Marc-André ter Stegen udzielił wywiadu dla dziennika Sport. Niemiecki bramkarz opowiedział o początkach kariery, wpływie rodziny, trenerów i mentalności na jego rozwój, a także o rywalizacji z Jasperem Cillessenem.
Jak wielu innych bramkarzy zaczynałeś przygodę z piłką od gry w polu. Jakie masz wspomnienia z tamtego okresu?
Minęło wiele czasu. To było z piętnaście lat temu. Moim celem zawsze było strzelanie goli, a nie stanie w bramce. Później jednak przyzwyczaiłem się i bardzo polubiłem grę na pozycji bramkarza. Jestem zadowolony z drogi, którą przeszedłem.
Twój dziadek przyprowadzał cię na treningi. Miał duży wpływ na twoją karierę?
Bardzo duży, podobnie jak moja matka. Zawsze przyprowadzali mnie na treningi. Nie miało znaczenia, czy padał deszcz, czy śnieg. Nie mieli jednak wpływu na sprawy związane z piłką nożną, ponieważ o tym, czy grałem, decydował trener. Nigdy na mnie nie naciskali i to mi bardzo pomogło.
Twój brat Jean Marcel bardzo nalegał, abyś nauczył się grać obiema nogami. Gdzie graliście w tym czasie?
Tak, on sześć lat starszy i bardzo mi pomógł w trakcie mojego szkolenia. Przez dwa lub trzy lata graliśmy blisko naszego domu w miejscu, w którym znajdowały się garaże.
Innym razem mówiłeś, że jednemu z twoich trenerów nie podobał się sposób, w jaki biegasz, i to sprawiło, że przekwalifikował cię na bramkarza.
[Śmiech] Tak, wydaje się to dziwne, ale tak było. Na początku trudno mi było to zaakceptować, ale to była najlepsza decyzja, jaką podjąłem w życiu.
Jak ci to wytłumaczył?
Nie podobał mu się mój sposób biegania… [wzrusza ramionami]. Miałem dziewięć czy dziesięć lat, a w tym wieku, kiedy się dorasta, dzieci reagują w różny sposób. Ja starałem się skupić na byciu dobrym bramkarzem.
Spodobała ci się ta pozycja?
Przede wszystkim nie chciałem opuszczać klubu mojego życia [Borussii Mönchengladbach - przyp. red.]. Dla mnie najważniejsze było, żebym grał w tej drużynie. Wciąż mam tak samo: muszę identyfikować się z klubem w 100%, żeby dać z siebie wszystko co najlepsze.
Dziecko nigdy nie myśli o bronieniu, zawsze chce cieszyć się piłką. Jaką miałeś motywację, żeby zostać bramkarzem?
Podobało mi się to. Pozostali nie lubili tego tak bardzo, ale ja zawsze lubiłem zatrzymywać strzały. Dlatego postanowiłem zostać bramkarzem. Nie chciałem opuszczać klubu, ani nic w tym stylu. Zaczęło mi się podobać, jak traktowano mnie jako bramkarza. Zawsze mi mówili: „spisałeś się całkiem nieźle”.
Valdés i Mascherano mówili, że futbol sprawia im więcej cierpienia niż radości. Ter Stegen ma podobnie?
Lubię mój zawód w 100%. Każdy żyje inaczej, ale ja cieszyłem się każdym momentem na boisku. Mam kolegów, którzy ułatwili mi wszystko i pozwolili grać tak, jak lubię. Jestem tutaj, ponieważ uwielbiam futbol. Mam wspaniałych kolegów i nie ma dla mnie innego sposobu na przeżywanie gry niż cieszenie się nią.
Bramkarz jest piłkarzem najbardziej narażonym na błędy. Co robisz, żeby ich unikać, jak radzisz sobie z nimi mentalnie?
Błądzić jest rzeczą ludzką, staram się tak na to patrzeć. Wszyscy popełniamy błędy. Zawsze są rzeczy, które można poprawić. Zawsze chcę unikać błędów. Istnieją różne rodzaje pomyłek, ale jest różnica między nieporozumieniem, a błędem wynikającym z nadmiernego ryzyka, tego drugiego można uniknąć.
Dla piłkarza głowa jest równie ważna jak technika. Wielu bramkarzy pracuje ze specjalnym trenerem, aby poradzić sobie z presją. Jak jest w twoim przypadku?
Każdy ma inną osobowość. Ja np. lubię rozmawiać z moimi bliskimi. Kiedy jestem w domu, rozmawiam z moją mamą. Ona nie interesuje się zbytnio piłką nożną, ale przeżywa to bardzo osobiście i to mi pomaga, zwłaszcza gdy jestem z nią przez cały dzień.
Nastawienie jest dla bramkarza kluczowe. Zawsze wspominasz w tym kontekście Olivera Kahna.
Tak, zwłaszcza ze względu na jego mentalność. Nigdy się nie załamał, bez względu na to, co robił. Oczywiście obchodziły go błędy, ale nigdy nie dało się odczuć, że wpływało to na niego osobiście. Ja też tak to widzę, to, co przydarza się w życiu, to jedna sprawa, a to, co dzieje się w piłce, to druga.
Tak silną mentalność ma się od urodzenia czy to efekt pracy? Miałeś ją od dziecka?
Nie zmieniłem się. Każdy w swoim zawodzie popełnia błędy, ale trzeba myśleć pozytywnie, skupić się na tym, co zrobiło się dobrze. Gramy w trzech rozgrywkach, a mecze są co trzy-cztery dni, więc nie można myśleć przez cały dzień o błędach, które się popełniło, bo później przychodzi rywal, który też jest wymagający. Każdy mecz wiele kosztuje, każdy wymaga koncentracji. Dlatego ja zawsze patrzę do przodu.
Jedną z twoich zalet jest zdolność do gry w sytuacjach sam na sam. Ze względu na ustawienie ciała przypominasz bramkarza w piłce ręcznej lub piłce halowej. Trenowałeś te dyscypliny?
[Śmieje się, jakby nigdy o tym nie myślał] To coś naturalnego. Każdy ma swój styl podczas wyjścia z bramki. Niektórzy zostają w miejscu, inni wychodzą wysoko. Jasper na przykład jest inny, nie jest ani lepszy, ani gorszy. Każdy ma swój styl.
Wydaje się, że Cillessen zaakceptował rolę drugiego bramkarza. Zaskoczyło cię jego podejście?
Nie, ponieważ mamy świetną relację, bardzo profesjonalną. Wyobrażam sobie, że nie jest to dla niego łatwa sytuacja, ale radzi sobie z nią doskonale. Szacunek jest bardzo ważny w futbolu, a on jest pełen szacunku. Bardzo to doceniam, ponieważ widzę, jak mnie traktuje i próbuję mu się za to odwdzięczyć. Jeśli on gra w Pucharze Króla, staram się być w 100% za nim, tak jak on jest za mną.
Z jakiego aspektu twojej gry mógłby zaczerpnąć Cillessen, jaka jego cecha robi na tobie największe wrażenie?
Każdy bramkarz ma swoją własną tożsamość: Neuer, Jasper, Claudio Bravo, Oblak… każdy ma swój styl. Oblak np. jest zupełnie inny ode mnie, ponieważ występuje w drużynie, która ma kompletnie inny styl gry. Gra na spektakularnym poziomie, ale jest zupełnie inni niż ja. Barça potrzebuje konkretnego typu bramkarza, a Atlético innego.
Kogo uważasz za najlepszego bramkarza na świecie?
Jest kilku, którzy są na wspaniałym poziomie, ale to musi zostać ocenione na koniec sezonu. Wiele zależy również od zawodników, których ma się przed sobą. W tym sensie my radzimy sobie bardzo dobrze, nie przegraliśmy jeszcze meczu w LaLidze i Lidze Mistrzów, a to czyni nas silniejszymi. Pod względem defensywnym pracujemy doskonale. Wiemy, co mamy robić, i jest to zasługą trenera.
Niewielu bramkarzy jest jednak tak kompletnych jak ty.
[Uśmiech] Dziękuję. Każdy klub ma swój pomysł na grę. Gdybym występował w innej drużynie, nie byłbym taki sam. Na przykład Buffon gra w Juventusie i jest spektakularny, ale gdyby występował w innym zespole, byłby innym typem bramkarza. Wszystko zależy od potrzeb danej drużyny, w niektórych może grać każdy rodzaj golkipera.
Jaki wpływ miała praca z trenerem bramkarzy José Ramonem de la Fuente? Jak zaczęła się twoja współpraca z nim?
Odkąd tu przybyłem, rywalizacja z Claudio Bravo nie była łatwa, ani dla niego, ani dla mnie. Dela zawsze traktował to naturalnie i pozostawał neutralny. Teraz nasza relacja jest spektakularna, a on może mi powiedzieć wszystko, nawet negatywne rzeczy. Wie, że jestem inny niż Jasper i wie, jak to ocenić i traktować. Zawsze trzeba znaleźć sposób na poprawę i to wychodzi mu bardzo dobrze.
Jak to jest trenować razem z Leo Messim? Co jest najtrudniejsze, żeby stawić mu czoło jako bramkarz?
Jest bardzo inteligentny i wie doskonale, gdzie umieścić piłkę. Czasem dziennikarze mówią, że bramkarze mogą zrobić trochę więcej, kiedy grają przeciwko Messiemu, ale ja widzę, jak to wygląda na każdym treningu. Nie ma znaczenia, gdzie się ustawisz, zawsze strzeli ci w drugim kierunku. Jest bardzo inteligentny, wielu zawodników strzela dla samego strzału lub żeby pozbyć się piłki. On oblicza to w specjalny sposób. Czasem strzał wydaje się delikatny i łatwy do zatrzymania, ale tak nie jest.
Mierzyłeś się również z Cristiano. Co ich różni?
Nie można ich porównywać. Osobiście uważam, że Leo jest lepszy, ponieważ żyje futbolem, rozumie go jak nikt inny i to czyni go wyjątkowym. Cristiano jest świetnym piłkarzem i wykonał wiele pracy, żeby znaleźć się w tym miejscu, w którym jest, ale Leo to Leo. Jestem zachwycony, że nie muszę rywalizować z Messim w meczach, a Cristiano jest jednym z najlepszych napastników, z którymi się mierzyłem.
Piqué przyznał, że kiedyś bolało go to, że nie został jednym z kapitanów. Dlaczego uważasz, że w tym czasie nie został wybrany przez swoich kolegów?
Dla mnie to oczywiste, że ma profil kapitana. Ma osobowość, której potrzebuje klub i drużyna. Wiemy, że nie ma znaczenia, kto nosi opaskę. Mamy Andrésa, o którym nie trzeba rozmawiać, wszyscy wiemy, jaki jest. Piqué jest jednym z liderów, nawet gdy nie nosi opaski.
W tym sezonie Ernesto Valverde zastąpił na stanowisku trenera Luisa Enrique. Jakie masz z nim relacje?
Bardzo dobre. Jest bardzo bezpośredni i to mi się podoba, ponieważ w ten sposób wiele się uczę. Luis Enrique również taki był, zawsze był bardzo szczery w relacjach ze mną i sprawił, że stałem się lepszym bramkarzem niż byłem wcześniej. Pozwolił mi zrozumieć inny sposób gry. Powiedział mi to w rozmowie twarzą w twarz i to było ważne. Takie rzeczy sprawiają, że stajesz się lepszy. Teraz Valverde czyni podobnie.
Mówiłeś o tym, że Luis Enrique miał duże znaczenie, żebyś mógł zrozumieć styl Barcelony. W jakich aspektach miał największy wpływ?
Przede wszystkim w rozumieniu gry. Odbyliśmy razem kilka rozmów. On ma inną wizję, ponieważ był pomocnikiem, ale sprawił, że jestem lepszy w tych małych aspektach, które pozwoliły mi się rozwijać.
Gerard Piqué powiedział, że to może być wspaniały sezon. Podzielasz jego odczucia odnośnie sięgnięcia po tryplet?
Jesteśmy w świetnym momencie. Musimy utrzymać ten poziom koncentracji, wygrywać w każdym meczu i prezentować się dobrze w Lidze Mistrzów, ponieważ tam wszystko zależy od dwóch spotkań. Czasem wystarczy jeden słabszy pojedynek, co przeżyliśmy w poprzednim sezonie, gdy w dwóch starciach straciliśmy odpowiednio trzy i cztery gole. Trzeba być skoncentrowanym w 100%. To jeden z tych sezonów, w których pojawia się okazja do zdobycia trofeów. I chcemy to uczynić. W LaLidze mamy sporą przewagę i chcemy, żeby tak zostało.
Jesteś spokojniejszy w tym sezonie z systemem 4-4-2?
Kto powiedział, że to 4-4-2? [śmiech] Mamy bardzo interesujący system i adaptujemy się do niego. Zmiany odbywają się nawet w obrębie jednego meczu.
Widzisz się w Barcelonie za 10 lat?
Nigdy nie wiadomo. Zdrowie jest najważniejsze. Jeśli będę miał szczęście i będą mnie omijać kontuzje, wówczas oczywiście może być tak, że będę tu kilka lat dłużej. Tego chcę i na to liczę.
Dla piłkarzy zakończenie kariery jest jednym z najtrudniejszych momentów. Myślałeś już o tym?
Trzeba mieć na uwadze ten temat, oczywiście. Daj mi jednak trochę czasu, następnym razem, gdy będziemy rozmawiać, powiem ci to. [śmiech] Nigdy nie wiadomo, może być tak, że za sześć czy siedem lat będę myślał o innych rzeczach.
Komentarze (18)