Nieoczekiwany bohater

Daniel Olbryś

4 listopada 2017, 19:47

512 komentarzy

FC Barcelona

FCB

Herb FC Barcelona

2:1

Herb FC Barcelona

Sevilla FC

SFC

  • Paco Alcacer 23', 65'
  • 59' Guido Pizarro 
  • Sobota, 4 listopada 20:45
  • Camp Nou
  • Eleven

Po kolejnym meczu bez błysku i większego elementu zaskoczenia Barça pokonała Sevillę na Camp Nou 2:1. Obie bramki dla Dumy Katalonii zdobył Paco Alcácer, z kolei dla przyjezdnych trafił Pizarro. Całkiem niezła (choć nieskuteczna) pierwsza połowa w wykonaniu Barçy została nieco przysłonięta przez bezbarwne drugie 45 minut. Ostatecznie udało sie jednak osiągnąć cel i kolejne ważne ligowe punkty zostają na Camp Nou.

Ernesto Valverde zaskoczył wyjściową jedenastką. Tym razem zamiast Deulofeu czy Denisa Suáreza na plac boju szkoleniowiec posłał bowiem Paco Alcácera, który, wydawałoby się, już dawno stracił jakiekolwiek szanse na odbudowanie swojej pozycji w drużynie. Jak miało się okazać, było to jednak strzał w dziesiątkę.

Barça rozpoczęła ten mecz z wysokiego C. Już na samym początku z nieco ponad dwudziestu metrów z wolnego próbował Messi, trafił jednak w mur. Po chwili Argentyńczyk świetnie odnalazł się po lewej stronie boiska, dograł w pole karne, jednak strzał Busquetsa został zablokowany w ostatniej chwili. Również nieskuteczny ostatnimi czasy Luis Suárez dostał świetną piłkę za plecy obrońców, lecz jego próba lobowania bramkarza gości okazała się zupełnie nieudana. Sevilla momentami wyglądała na drużynę absolutnie zagubioną i jak na dłoni widać było, że gracze Toto Berizzo nie są w najlepszej dyspozycji. Potwierdziła to bramka dla Barçy w 23. minucie spotkania: dalekie podanie od Luisa Suáreza źle przyjął Escudero, wystawiając piłkę jak na patelni Paco Alcácerowi. Były gracz Valencii nie mógł zmarnować takiej okazji i spokojnie skierował piłkę do siatki. Dalsza część pierwszej połowy to więcej walki w środku pola, indywidualnych błędów i niedokładności. Lepiej odnajdywała się w tym wszystkim Barca, która górowała taktycznie i optycznie nad rywalem. Nikt nie zdziwiłby się, gdyby wynik do przerwy brzmiał 3 albo 4:0. Tak się jednak nie stało i Blaugrana do szatni schodziła z zaledwie jednobramkową przewagą.

Powiedzieć, że na drugich 45 minut wyszła odmieniona Sevilla byc może byłoby przesadą, jednak z pewnością coś w grze piłkarzy ze stolicy Andaluzji drgnęło. Już na początku dwie świetne okazje miał Luis Muriel, jednak obie wyraźnie zmarnował. Strzelać na bramkę ter Stegena próbował również Sarabia, również jednak niecelnie. Nadeszła w końcu 59. minuta i rzut rożny dla Sevilli. Po mocnym dośrodkowaniu Banegi piłkę do siatki skierował Pizarro, ubiegając nieco spóźnionego w tej sytuacji Gerarda Piqué. Na Camp Nou zapanowała konsternacja, gdyż czas upływał, a przeciwnik zdawał się nabierać wiatru w żagle. Na szczęście Barça przebudziła się po 15-minutowej drzemce na początku drugiej połowy. Najpierw groźnie z dystansu w poprzeczkę huknął... Piqué (chyba próbując naprawić swój błąd), zaś w 65. minucie po precyzyjnej wrzutce Rakiticia z prawej strony nogę dostawił Paco Alcácer i ponownie dał swojej drużynie prowadzenie. W nagrodę... został on zdjęty z boiska, zaś w jego miejsce pojawił się Deulofeu. Messi i spółka chcieli iść za ciosem, jednak wyraźnie brakowało dokładności i lepszego podejmowania decyzji. Strzał Suáreza z bliska został zablokowany, próbę Messiego obronił bramkarz, zaś indywidualny rajd Rakiticia zakończył się niepodyktowanym rzutem karnym (choć opinie na ten temat mogły być różne). Gdy dodamy do tego mnóstwo fauli i nieprecyzyjnych zagrań oraz (jak zwykle) dyskusyjne decyzje sędziego, otrzymujemy obraz meczu niezbyt atrakcyjnego do oglądania. Na szczęście Sevilla nie zaprezentowała pod koniec nic nadzwyczajnego i trzy punkty zostały w stolicy Katalonii.

Po kolejnym "wymęczonym" zwycięstwie wielu culés zadaje sobie zapewne pytanie: jak długo jeszcze będzie nam się to udawać? Barça znów nie pokazała wielkiego futbolu, a zwycięstwo zawdzięcza przywróconemu "do żywych" Paco Alcácerowi, który dwa razy znalazł się w odpowiednim miejscu. Grę drużyny po raz kolejny "nakręcał" Messi, Suárez irytował złymi decyzjami i marnowaniem kolejnych sytuacji, zaś powracający po kontuzji Iniesta potrzebuje czasu na odzyskanie właściwego dla siebie rytmu. Dodając do tego kontuzje Dembélé, Sergiego Roberto i André Gomesa wyłania nam sie obraz ekipy, która swoje mecze wygrywa "mimo", a nie "dzięki" czemuś. Cieszyć może dobre ustawienie zespołu w defensywie, jednak z przodu Barçy zdecydowanie brakuje ikry. Zobaczymy czy wystarczy to na rywali pokroju Valencii czy Juventusu, z którymi mecze zbliżają się wielkimi krokami. Na razie jednak czeka nas przerwa reprezentacyjna, która może dać czas na poukładanie pewnych spraw zarowóno trenerowi, jak i piłkarzom. Przy obecnej dyspozycji Blaugrany może być to kluczowy okres w perspektywie dalszej części sezonu.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (512)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze
« Powrót do wszystkich komentarzy