Lista powołanych na mecz rewanżowy z Levante potwierdziła, że Valverde unika populistycznych decyzji i widząc, że piłkarze Barcelony B nie są jeszcze w pełni gotowi do gry w pierwszym składzie, rezygnuje z nich również dla ich dobra.
Złe doświadczenie z pierwszego meczu, w którym Chumi i Juan Miranda zaprezentowali się bardzo słabo, oraz obowiązek odrobienia strat sprawiły, że Valverde nie powołał żadnego z wychowanków. Ta decyzja kontrastuje z sesjami treningowymi przeprowadzonymi w tym tygodniu, w których młodzi wzięli udział. Na treningach pierwszej drużyny byli obecni tacy gracze jak Chumi, Miranda, Wagué, Guillem i Mujica.
Decyzja trenera sprawiła, że niektóre środowiska bardzo przychylne La Masii podniosły alarm. Wydawało się bowiem, że Copa del Rey będzie w tym sezonie doskonałą okazją do testowania i dawania szansy młodym piłkarzom. Valverde pokazał jednak, że traktuje te rozgrywki bardzo poważnie. Szkoleniowiec nie chciał ryzykować nieprzyjemnego scenariusza w rywalizacji z Levante, a warto przypomnieć, że Barça walczy o rekordowy piąty triumf z rzędu w Pucharze Króla.
Zdaniem dziennika AS Ernesto Valverde ucieka od populistycznych decyzji. Jest zadowolony z pracy wychowanków, ale jednocześnie widzi, że nie są jeszcze gotowi sprostać wymogom gry na najwyższym poziomie. Zawodnicy Barcelony B są w trakcie procesu rozwoju i nauki.
AS przypuszcza również, że ściągniecie Chumiego i Mirandy w pierwszym meczu z Levante nie było przytykiem w ich stronę, ale raczej protekcją i próbą ochrony przed jeszcze gorszą oceną ich występu. Decyzja Valverde może się okazać po prostu dobrą nauką, a nie epizodem negatywnie naznaczającym przyszłość nastolatków.
Można odnieść wrażenie, że zachowanie Valverde to połączenie ochrony piłkarzy Barcelony B i braku pełnego zaufania do nich. Wydaje się, że jedynym młodym zawodnikiem z La Masii, któremu szkoleniowiec Barçy rzeczywiście ufa, jest Carles Aleñá.
Komentarze (18)