Prawdziwa historia przeszczepu Érica Abidala

Dariusz Maruszczak, Julia Cicha

23 lipca 2018, 17:40

La Vanguardia

10 komentarzy

W kontekście doniesień medialnych związanych z wątpliwościami na temat dawcy wątroby Érica Abidala dziennik La Vanguardia opublikował artykuł, który ma na celu odtworzenie całego procesu przeszczepu. W sprawie Francuza dziennik szczegółowo przybliżył zarówno wymagania formalne dotyczące dawcy, jak i przebieg zabiegu, co zostało opatrzone komentarzami specjalistów Szpitala Klinicznego, w którym przeprowadzono operację, oraz samego Abidala.

Początkowo Abidal znajdował się na liście oczekujących na przeszczep wątroby od zmarłej już osoby, ale biorąc pod uwagę rozwój choroby, lekarze zaproponowali mu szukanie żywego dawcy. „Lekarze powiedzieli mi, że trzeba się spieszyć. Wyjaśnili mi też, że może istnieć ryzyko dla dawcy. Nie igram z życiem innych i chciałem czekać. Moja żona skontaktowała się jednak z moją matką, aby zapytać, czy w rodzinie są osoby z tą samą grupą krwi co ja” – mówi na ten temat Francuz. „Zalecenie, aby dawcą była osoba żyjąca, było jasne. To był skomplikowany zabieg, weszliśmy na salę operacyjną o ósmej rano, a wyszliśmy z niej o 1 w nocy” - przypomina chirurg Juan Carlos García-Valdecasas, który przeprowadził operację w Szpitalu Klinicznym.

Diagnoza

U Érica Abidala zdiagnozowano raka w marcu 2011 roku, gdy miał 31 lat. Nowotwór był konsekwencją zakażenia wirusem zapalenia wątroby typu B, którego złapał od matki, prawdopodobnie podczas porodu. Abidal był leczony od dzieciństwa.

Po zdiagnozowaniu raka usunięto guza, który nie dawał przerzutów, co pozwalało myśleć, że możliwe jest całkowite wyleczenie. Jednakże po przeanalizowaniu części usuniętej wątroby, która składała się z samego guza plus części stanowiącej margines bezpieczeństwa, zaobserwowano, że w pozornie zdrowej tkance również znajdowały się komórki nowotworowe. Oznaczało to, że Abidal nie był całkowicie wyleczony i że wcześniej czy później znów pojawi się guz w wątrobie. 13 maja Francuz został wpisany na listę oczekujących na przeszczep od osoby zmarłej.

Dwa tygodnie później Abidal zagrał 90 minut w meczu z Manchesterem United w finale Ligi Mistrzów na Wembley i będąc honorowym kapitanem, jako pierwszy wzniósł do góry puchar. Piłkarz czuł się doskonale, a później został poddany ścisłej kontroli medycznej w celu monitorowania rozwoju choroby. W styczniu 2012 roku wykryto nowego guza w wątrobie, który został zniszczony poprzez ablację przez skórę, czyli bez potrzeby interwencji chirurgicznej.

„Kiedy tak się dzieje, pacjent jest traktowany priorytetowo na liście oczekujących” – informuje Ramon Adalia, główny koordynator transplantologii w Szpitalu Klinicznym. „Było dwunastu pacjentów z tą samą grupą krwi na liście oczekujących. Mieliśmy przed sobą ponad rok czekania, podczas gdy choroba wciąż się rozwijała” – dodaje García-Valdecasas. W tym momencie zaproponowano Abidalowi opcję przeszczepu od osoby żyjącej i wyjaśniono ryzyko dla potencjalnego dawcy. W pierwszym odruchu Francuz się sprzeciwił. „Nie chciałem tego” – mówi. Później jednak żona Abidala zadzwoniła do jego matki i obie uruchomiły rodzinę i przyjaciół.

Szukanie dawcy

Pojawiło się dwóch chętnych, gotowych oddać część wątroby. Jednym z nich był Yacine, niespokrewniony z nim przyjaciel piłkarza. Zrobił on badanie krwi, aby dowiedzieć się, czy może być dawcą, choć nikt go o to nie prosił, i okazało się to możliwe.

Zgłosił się również Gerard Armand, którego matka jest siostrą ojca Abidala, a więc on sam jest kuzynem piłkarza. „W dzieciństwie często graliśmy razem. Kiedy zaczynałem moją karierę, widywaliśmy się rzadziej, co było normalne. Jednak zawsze mogliśmy zobaczyć się na Boże Narodzenie podczas spotkań rodzinnych. Mój ojciec i ciocia wciąż utrzymują ścisłe relacje, mieszkają niedaleko od siebie, 15 minut samochodem” – wyznaje Abidal.

W międzyczasie pojawił się jeszcze inny krewny, który mógłby zostać dawcą, ale nie był gotowy na oddanie części wątroby. Chęć wyraził za to kolega Abidala z Barcelony Dani Alves, ale Brazylijczyk nie spełniał wymogów.

Lekarze zbadali więc Yacine’a i Gerarda, którzy przyjechali z Francji, aby wykonać potrzebne testy, i ostatecznie wybrali kuzyna Abidala. „Miał większą wątrobę. Dla osoby o wadze 75 kilogramów, jak Éric, potrzebujemy około 750 gramów wątroby, 1% wagi ciała. Jeśli wszczepiona wątroba jest zbyt mała, może wystąpić niewydolność organu. Nie możemy też zostawić zbyt małego kawałka wątroby dla dawcy” – wyjaśnia García-Valdecasas.

Weryfikacja dawcy

Wybór Gerarda przez personel medyczny, który zajmował się Abidalem, był tylko pierwszym testem, który należało wykonać przed przeszczepem. Brakowało jeszcze trzech. Operacja musiała zostać najpierw zatwierdzona przez inny zespół medyczny, który powinien poświadczyć, że oddanie organu jest aktem woli i altruizmu, co jest obowiązkowe w Hiszpanii na mocy królewskiego dekretu regulującego przeszczepy.

Gerard został oceniony 13 marca przez zespół koordynujący transplantologię w Szpitalu Klinicznym podczas posiedzenia, które trwało prawie trzy godziny. Tożsamość dawcy została zweryfikowana i potwierdzono, że jest on kuzynem Abidala. Ustalono również, że pracuje w międzynarodowym przedsiębiorstwie we Francji i jest niezależny finansowo. Gerard był pytany o więź emocjonalną z kuzynem i musiał wyjaśnić, czy czuł się zmuszony lub wywierano na niego presję, aby został dawcą. Wyjaśniono mu również potencjalne konsekwencje przeszczepu takie jak ból po zabiegu, a nawet możliwość śmierci z powodu komplikacji podczas operacji. Wszystko zostało mu oczywiście wytłumaczone w języku francuskim.

„Badamy szczegółowo każdą sprawę. W tym roku oceniliśmy trzy przypadki, w których dawcy czuli się zobowiązani, ponieważ byli krewnymi chorych i nie wiedzieli, jak odmówić. W takich sytuacjach nie zatwierdzamy przeszczepu. W innych przypadkach, w których tożsamość nie jest jasna, zwłaszcza jeśli dawcy pochodzą z innych krajów, udajemy się do konsulatów i ambasad, aby dokonać niezbędnych weryfikacji. Nie dajemy zielonego światła, jeśli nie jesteśmy pewni. W przypadku Abidala byliśmy bardzo spokojni, że zatwierdzenie przeszczepu było słuszną decyzją” – wyjaśnia Ramon Adalia, który uczestniczył w posiedzeniu.

Następna ocena została dokonana w Komisji Etyki Szpitala Klinicznego. Hepatolog Jordi Colmenero, członek zespołu medycznego zajmującego się Abidalem, a także internista David Paredes, członek zespołu zajmującego się koordynacją przeszczepów, który oceniał sytuację psychospołeczną Gerarda, zaprezentowali tę sprawę 22 marca. „Przedstawiono tę sprawę i obroniła się ona, tak jak w sądzie” – wyjaśnia Adalia.

Po uzyskaniu pozytywnej oceny Komisji Etyki brakowało już tylko ostatniego potwierdzenia. Przeszczep musiał zostać zatwierdzony prawnie. Chirurg Juan Carlos García-Valdecasas i hepatolog Jordi Colmenero 26 marca przedstawili wniosek sędzi Marii del Carmen Conesie, która potwierdziła tożsamość dawcy, dokonała przeglądu dokumentacji dostarczonej ze szpitala i ostatecznie zatwierdziła przeprowadzenie przeszczepu.

"Do ostatniego dnia potwierdzałem Gerardowi, że jeśli nie był pewien, bez problemu miał mi to powiedzieć" - wspomina Abidal.

Operacja

12 kwietnia o godzinie 8 rano rozpoczęła się operacja Gerarda. Éric trafił na stół dwie godziny później. „To dwie interwencje chirurgiczne przeprowadzane w tym samym czasie, wszystko jest poukładane tak, by przeszczepiany fragment wątroby był jak najkrócej poza ciałem” – wyjaśnia García-Valdecasas, który wspomina, że „to był bardzo trudny przeszczep”.

Operacja została przeprowadzona w Szpitalu Klinicznym na koszt państwa, ponieważ Abidal ma pozwolenie na pobyt w Hiszpanii i ubezpieczenie zdrowotne, więc posiada te same prawa co hiszpańscy pacjenci. „To nieprawda, że przeszczep przeprowadzono w BarnaClinic [prywatna klinika]” – mówi García-Valdecasas. Prawdą jest natomiast, że operacja usunięcia guza w marcu 2011 roku została przeprowadzona w tejże klinice, bo „pozwoliło to zyskać na czasie. Można było przeprowadzić operację już dwa dni po diagnozie”.

W operacji uczestniczyło 25 osób. Wszystko szło dobrze przez pierwsze 10 godzin – chirurdzy przecięli wątrobę Gerarda na dwie części, starali się usunąć całą chorą część wątroby Abidala, a o godzinie 15 przeszczepili fragment wątroby z jednego pacjenta do drugiego. Następnie zamknęli Gerarda i wybudzili pacjenta. O 17 przenieśli go na OIOM, żeby móc zareagować na wypadek jakiejkolwiek komplikacji pooperacyjnej. „Najważniejszy przy takich operacjach jest dla mnie dawca” – mówi García-Valdecasas, który przypomina historię kolegi chirurga, jednego z najlepszych specjalistów na świecie w przeszczepach wątroby. Wspomniany lekarz zrezygnował z przeszczepów od żywego dawcy po śmierci jednego z nich.

Gerard znalazł się już poza salą operacyjną, a chirurdzy kontynuowali pracę, łącząc nową wątrobę Abidala z żyłami i tętnicami. „Wszystko przebiegało idealnie. Myśleliśmy, że skończymy około 20, po 12 godzinach operacji, co jest normalnym czasem przy tego typu zabiegach. Nagle jednak tętnica doprowadzająca krew do wątroby przestała działać, bo była zatkana” – wspomina chirurg.

Przeszczepy od żywego dawcy są jak maraton. Może pojawić się przeszkoda, która zmusza do dodatkowego wysiłku, kiedy wydaje się, że meta jest już blisko. „Wyszliśmy z sali o 1 w noc. Kiedy przyszedłem do domu, pytano mnie, skąd przychodzę, bo fatalnie wyglądałem” – dodaje García-Valdecasas.

Po operacji

„Ale kolejnego ranka przyszedłeś do mnie bardzo wcześnie” – przerywa Abidal. „Lekarze to prawdziwe cracki, nie ja”. Éric chciał wiedzieć, w czyich rękach się znalazł. Skonsultował się z doktorem Jacques’iem Belghitim ze szpitala w Paryżu, by poprosić o drugą opinię. Później rozmawiał też z lekarzem z Los Ángeles, którego nazwiska nie pamięta. „Powiedziano mi, że tutaj w Szpitalu Klinicznym pracują najlepsi, żebym się nie martwił” – dodaje Francuz.

Szpital Kliniczny rzeczywiście znany jest z leczenia raka wątroby, w dużej części dzięki technikom wprowadzonych przez Jordiego Bruixa i Josepa Marię Lloveta. System klasyfikacji guzów wątroby używany na całym świecie nazywa się BCLC, co jest skrótem od Barcelona Clinic-Liver Cancer. To jedyny szpital w Hiszpanii przeprowadzający przeszczepy od żywego dawcy. „Jesteśmy jedną z niewielu placówek z certyfikatem ISO 9001, który gwarantuje doskonałość dzięki ocenie z zewnątrz” – mówi García-Valdecasas.

Abidal zapewnia, że w żaden sposób nie wynagrodził kuzyna finansowo. Wątroba Gerarda zregenerowała się w 80%, co jest normalne w takich przypadkach. „Podziękowałem mu i tyle. Później spędziliśmy razem w wakacje, najpierw w Los Ángeles, a później w Dubaju. Już zawsze będę mu wdzięczny”.

Reakcje

Obecny dyrektor sportowy Barçy jest jednak zdenerwowany. Prywatna rozmowa telefoniczna, w której mówiono o nielegalnym kupnie wątroby „szkodzi wielu ludziom. Mnie, mojej rodzinie, szpitalowi, chirurgom, klubowi… To jakby powiedzieć, że wszystkich oszukaliśmy. To nieprawda. Zawsze podążałem właściwą ścieżką, przestrzegałem prawa. Jeśli jest lista oczekujących, to czekam, nie ma problemu”.

Szpitalowi również nie podoba się publikacja treści rozmowy Sandro Rosella. „To bezpodstawne oskarżenia, które podają w wątpliwość 35 lat dobrej pracy nad przeszczepami. Szkodzą Abidalowi i programowi przeszczepów wątroby” – zauważa Josep Maria Campistol, dyrektor szpitala.

„Kiedy umieściliśmy Érica na liście oczekujących, pojawiły się osoby, które mówiły, że można przesunąć w górę. To jednak niemożliwe, bo lista jest publiczna” – zapewnia García-Valdecasas.

„Tak wiele osób brało udział w całym procesie, że gdybyśmy złamali prawo, wydałoby się to” – dodaje Ramon Adalia, koordynator przeszczepów w Szpitalu Klinicznym. „Niemożliwe jest ukrycie czegokolwiek. Nie znam nikogo, kto zaryzykowałby karierę łamaniem prawa”.

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Madryckie ścierwojady nie cofną się przed niczym, by zaatakować ludzi związanych z FCB.

Wchodzisz do szpitala ze skrzynką wypełnioną lodem, a tam na przykład nerka. Mówisz lekarzowi: "nieważne skąd to mam, ale pasuje mi jak ulał, więc krójcie mnie w te pędy". Fajny scenariusz na film gatunku sci-fi? Niby tak, ale niektórzy wierzą w to, że Abidal załatwił sobie wątrobę na czarnym rynku.

Nie dziwią mnie te plotki. Kolejna akcja Madrytu próbującego zdyskredytować Blaugranę i odwrócić uwagę od siebie i nie wygodnych sobie zdarzeń. Nie pierwszy i nie ostatni raz to robią.

handel organami jest bardziej rozpowszechniony niz sie wszystkim moze wydawac. polecam zapoznac sie z literatura na ten temat. Co do abidala to ciekawe jak bylo naprawde...

Matka Abidala nie żyje ?

A jeśli miał skrócony czas oczekiwania, to nie od dziś wiadomo, że bogatsi mają lepiej.

Fajny artykuł :D