Andrés Iniesta udzielił wywiadu dla magazynu GQ España, w którym wspominał swojego gola na wagę mistrzostwa świata w 2010 roku, a także ocenił, czego La Roja potrzebuje na mundialu w Rosji.
Osiem lat temu cała Hiszpania wstrzymała oddech, gdy Iniesta składał się do najważniejszego strzału w swoim życiu i w historii całej hiszpańskiej piłki. Don Andrés pamięta tę sytuację ze szczegółami. – Czuję się tak, jakby to wydarzyło się wczoraj. Mówi się, że czas zmienia sposób postrzegania pewnych rzeczy, ale ja wciąż pamiętam wszystko w ten sam sposób. Fakt bycia tam, kontrolowania piłki, dokładną sekundę, w której oddawałem strzał, i bieg, aby świętować to trafienie z kolegami. Czas będzie upływał, a ja dalej będę miał to w pamięci. To wciąż będzie dla mnie żywe i intensywne. Co mogę powiedzieć? To wyjątkowy moment w całym moim życiu.
Iniesta został zapytany, co by było, gdyby spudłował lub bramkarz obroniłby strzał i czy rozpamiętywałby tę akcję przez całe życie. – W piłce nożnej i sporcie zdarzają się takie rzeczy, zarówno dobre, jak i złe. Ludzie zapamiętują konkretne sytuacje. Wszystko działo się bardzo szybko. Widziałem przed sobą bramkarza i myślałem tylko o oddaniu strzału. Pamiętam to dziwne uczucie, że nie słyszałem niczego. Wokół mnie zapadła wielka cisza. Byliśmy ja i piłka. Tylko my dwoje. Kiedy przeżywasz coś takiego… nie wiem, to nadzwyczajne uczucie.
Don Andrés przeżywał w reprezentacji nie tylko piękne chwile, ale także te gorzkie, jak np. podczas poprzednich mistrzostw świata. – Nie byliśmy na takim poziomie, na jakim powinniśmy. Nie sądzę, żeby to było spowodowane przez konkretny czynnik. Nie chodziło o zmęczenie czy brak koncentracji. Raczej była to kumulacja wszystkiego. Jeśli zamiast bycia na poziomie dziesiątym, jest się tylko na ósmym, czasem to nie wystarcza w piłkarskiej elicie. Rywal jest lepszy, nie ma zmiłuj.
– Trzeba docenić to, co się osiągnęło, i być świadomym, że wygranie mundialu jest prawie niemożliwe, to bardzo, bardzo trudne. Awansowanie do kolejnych rund, jedna po drugiej, to najwyższy poziom trudności. Tak więc to, co przydarzyło nam się w Brazylii przed czterema laty, powinno być dla nas ostrzeżeniem na najbliższe mistrzostwa. Pojedziemy do Rosji bardzo ostrożni – dodał Iniesta.
Hiszpański pomocnik wypowiedział się także na temat szans swojej reprezentacji na mundialu w Rosji. – Mamy wspaniałą reprezentację. Jesteśmy już na innym etapie, z nowym trenerem i sztabem szkoleniowym oraz młodymi piłkarzami, którzy ostatnio do nas dołączyli. Mamy dobre połączenie rutyny z młodością, to zaleta. Na papierze nasza reprezentacja jest jedną z tych, które mogą aspirować do sukcesu, ale tylko jeśli utrzymamy odpowiedni poziom. Pozostali faworyci? Powiedziałbym, że ci sami co zawsze: Brazylia, Francja, Argentyna, Niemcy… Na turnieju zawsze pojawia się też niespodziewanie jakaś reprezentacja, która spisuje się bardzo dobrze. Szanuję wszystkich tak samo.
Iniesta wyznał, że jest już inną osobą niż podczas mistrzostw w RPA. – Rozwinąłem się jako piłkarz i jako człowiek od tamtego gola w 2010 roku. Zostałem ojcem i to zmieniło mój sposób pojmowania życia. W ostatnim czasie nauczyłem się, albo przynajmniej starałem się to zrobić, jak cieszyć się z dnia na dzień, doceniać chwilę i na tej podstawie iść do przodu.
Fot. Илья Хохлов / CC BY-SA 3.0
Komentarze (4)