zapoznać się z nowymi kolegami, chociaż było widać, że szybko złapał kontakt z Gerardem Piqué i Arturo Vidalem. Zawodnik wypożyczony z Sassuolo musiał szybko zaadaptować się w nowym środowisku również na boisku. Większość jego akcji w pierwszej połowie przypominała zagrania José Marii Bakero, które polegały na cofaniu się, zastawianiu i przekazywaniu piłki koledze. Boateng powtórzył ten schemat kilka razy i powoli nabierał pewności siebie, jednak nie spoglądał zbyt często w kierunku bramki Sevilli. 31-latek starał się wykorzystać atut wzrostu, ale Sergi Gómez był godnym rywalem. Boateng próbował wymieniać się miejscami z pozostałymi napastnikami i zanotował dość dużo strat.

W drugiej połowie Boateng zdążył rozegrać niewiele ponad kwadrans, po czym został zmieniony przez Luisa Suáreza. W jednej z sytuacji napastnik upominał się o rzut karny, jednak sędzia nie zdecydował się na użycie gwizdka. Byłey reprezentant Ghany nie zachwycił w debiucie, na co wpływ z pewnością miało błyskawiczne wejście do nowej drużyny i brak zgrania z kolegami. Łącznie Boateng stracił piłkę trzynaście razy, stworzył jedną groźną okazję i dwa razy był faulowany. Piłkarz wypożyczony z Sassuolo reklamował sędziemu przewinienia również przy kilku innych okazjach, szczególnie gdy był wyraźnie zatrzymywany przed polem karnym.

Po meczu Ernesto Valverde przyznał, że jego decyzje personalne, w tym postawienie na Boatenga, były ryzykowne, ale potrzebne. Barcelonie zabrakło przede wszystkim błysku w ataku, co przy tak eksperymentalnym ustawieniu nie może dziwić. Za tydzień na Camp Nou powinniśmy już zobaczyć zupełnie inny obraz gry ofensywnej Barçy w dużo bardziej sprawdzonym zestawieniu.

Statystyki Kevina Prince'a Boatenga w meczu z Sevillą:

Rozegrane minuty: 63

Celne podania: 20

Niecelne podania: 8

Podania z rywalem na plecach: 3

Stworzone okazje: 1

Odbiory: 1

Straty: 13

Udane dryblingi: 1

Minięty dryblingiem: 2 razy

Faule: 1

Faulowany: 2 razy

Spalone: 2

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Jak narazie nie wygraliśmy niczego, a już odpuszczamy. :)
I tak wszyscy zostawią na boisku 200% w rewanżu..
konto usunięte

@JordiAlba18: No właśnie...po co odpuszczać w pierwszym meczu, jak w drugim musisz dać 200%. Logika EV...
konto usunięte

@tomaszzalesie: Kto ci naopowiadał bajek, że Barca odpuściła w pierwszym meczu? Przegrali, bo popełnili błędy w obronie, a nie dlatego, że odpuścili.
konto usunięte

@pawel14213: Przegrali bo EV znowu przekombinował ze składem. Typ męczy once de gala, albo robi tyle rotacji, że nie ma mowy o jakimkolwiek zgraniu, już nie mówiąc o wygrywaniu... Sevilla to nie Eibar.
« Powrót do wszystkich komentarzy