Po zaciętej walce do ostatnich minut spotkania Barça zremisowała z Celtą Vigo 2:2 po trafieniach Leo Messiego i Luisa Suáreza. Dla gości bramki zdobyli Iago Aspas oraz Maxi Gómez. Drużyna z Camp Nou może mówić o sporym pechu, gdyż sędzia nie uznał jednej bramki Luisa Suáreza po domniemanym spalonym, zaś przy trafieniu gości na 2:2 kontuzji doznał filar obrony Blaugrany Samuel Umtiti.
Przed meczem Ernesto Valverde nie zdecydował się na zbytnią żonglerkę składem, stawiając na sprawdzoną jedenastkę. Jedynymi nowościami byli Paulinho jako zawodnik grający za plecami Suáreza i Messiego oraz wracający na prawą obronę Sergi Roberto. Z kolei w ekipie Celty zaskakiwać mógł Wass, który z pomocy przeniósł się na prawą obronę.
Początek meczu naznaczony był dużym chaosem z obu stron. Pierwsza do głosu doszła Celta, która starała się wykorzystywać przestrzenie za plecami obrońców Blaugrany i trzeba przyznać, że robiła to całkiem nieźle. Barça z kolei wyglądała na ospałą, jak gdyby granie o 13 było dla niej karą po piątkowych imprezach. Wystarczył więc moment zagapienia i źle ustawiona linia spalonego w 20. minucie meczu, by prostopadła piłka trafiła do Iago Aspasa, a ten popędził sam na sam z ter Stegenem. Co prawda strzał Maxiego Gómeza z najbliższej odległości Niemiec wspaniale obronił, ale przy dobitce nadbiegającego Aspasa był już bezradny i Barça musiała odrabiać straty.
Stracony gol podziałał na Barçę niczym płachta na byka - po remisie na Mestalla Leo Messi i spółka nie mogli sobie pozwolić na kolejną stratę punktów. Wystarczyły dwie minuty i już był remis. Akcję z Suárezem znakomicie rozegrał Paulinho, Urugwajczyk w swoim stylu pogubił się w przyjęciu prostopadłej piłki, ta spadła jednak pod nogi Leo, który posłał ją do bramki między nogami golkipera Celty. Na wyrównaniu się nie skończyło, gdyż Barça grała jak nakręcona i z każdą minutą stwarzała coraz większe zagrożenie. W 27. minucie mogło (i powinno) być 2:1, gdyż Suárez po podaniu Messiego między liniami trafił do bramki. Sędzia postanowił jednak pozostać wierny zasadzie "bramka to jeszcze nie gol" i odgwizdał spalonego. Blaugrana wciąż napierała, zaś momentami ekipa Celtinas wręcz nie istniała. Znakomite okazje mieli Paulinho (strzał głową) oraz Messi (trafił w słupek). Do przerwy gospodarzom nie udało się jednak wyjść na prowadzenie.
W drugiej połowie doszło do szybkiej zmiany - Andrésa Iniestę w 53. minucie zastąpił Denis Suárez. Celta ewidentnie poukładała grę i świetnie ustawiała się w obronie, przez co Barça miała problemy z zawiązaniem jakiejkolwiek akcji bramkowej. W 62. minucie wszystko się jednak posypało (a przynajmniej tak mogło się wydawać). Linię spalonego złamał Pione Sisto, Messi prostopadle wypuścił skrzydłem Jordiego Albę, ten zaś na centymetry dograł do Luisa Suáreza, który wreszcie zdobył upragnioną bramkę. I kiedy wydawało się, że Duma Katalonii nie wypuści już tego prowadzenia do końca spotkania, w pojedynku biegowym przy linii bocznej za mięsień dwugłowy złapał się Samuel Umtiti. Z kontuzji obrońcy Barçy skorzystał Iago Aspas, który pomknął w pole karne, dograł do Maxiego Gómeza, a ten mimo trzech obrońców na linii skierował piłkę do bramki.
Taki stan rzeczy nie odpowiadał drużynie z Camp Nou, która szukała kolejnego trafienia. W 75. minucie rzut wolny świetnie rozegrali Sergi Roberto z Messim, ten ostatni prostopadłym podaniem odnalazł Piqué, jednak stoper Barçy trafił... w słupek. Dziewiętnasty słupek w tym sezonie, według informacji komentatorów Eleven... Ostatnie minuty to już wybitnie perfidna gra na czas i złośliwe faule zawodników Celty, którzy w ostatnim kwadransie zobaczyli aż cztery żółte kartki. Co z tego jednak, skoro Blaugrana tego dnia była wybitnie na bakier ze skutecznością. W 95. minucie piłkę meczową z rzutu wolnego miał Leo Messi, jednak trafił w mur. Chwilę później sędzia zakończył spotkanie i strata punktów w drugim meczu z rzędu stała się faktem.
Trudno jednoznacznie określić przyczynę kolejnej wpadki Barçy. Duża wina stoi po stronie arbitrów, którzy spisywali się poprawnie, jednak w kluczowym momencie nie potrafili poprawnie ocenić spalonego. Inną kwestią była natomiast sama gra Barçy. O ile pierwsza połowa, tak jak w meczu z Valencią, mogła napawać optymizmem, o tyle w drugiej sytuacja totalnie wymknęła się Blaugranie spod kontroli. Nie można być zadowolonym z postawy defensywy, która dopuszczała do wielu groźnych sytuacji pod bramką ter Stegena. Miejmy nadzieję, że kontuzja Umtitiego nie okaże się zbyt poważna, gdyż ostatnią rzeczą, jakiej życzyliby sobie culés, byłoby osłabienie wąskiej kadrowo linii defensywnej. Na koniec dochodzi też pech: dwa słupki po klarownych sytuacjach i niezliczona ilość chybionych o centymetry zagrań czy strzałów. To może frustrować. Nie ma jednak nad czym się zastanawiać. Przewaga w lidze wciąż jest relatywnie wysoka, zaś nadchodzące tygodnie pełne są ekscytujących wyzwań. Pierwsze z nich już za tydzień, gdy Barça odwiedzi zawsze trudny teren, jakim jest Estadio de la Ceramica w Vila-Real.
Komentarze (592)