W styczniu br. Rafinha i jego ojciec spotkali się z władzami klubu. Zawodnik chciał zwiększyć swoje szanse na udział w mundialu, w związku z czym poprosił o możliwość gry w innym klubie, gdzie miałby szansę zyskać więcej minut na boisku. Taka możliwość pojawiła się w Interze, a Valverde, nieprzekonany co do osoby Brazylijczyka, wyraził zgodę na jego wypożyczenie. Teraz sytuacja pomocnika wygląda już zupełnie inaczej, a pomocnik według hiszpańskich mediów ma jeszcze nieduże szanse na grę w barwach Azulgrany.
Władze podkreślają, nawiązując do styczniowego wypożyczenia, że w takiej sytuacji “trzymanie Rafinhi byłoby absurdalne”. Wszystko przez problemy Brazylijczyka z kolanem, które uniemożliwiły mu wzięcie udziału w przygotowaniach do poprzedniego sezonu, a następnie grę. Pomocnik spędził na boisku zaledwie kwadrans podczas meczu z Espanyolem rozgrywanym w ramach Pucharu Króla, przegranym zresztą przez Barcelonę. Później jednak coś się zmieniło. “We Włoszech Rafinha stał się mężczyzną”, mówi się teraz w Barcelonie, „jest bardziej zdeterminowany, pewny siebie”. Stało się tak z pewnością dzięki minutom, które otrzymał w Interze, gdzie Luciano Spalletti pozwolił mu na grę w 12 z 13 ostatnich meczów ligowych. – Spędziłem kilka świetnych miesięcy w Interze, chciałbym grać tam dalej, ale mimo wszystko jestem dalej zawodnikiem Barcelony – mówił przed meczem z Romą, a tuż po spotkaniu przeciwko Tottenhamowi.
Inter, mimo świetnej gry Brazylijczyka, nie zdecydował się jednak na wpłacenie klauzuli 35 milionów euro za zawodnika. Klub chciał negocjować wypożyczenie Rafinhi, co nie przekonywało Dumy Katalonii, która zdaje sobie sprawę z zainteresowania innych klubów.
Rafinha, który przebywa obecnie w USA, jest pozytywnie nastawiony i wierzy w swoje umiejętności: "jestem zadowolony. Potrzebuję teraz minut, a trener mi je daje. Kiedy dobrze czuję się fizycznie, jestem gotowy na wszystko”. Występy Brazylijczyka w amerykańskim tournée przekonały również Ernesto Valverde: “to pierwszy raz, kiedy widzę go tak grającego. Bardzo mi się podoba, gra dobrze i ma świetne nastawienie”. Coś, czego nigdy mu nie brakowało, ponieważ już jako dziecko starał się dwa razy bardziej niż inni, żeby osiągnąć poziom prezentowany przez swojego brata Thiago. – Był tak dobry, że powtarzałem sobie: „jeśli chcę być zawodnikiem o pewnym poziomie, będę musiał dawać z siebie wszystko” – wspomina Rafinha, który ma co prawda szansę na pozostanie w Barcelonie, ale nie przekonuje jednak do siebie dyrekcji sportowej, której priorytetem jest obecnie jak najszybsze sprowadzenie Arturo Vidala.
Brazylijczyk, uwielbiany przez Luisa Enrique, ale pomijany przez Ernesto Valverde, zasługuje na szansę m.in. dzięki swojej intensywności gry. W ciągu najbliższych godzin okaże się jednak, czy wystąpi w jutrzejszym meczu przeciwko AC Milanowi. Z gry wykluczyć go może kontuzja, chociaż jak zapewniają osoby zw. z klubem “to nic poważnego”. Rafinha nie ma teraz czasu na problemy zdrowotne ani potknięcia, bo nie wiadomo jeszcze, w którym z klubów rozegra nadchodzący sezon. Barcelona pozostaje jednak jedną z opcji.
Komentarze (29)