Dziennikarz katalońskiego Sportu Joan Vehils opisał dokładnie wewnętrzne problemy, z jakimi boryka się zarząd FC Barcelony. Vehils przanalizował także releacje klubu z władzami Katalonii oraz katalońskimi mediami. Zapraszamy do lektury artykułu, jaki pojawił się dziś na łamach Sportu.
Bartomeu nie jest zadowolony z pracy swoich podwładnych ani nie akceptuje zachowań niektórych członków zarządu. Prezydent chciałby odnowić skład zarządu, ale to nie jest od niego zależne. Nie może ich wyrzucić, jeśli sami nie podadzą się do dymisji, bo zabrania tego statut. Problem stanowi również czwórka wiceprezydentów. Bartomeu wie, że zawodnicy (z Messim na czele) nie mogą nawet patrzeć na odpowiedzialnego za obszar sportowy Jordiego Mestre. On sam pogrążył się ostatnio, zapewniając, że Neymar zostanie w klubie na 200%. Manel Arroyo już się wycofał i od miesięcy nie pełni funkcji wiceprezydenta. Bartomeu szanuje Jordiego Cardonera, ale wie, że jego obsesją jest objęcie posady prezydenta klubu i to często przeszkadza. Tym, którego Josep Maria najbardziej słucha, jest Carles Vilarrubi. Z pewnością dlatego, że to podobno jeden z nielicznych, który mówi prosto w twarz to, co myśli.
Tego lata Bartomeu był też w częstym kontaktcie z Javierem Bordasem. Członek zarządu odpowiedzialny za obszar sportowy był kluczową postacią przy zakontraktowaniu niektórych zawodników. W klubie niektórzy wskazują go jako możliwego następcę Mestre na stanowisku wiceprezydenta obszaru sportowego. Prawdą jest, że Bartomeu docenia również pracę Joana Bladé, Paua Vilanovy, Josepa Ramona Vidala-Abarki i innych członków zarządu, ale nie jest zadowolony z niektórych osób, które ostatnio do niego dołączyły. Jego pierwsze próby pozyskania nowych członów zarządu nie zakończyły się sukcesem. Dowodem na to jest fakt, że sam Bartomeu pełni ciągle funkcję wiceprezydenta ds. finansowych. Od odejścia Susany Monje nie potrafił znaleźć nikogo na jej miejsce. Kilka lat temu ludzie płacili, aby pracować w zarządzie Barcelony. Teraz nie chcą tego robić nawet za pieniądze.
Konspiracja polityczna?
W Barcelonie dużo się mówi ostatnio o przyjaźni prezydenta Generalitat Carlesa Puigdemonta z byłym prezydentem Barçy Joanem Laportą. Osoby, które są blisko Bartomeu, twierdzą, że Puidgemont pomoże Laporcie odzyskać stanowisko prezydenta klubu, bo z nim u władzy Barça dużo bardziej stanowczo opowiadałaby się za niepodległością Katalonii. Ta pogłoska krąży po Barcelonie, choć źródła zbliżone do Puidgemonta zapewniają, że ma on tyle otwartych frontów, że nie ma zamiaru teraz zajmować się jeszcze klubem. W sierpniu Puidgemont i Laporta spotkali się w domu dziennikarz Pilar Raholi, ale ani słowem nie rozmawiali o FC Barcelonie. To prawda, że obaj panowie się przyjaźnią, lecz od przyjaźni do konspiracji przeciwko Bartomeu jest daleka droga. Inną osobą, która stanowi problem dla zarządu, jest Jaume Roures, właściciel Mediapro. Wytoczył on proces Rosellowi, przyjaźnił się z Cruyffem i Laportą, jest powiązany z Manchesterem City i prowadzi potężny biznes.
Konspiracja dziennikarska?
Opublikowanie przez TV3 informacji o nieprawidłowościach przy odsprzedaży miejsc socios na stadionie przez FC Barcelonę doprowadziło do bezprecedensowego konfliktu autonomicznej telewizji z klubem. Nigdy wcześniej relacje między Barçą a TV3 nie były tak złe. Telewizja zapewnia, że zerwanie kontaktów z klubem jest konsekwencją niedotrzymania umów ze strony Barcelony. W klubie uważa się jednak, że istnieje pewna konspiracja, na czele której stoi Vincent Sanchís, dyrektor stacji oraz osoba bliska Laporcie. Sanchís pełnił rolę dyrektora Barça TV w czasach Laporty i zawsze krytycznie wypowiadał się na temat Rosella i Bartomeu. Bez wątpienia dla Barcelony ważne jest, by mieć blisko siebie takie katalońskie media jak TV3 czy Catalunya Radio. Być może dlatego w tym tygodniu starano się poprawić relacje z nimi.
Niepewna przyszłość
Bez względu na dużą liczbę prawnych problemów Bartomeu zdaje sobie sprawę, że wyniki sportowe mogą ocalić jego głowę. Jednak prezydent powinien dokonać refleksji na temat regularnej utraty wsparcia mediów, osób znaczących w katalońskiej społeczności oraz kibiców. Bez wątpienia coś zrobił nie tak. Wygrał wybory bez większych problemów, bo drużyna zdobyła tryplet, konkurencja nie była mocna, a swoim sposobem bycia wzbudzał zaufanie. Jednak trzeba dokonać refleksji, skoro podczas prezentacji Dembélé kibice krzyczeli, by podał się do dymisji.
Jego ludzie mogą wciąż twierdzić, że nie trzeba nic robić, a to wszystko to tylko polityczno-dziennikarska konspiracja. Mogą również stawić czoło problemowi u podstaw. Jeśli zrobią to pierwsze, być może w niedalekiej przyszłości Bartomeu i jego zarząd będą musieli pożegnać się z klubem. Jeśli natomiast przeanalizują problemy, być może uda im się przetrwać. Nie jest to łatwe, ale możliwe. Trzeba uderzyć się w pierś, wprowadzić zmiany, a Bartomeu musi stać się znowu tym Bartomeu z pierwszych lat pracy w klubie. Wtedy może wydarzy się cud i będzie w stanie wypełnić mandat.
Komentarze (72)