Zachować przewagę w obliczu El Clásico

Daniel Olbryś

10 grudnia 2017, 12:20

34 komentarze

Villarreal CF

VIL

Herb Villarreal CF

0:2

Herb Villarreal CF

FC Barcelona

FCB

  • 72' Luis Suárez 
  • 83' Lionel Messi 

Ostatnie dwa tygodnie rozgrywek Primera División były dość... niespodziewane. Kiedy po remisie Barçy z Celtą na Camp Nou wielu wieściło, że oto nadszedł moment odrabiania punktów i ponownej walki o mistrzostwo, swój mecz przegrała Valencia (0:1 z Getafe, grającym przez ponad 2/3 meczu w dziesiątkę) zaś Real Madryt bezbramkowo zremisował w Bilbao. Jedynie Atlético nie zawiodło i zniwelowało pewną część straty do lidera. Wczoraj zaś mocno osłabiony (szczególnie w defensywie) zespół z Madrytu niespodziewanie "przejechał się" po Sevilli, zaś Valencia nie bez kontrowersji pokonała Celtę Vigo 2:1. W obliczu tych wyników oraz wiedzy, że kolejne potknięcia mogą już nie uchodzić Barcelonie płazem, podopieczni Ernesto Valverde jadą do Vila-Real, by zmierzyć się z ekipą Żółtej Łodzi Podwodnej. Początek spotkania na Estadio de la Ceramica o 20:45.

Słabe wyniki bezpośrednich rywali Barçy sprawiły, że zeszłotygodniowa wpadka z Celtą została przez wielu fanów przyjęta dość naturalnie. Oczywiście, każdemu może zdarzyć się słabsze spotkanie, problem w tym, że tak słabej gry defensywnej w wykonaniu Blaugrany nie widzieliśmy chyba od czasu sierpniowego Superpucharu z Realem Madryt. Gdy dodamy do tego kontuzję Samu Umititiego, który wypadł na ok. 1,5-2 miesiące, oraz coraz głośniejsze wypowiedzi Mascherano o chęci opuszczenia Camp Nou, w defensywie objawia nam się obraz klęski. Na tę chwilę jedynymi zdrowymi stoperami w pierwszym zespole są chimeryczny Gerard Piqué oraz "szklany" Thomas Vermaelen. Nieco lepszych wiadomości zaczyna za to dostarczać nam atak: odblokował się Luis Suárez, również Paco Alcácer gdy tylko wchodzi na boisko trafia do siatki. Dodając do tego równą dyspozycję Leo Messiego, który po odejściu Neymara jest w zasadzie jedynym kreatorem gry, na linię ataku Barçy można patrzeć z umiarkowanym optymizmem, zgodnie z zasadą "na pewno coś wpadnie". Pytanie tylko, czy tak będzie w starciu z Villarrealem?

Ekipa Submarino Amarillo nie rozpoczęła tych rozgrywek najlepiej. Pierwsze dwa spotkania w tym sezonie kończyły się porażkami podopiecznych Frana Escriby, który mimo w miarę szybkiego wyjścia z dołka stracił pracę po dość wstydliwym 0:4 z Getafe. Nowym szkoleniowcem Villarrealu został Javier Calleja, pod którego wodzą drużyna spisuje się raz lepiej, raz gorzej. W tym wypadku zadziałał chyba efekt nowej miotły, gdyż zaraz po jego zatrudnieniu drużyna wygrała trzy kolejne spotkania, jednak w listopadzie w lidze wygrała tylko raz. Ostatnie dwa mecze to pewna klamra, spinająca mocno przeciętny sezon w wykonaniu Villarrealu. Tak czy inaczej, drużyna ta zajmuje obecnie szóste miejsce w tabeli (ze sporą stratą do piątej Sevilli) i na pewno będzie kontynuowała walkę o europejskie puchary.

Jeśli chodzi o sytuację kadrową, to w obu ekipach nie brakuje kontuzjowanych. W Barçy wciąż poza grą pozostają Mascherano, Dembélé, Turan i Rafinha, zaś w ekipie Villarrealu zabraknie Bruno, Rubena Semedo i Andrésa Fernándeza. W ostatniej chwili ze składu Submarino Amarillo wypadli również Carlos Bacca i Pedro Fornals. Do składu Blaugrany na dobre wrócili za to kontuzjowani przez cały listopad Sergi Roberto i André Gomes, możemy się zatem spodziewać zobaczenia kogoś z tej dwójki na placu gry.

Nie ulega wątpliwości, że mimo słabszej postawy Villarrealu w tym sezonie nadal jest to groźny rywal dla Barçy, zwłaszcza na swoim terenie. Wystarczy przypomnieć pojedynek z zeszłego sezonu na Estadio de la Ceramica, gdy dopiero w ostatniej minucie pieknym strzałem z wolnego Leo Messi doprowadził do remisu. Piłkarze Ernesto Valverde muszą zatem mieć się na baczności, zwłaszcza że pozostały już niecałe dwa tygodnie do hitu tej rundy, czyli El Clásico na Santiago Bernabéu. Warto byłoby zachować co najmniej pięcio/sześciopunktową przewagę nad rywalami do tytułu, tym bardziej w obliczu niełatwego miesiąca, jakim zawsze dla Barçy jest styczeń. Wszystko pozostaje jednak w nogach Leo Messiego i spółki. Vamos!

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (34)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze