Do przerwy Barcelona prowadzi z Athletikiem 1:0 po golu Leo Messiego. Na Sam Mamés oglądamy rewelacyjne zawody, gdzie obie drużyny miały swoje sytuacje na gola.
Od początku Ernesto Valverde postawił na zabezpieczenie środkowej części boiska, wystawiając aż czterech nominalnych pomocników (Busquetsa, Rakiticia, Paulinho oraz André Gomesa). Kolejny raz szkoleniowiec Barçy nie dał szansy Nélsonowi Semedo, a w miejsce Portugalczyka pojawił się Sergi Roberto.
Barcelona od pierwszej minuty przejęła inicjatywę w jaskini Lwów, ale z tej przewagi niewiele wynikało. Niemrawe ataki z łatwością były przerywane przez defensywę Athletiku. W 6. minucie pierwszy groźniejszy strzał zza pola karnego oddał Leo Messi, ale uderzył prosto w Kepę.
Po dziesięciu minutach pierwszą groźniejszą akcję przeprowadzili gospodarze, ale tym razem po główce Aritza Aduriza skuteczną interwencją popisał się Marc-André ter Stegen. Niemiecki golkiper do znacznie poważniejszego wysiłku został zmuszony w 20. minucie, kiedy w fantastycznym stylu obronił sytuację sam na sam z Adurizem, potwierdzając, że w tym sezonie należy do ścisłej światowej czołówki bramkarzy. Z drugiej strony trudno zrozumieć, co w tej sytuacji robili obrońcy Barcelony.
Chwilę później mogliśmy się przekonać, że Barcelona w dalszym ciągu jest zdolna do magicznych kombinacji, a co najlepsze – w tych kombinacjach wyjątkowo dobrze czuje się Paulinho. Brazylijczyk idealnie znalazł na skraju pola karnego Luisa Suáreza, ten z pierwszej piłki odegrał do wbiegającego w jedenastkę Leo Messiego, a Argentyńczyk minimalnie się pomylił, trafiając w słupek. Co ciekawe to ósmy raz, kiedy któryś z zawodników Dumy Katalonii trafia w obramowanie bramki rywala, będąc pod tym względem zdecydowanym liderem La Liga.
Celownik Leo Messiego poprawił się w 37. minucie. Po raz kolejny mogliśmy podziwiać ładną kombinację w wykonaniu Barcelony (znów idealnie odnalazł się w niej Paulinho!), piłka wędrowała jak po sznurku, a na końcu podanie Jordiego Alby wykorzystał wbiegający w pole karne Leo.
W końcówce pierwszej połowy znów mogliśmy się przekonać jak dobrze Paulinho rozumie się z Leo Messim. Tym razem to Argentyńczyk świetnie znalazł w polu karnego Brazylijczyka, a strzał tego drugiego wylądował na poprzeczce bramki strzeżonej przez Kepę. Barcelona nie pierwszy raz miała dużego pecha. Ter Stegen, Paulinho oraz Leo Messi byli zdecydowanie najjaśniejszymi postaciami Dumy Katalonii w pierwszej części gry.
Druga połowa rozpoczęła się od okazji André Gomesa, ale Portugalczyk nie za bardzo wiedział co zrobić z piłką, co doprowadziło do tego, że szybko zabrał mu ją Leo Messi, ale z całego zamieszania ostatecznie nic nie wyniknęło.
W 53. minucie swoją okazję po rzucie rożnym miał Athletic, ale strzał Raúla Garcíi, podobnie jak w przypadku Paulinho w pierwszej połowie, zatrzymał się na poprzeczce bramki ter Stegena.
Po tej sytuacji Lwy wyraźnie poczuły krew, przejmując inicjatywę na boisku, ale obrona Barcelony wyciągnęła wnioski z 20. minuty, kiedy sam na sam z bramkarzem znalazł się Aduriz. W ministra obrony przemienił się – zresztą nie pierwszy raz w tym sezonie – Samuel Umtiti, który co chwila z godną podziwu pewnością przerywał ataki gospodarzy.
Po godzinie gry Barcelona kompletnie oddała gospodarzom pole gry. Piłkarze Dumy Katalonii nagle przestali się ruszać, notowali stratę za stratą i ograniczali się wyłącznie do przerywania ataków Athletiku. Środek pola, mimo obecności czterech pomocników, zamienił się w krater, gdzie Lwy miały bardzo dużo swobody. Kiedy w pierwszej połowie oglądaliśmy troszkę magii i chwilami naprawdę dobrą grę Barçy, to w drugiej wszystko zamieniło się w chaos, chaos i jeszcze raz chaos.
W 85. minucie Barcelonę po raz kolejny uratowała znakomita interwencja ter Stegana po strzale głową Raúla Garcíi. Niemiec bez wątpienia zasłużył na miano zawodnika meczu.
W doliczonym czasie gry Barcelona zadała ostateczny cios. Leo Messi wyprowadził kontraatak trzech na dwóch, znalazł wolnego Luisa Suáreza, strzał Urugwajczyka Kepa jeszcze był w stanie obronić, ale w przypadku dobitki Paulinho był już bezradny.
Dziwny to był mecz. Dwie połowy, dwie kompletnie inne drużyny. W pierwszej części mieliśmy trochę magii ze strony Barcelony, natomiast w drugiej podopieczni Ernesto Valverde oddali inicjatywę rywalom, prezentując się bardzo słabo. Athletic miał swoje okazje, w drugiej części gry był znacznie lepszy od Dumy Katalonii, ale znakomita postawa ter Stegena (dwie światowej klasy interwencje!) sprawiła, że Baskowie nie zamienili tej dominacji na coś konkretnego.
Barcelona pokonuje w baskijsko-katalońskim klasyku Athletic 2:0, notując niemal perfekcyjny ligowy start. Trzy punkty na Sam Mamés zawsze warto docenić.
FC Barcelona: ter Stegen – Sergi Roberto, Piqué, Umtiti, Alba – Sergio, Paulinho, Rakitić, André Gomes (83’ Semedo) – Luis Suárez, Messi
Niewykorzystani rezerwowi: Cillessen, Digne, Oriol Busquets, Denis Suárez, Alcácer, Deulofeu
Athletic: Kepa, Eneko Bóveda, Laporte, Núñez, Lekue - San José (67’ Beñat), Iturraspe, Córdoba, Raúl García - Iñaki Williams (83’ Susaeta), Aduriz
Niewykorzystani rezerwowi: Iago Herrerín, Enric Saborit, Etxeita, Mikel Rico, Sabin Merinoo
Komentarze (424)