Fanfiction: Życie po śmierci

Sylwia Ruła

4 sierpnia 2017, 22:12

własne

62 komentarze

Chwilami bardzo mocno żałuję, że wraz z zakończeniem sezonu moje wspomnienia związane z piłką nożną nie idą w zapomnienie. Być może wtedy mogłabym bardziej ekspresyjnie reagować na kolejne rozstrzygnięcia boiskowe, martwić  się formą klubów na początku rozgrywek, cieszyć na nowo z każdej sztuczki technicznej. Być może wtedy transfer Neymara mógłby mnie zdziwić, zezłościć i wpędzić w panikę w kontekście przyszłości klubu. Niestety, a może i „stety”, nic takiego nie ma miejsca.

Odejście z Barcelony jednego z najlepszych zawodników na świecie wciąż jest dla mnie sporą sensacją, jednak nie zaszokowało mnie tak, jak powinno. Warto pamiętać, że zanim Neymar został piłkarzem Dumy Katalonii (ba! nawet  zanim został piłkarzem), był Brazylijczykiem. Obywatelem kraju niezwykle rozwarstwionego społecznie, religijnie, etnicznie i ekonomicznie, spojonego w jedną całość od niespełna dwóch wieków. Właśnie w tym państwie na niezwykle podatny grunt padła koncepcja prostej gry zwanej piłką nożną, która z czasem stała się jednym z istotnych elementów kultury, zaś po kolejnych zdobytych mistrzostwach świata jednym z budulców tożsamości narodowej. Wspominam jednak o tym nie dlatego, by próbować deprecjonować decyzję Neymara, przywołując archetyp „przegranej kariery cudownego dzieciaka z Brazylii”. Jego pochodzenie jest o tyle ważne, że wskazuje na pewnien aspekt, którego ja także do niedawna nie uważałam za zbyt istotny. Mianowicie: nie wszędzie postrzega się piłkę nożną tak, jak w Europie. Europejczycy, z charakterystyczną dla siebie nutką snobizmu, ułożyli sobie wizję idealnej kariery piłkarskiej, która polega na spędzeniu całego życia, będąc przykutym do jednego klubu miłością ślepą i bezwarunkową. Jednak dyscyplina, będąca dla nas przede wszystkim grą podszytą lokalnym patriotyzmem dla Afrykanina będzie sposobem na wydostanie się z nędzy, dla Azjaty po prostu rozrywką, a dla Brazylijczyka? Spektaklem, sceną, na której powstają legendy na miarę bohaterów narodowych. Gdy Europejczyk mówi o świetnym piłkarzu, widzi gracza zespołowego, zdolnego do utrzymania ponad dziewięćdziesięcioprocentowej celności podań. Brazylijczyk widzi świetnego technicznie dryblera z ogromnym wachlarzem sztuczek. Tam, gdzie kibic Barcelony dopatruje się zdrady, szargania świętości i obrazy klubu, Neymar upatruje szansy na budowanie własnej legendy, godnej Ronaldo, Romario czy Ronaldinho. Wybrał do tego PSG, tak jak niegdyś Argentyńczyk Maradona Napoli, i sam zgodził się na to, by od teraz odbierać jego karierę zerojedynkowo. Od teraz wszystko, co nie będzie spaktakularnym sukcesem, zostanie potraktowane jako jego porażka.

Wbrew pozorom to, czy katalizatorem jego decyzji okazały się pieniądze, projekt sportowy PSG, czy mityczny „cień Messiego”, nie ma aż tak wielkiego znaczenia. Wszystko sprowadza się do jednego stwierdzenia: dla barcelońskiej jedenastki kariera Neymara-piłkarza nie jest jednoznaczna z karierą Neymara-piłkarza-Barcelony. Nawet jeśli wiąże się to z wielomilionowymi transakcjami i zamieszaniem w prasie, transfer do PSG jest wyłącznie decyzją zawodnika X o grze dla klubu Y i nie powinien być odbierany jako coś niemoralnego. Niemoralne jest projektowanie karabinów z myślą o długości przedramienia nastolatków. Tutaj mowa jest o piłce nożnej. Najbardziej wpływowej społecznie grze, ale wciąż tylko grze. Oczywiście wspomniany wyżej gracz X na nieszczęście dla nas jest trzecim najlepszym piłkarzem na świecie, a sama kwota klauzuli dwukrotnie przekroczy poprzedni rekord transferowy. Brak Neymara z pewnością będzie niepowetowaną stratą wizerunkową i marketingową, jednak sportową i instytucjonalną wcale być nie musi. Co więcej, przy odpowiednich przedsięwzięciach, będzie ją można przekuć w sukces.

Barcelona bije rekord kwoty sprzedaży zawodnika po raz piąty, jednak poprzednie przykłady prób radzenia sobie z pełną kieszenią i dziurą w zespole nie napawają optymizmem. Także i w tym przypadku można spodziewać się, że zwiedzione zapachem pieniędzy kluby z całego świata wielokrotnie zawyżą ceny zawodników, po których zgłosi się Blaugrana. Dla potencjalnych sprzedawców Barcelona śmierdzi desperacją. Dowcip polega na tym, by samemu nie dać się temu smrodowi odurzyć. Wszyscy, na czele z kibicami, spodziewają się po zarządzie chęci przykrycia odejścia Neymara „nazwiskami”. Owszem, młody, obiecujący skrzydłowy jest niezbędny w obecnej sytuacji, jednak tutaj „absolutne must have” się kończą. Dla samego Ernesto Valverde obecna sytuacja, oprócz tego, że jest z pewnością zakłóceniem w przygotowaniach do sezonu, jest też niesamowitą szansą. Kosmicznej wielkości budżet transferowy i odejście kluczowego zawodnika umożliwiają nowemu trenerowi stworzenie czegoś własnego. Co prawda nie można tego nazwać budowaniem zespołu od zera, jednak właśnie to „dobranie” dwóch czy trzech piłkarzy zadecyduje o stylu gry w erze Valverde. Jeśli Hiszpan postanowi, że do jego wizji pasują Dembele i Coutinho, ma wszelkie środki, by ich pozyskać. Jeśli uzna, że chce grać Deulofeu i Aleñą, także ma do tego prawo. Jeszcze nikt nie wygrał trofeów na papierze i nie stanie się tak teraz. Dopóki sezon nie dobiegnie końca Valverde ma u mnie czystą kartę. Jego decyzje, podobnie jak decyzje Neymara, będzie można ocenić dopiero w przyszłości, jakkolwiek niezrozumiałe mogłyby się wydawać na pierwszy rzut oka.

Jeśli chodzi o skutki rozbicia tria MSN, będą one możliwe do zneutralizowania tylko przez kolektyw. Nawet najlepszy skrzydłowy nie zastąpi Neymara 1 do 1, nie tylko sportowo, ale także pod względem poziomu zrozumienia z resztą napastników. Nie jest to możliwe od tak, z miejsca. Messi i Suárez bez przerwy szukali gry z Brazylijczykiem. Zawłaszcza w poprzednim sezonie dały znać o sobie wszelkie konsekwencje takiego układu. Nasz tercet był w stanie rozstrzygnąć na korzyść zespołu najbardziej beznadziejny mecz, to prawda, lecz niemal zupełnie znosił także ciężar zdobywania bramek z pozostałych zawodników. Boczni obrońcy byli rozleniwieni, pomocnicy niechętnie podejmowali ryzyko. Jeśli brak Neymara ma być możliwie mało zauważalny, w proces musi zaangażować się cała drużyna, nie tylko nowy skrzydłowy. Niezależnie od publicznych deklaracji, dla samych kolegów z szatni odejście Brazylijczyka jest ciosem zarówno sportowym, jak i mentalnym. Nie często zdarza się, by tak istotny zawodnik decydował się dobrowolnie opuścić Dumę Katalonii, dlatego też każda osoba związana bezpośrednio z klubem chciała dołożyć swoje trzy grosze w przekonaniu go do pozostania. Ci zawodnicy nie zwykli tkwić w marazmie po jakiejkolwiek porażce i mam głęboką nadzieję, że i tym razem obudzi się w nich sportowa złość i chęć udowodnienia mu pomyłki.

Z drugiej strony pozostaje także kwestia samych pieniędzy. 222 miliony euro to zbawienna kwota w rękach rozsądnego człowieka i przerażająca w rękach głupca. W przeszłości zarząd Barcelony aż nadto często miał w zwyczaju szczędzić grosza tam, gdzie nie trzeba, po czym wydawać miliony w posunięciach z góry skazanych na porażkę. To, co zrobią teraz, niepokoi mnie równie mocno jak każdego innego kibica. Umiarkowanym optymizmem może napawać fakt, że rządząca junta ma nad sobą widmo wotum nieufności, a niejednokrotnie udowodniła, że jeśli na czymś się zna, to na skutecznym trzymaniu się stołka. Umiejętne sprowadzenie i sprzedaż zawodników, zredukowanie długów za resztę kwoty, rozpoczęcie budowy stadionu i uniknięcie zaciskania pasa na czas jego budowy - tylko to może uratować głowy członków zarządu. Pomimo wszelkich antypatii, oby tym razem nie powinęła im się noga.

Teraz, na początku sierpnia, Barcelona ma wszystkie karty w ręku. Osiągała sukcesy na długo przed przyjściem do klubu Neymara i z pewnością będzie je osiągać na długo po jego odejściu. Gra toczy się jedynie o to, jak długo przyjdzie na nie poczekać.

Powiązane artykuły

Poleć artykuł

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.

Sylwia to autorka tego filozoficznego wywodu nic pouczającego nad kimś się należy rozpłakać chyba , że chodzi o wytatuowanego Neymara.

Świetny felieton! Błyskotliwy.

"Dopóki sezon nie dobiegnie końca Valverde ma u mnie czystą kartę"
Dopóki Neymar nie przejdzie do białych też ma u mnie czystą kartę!
Dobry artykuł! Dobra robota!

Fajny artykuł, napisany na chłodno - chyba teraz potrzeba tego wśród kibiców Barcy... Chociaż moim zdaniem to Barca jako klub troszkę sam "wyhodował sobie pieska, który teraz go pogryzł". Pogoń finansowa za Neymarem jeszcze jak ten grał w Santosie była ogromna. Ogromne pieniądze kładzione pod stołem dla niego i jego ojca już dawno utorowały im ścieżkę, że futbol to głównie pieniądze - tym bardziej kiedy jest się w pierwszej 10-tce najlepszych piłkarzy świata są to duże pieniądze. Rok temu premia 26mln za podpisanie nowego 5-letniego kontraktu, teraz ucieczka do PSG + nowy kontrakt i kolejna premia na "dzień dobry" za podpisanie kontraktu. Za 2-3 lata Dani Alves i Thiago Silva albo skończą kariery albo siądą na ławę i brak kolegów będzie kolejnym pretekstem. Neymar będzie mieć 28 lat i będzie w swoim prime'ie. I co dalej? Rozmawiamy z PSG o pensji rzędu 60mln czy licytujemy się z Manchesterem City? Pieniądze bądź też pogoń za nimi nigdy w sporcie nie budowały legend ani też tradycji (co najwyżej czasami udało im się zwyciężyć) a chowanie się za plecami chęci bycia nr 1 w obliczu wszystkich perypetii finansowych towarzyszących Neymarowi od początku kariery jest po prostu naiwne... Przy tym podejściu na końcu kariery Neymar nigdy nie będzie tą legendą piłkarską, którą staje się Messi bądź też CR7...

Pożegnaliśmy Puyola, pożegnaliśmy Xaviego niebawem nadejdzie czas Iniesty kim przy nich jest neymar. Puyol reprezentował charakter drużyny, Xavi był kwintesencją stylu, neymar jest tylko jednym z najlepszych piłkarzy.

Śmierć to będzie ewentualnie po zakończeniu kariery przez Messiego, a teraz to co najwyżej przeziębienie...

Witajcie,
Powiem Wam szczerze, bylem/jestem zły na Neymara za to, że odszedł. Ale sam nie wiem jak bym się zachował na jego miejscu, jednak ma się życie jedno, a w dzisiejszych czasach życie obraca się wokół pieniędzy. Nie wiem jak ja zachowalbym się otrzymując 10zl/h, a 20zl/h. Wiem, że to są słabe porównania bo jednak 15 mln czy 20 mln to nie wielka roznica, ale jednak ta różnica jest. Jedynie mogę życzyć Neyowi powodzenia, cieszę się że mogłem przeżyć Twój debiut w Gdańsku, jak się później okazało stworzyłeś razem z Messim i Suarezem najlepszy atak na świecie. Wasze relacje na boisku i poza nim (Nie wiem mam nadzieję to co było w prasie i to jak się żegnajcie jest prawda) jest przykładem dla najmłodszych. Będzie mi Ciebie brakować i nie będę mógł się przyzwyczaić do Twoich nowych barw klubowych.

Dziękuję za trypet, za wszystkie momenty radości, za remontade.. DZIĘKUJĘ ZA WSZYSTKO. Powodzenia w PSG.

Z jednej strony pogodziłem się z odejściem Neymara a z drugiej nadal nie mogę uwierzyć, że straciliśmy takiego gracza. Zastanawiam się dlaczego i przychodzi mi na myśl tylko jeden scenariusz, który postaram się przekuć na "ludzkie" realia

Przychodzimy do super firmy z mega tradycjami jako potencjalna gwiazda. Spotykamy tam super, gwiazdę. Uczymy się od niej dużo, staje się to nasz najlepszy kumpel. Oboje dajemy bardzo dużo firmie i osiągamy sukcesy i wygrywamy trofea. Z czasem nasz ziomek (który daje firmie prawie tyle samo) dostaje super podwyżkę - zarabia dużo więcej od ciebie. Z jednej strony rozumiesz, że to koleś który już dużo tutaj pracuje i niby zasłużył ale dlaczego Ty masz dostawać mniej jak dajecie w twoim ocenie tyle samo firmie. Pytasz szefa czemu tak to wygląda i czy jest szansa na podwyżkę, przecież robicie w sumie to samo. Niestety gwiazda jest tylko jedna i pomimo dobrego wynagrodzenia dostajesz znacznie mniej niż twój ziomek. Nagle pojawia się nowy pracodawca, który proponuje dwa razy tyle plus mega premie. W sumie robisz to samo tylko z innymi ludźmi a zarabiasz 2-3 razy więcej.

Oczywiście nie można usprawiedliwiać Neymara , że odszedł ale trzeba pamiętać, że życie jest tylko jedno i szansa nie przychodzi dwa razy. Wszyscy piszą, że Messi ma przywiązanie do klubu, pytanie tylko jakby nasz idol postąpił gdyby ktoś zarabiał w klubie znacznie więcej od niego ?
Uważam, że obecne wydarzenia to jednak wina naszego zarządu. Nie powinniśmy nagradzać i robić " kominów" płacowych dla jednego gracza pomimo, że dla większości jest najlepszy bo mamy (mieliśmy) w drużynie jeszcze dwóch równie dobrych...

Dodam tylko, że straciliśmy najlepszego na tej pozycji i nie znajdziemy godnego następcy. Przynajmniej ja takiego nie widzę.

Dla Brazylijczyka statystycznego być może i spektakl. Ale Ney nie jest statystyczny, przesiąkł już Barceloną, sam o tym pisał w tym żałosnym pożegnaniu z kibicami. Jestem kibicem Barcy i czuję się dokładnie tak jak klubowi decydenci - powinien dawno już zająć stanowisko. Podjął decyzję 2 dni temu? Ma Katalonię w sercu? Przekonamy się o tym jak zatęskni za LL.

PS. Komentarz napisalem po przeczytaniu ok. 1/4 artykułu. Nie zmieniam zdania ale już wiem że nie był na temat.

Świetnie napisane!

Nic dodać, nic ująć!

Przeczytałem całość bez mrugnięcia okiem. Ostatnio nieczęsto mi się to zdarza, tymbardziej w necie. Aż chciałoby się porozmawiać z taką kobietą, nie tylko o piłce :)



Zgadzam się ze wszystkimi przemyśleniami autorki. Pieniądze trzeba wydawać rozsądnie, chyba że chodziłoby o Mbappe, to mogłbym przymknąć oko ;)

Popieram pomysł Valverde(?) ze sprowadzeniem Inigo. Może tym razem nie roztrwonimy kasy. Coutinho też jest dobrym wyborem.

Każdy trener miał u mnie duży kredyt zaufania. Wierzę w Valverde i jego wybory. I tylko jego, bo przez te niespełna ćwierć wieku, na zarząd nie miałem co liczyć.






Świetny tekst :)
Złamanie regulaminu serwisu pkt. 9.3.2.

Sylwia to Ty ? Jesteś na pewno kobietą ? Świetny tekst.

Przy obecnym rynku nie warto kupować następcy czy topowych graczy. Najnormalniej w świecie Barcelony na to nie stać. Ktoś zdecydował, że Deulofeu ma wrócić na Camp Nou. Niech więc otrzyma szansę, co w połączeniu z Turanem nie jest jakąś najgorszą opcją.

świetny artykul :)

Już mi się rzygać chce od tych tekstów, że Neymar jest niezastąpiony. Zaczynam się zastanawiać jakim cudem ta drużyna odnosiła sukcesy za czasów Guardioli, Rijkarda czy nawet Cruyffa, skoro nie miała w swoich szeregach Neymara.

Barca to wielki klub, a odejście rozkapryszonego Brazylijczyka nie sprawi, że stanie się mniejsza.

Bardzo dobry felieton. Cóż zgadzam się z tym, że Brazylijczycy mają troszkę inną mentalność. Neymar osiągnął wszystko w Hiszpanii, jest jeszcze młody, czemu ma nie spróbować udowodnić swojej wartości gdzie indziej? Myślę, że kasa tutaj miała mniejszy czynnik niż projekt sportowy, który mu obiecano oraz możliwość grania z przyjaciółmi (zwłaszcza z Danim). Dla mnie dużym failem zarządu było takie a nie inne potraktowanie Alvesa, który był całym sercem za Barcą, a w Juve pokazał, że ciągle jest topowym prawym obrońcą. Trudno. Tych błędów było niestety więcej na przestrzeni ostatnich lat. Teraz osobiście tęsknie za Alexisem, który również udowadnia, że jest świetnym zawodnikiem, a bardzo by się teraz przydał. Brak środka pola, nowy trener, który jest jeszcze niewiadomą, ospałość na rynku transferowym mogły dodatkowo utwierdzić Neymara, że za prędko się tu nie poprawi, a Messi też jest coraz starszy i w kluczowych meczach LM niestety nie istniał w przeciwieństwie do Brazylijczyka. Niestety w głównej mierze winę za taką a nie inną sytuację teraz przypisuję obecnemu zarządowi. Chciałbym wiedzieć, jakby to teraz wszystko wyglądało jakby jednak Laporta wygrał ostatnie wybory. Na aktualną chwilę, możemy wszystkie nadzieje pokładać w Messim a i on sam meczu nie wygra. Myślę, że potrzeba na prawdę bardzo gruntownych zmian na wielu płaszczyznach.

Szczerze mówiąc to szkoda że nie odszedł rok temu, byśmy wtedy kupili Gabriela Jesusa, który ma prawie taki talent jak Neymar, w dodatku kosztował 30 mln... Już nie mówiąc że Dembele był do kupienia za 15 mln...

Prawda jest taka, że na rynku transferowym nie ma takiego piłkarza który zastąpi w 100% Neymara, więc smutek jest.

Ja natomiast dopatrywałbym się w tym chęci zarobienia ogromnych pieniędzy oraz budowania własnej marki, Nie mogę się zgodzić z argumentem, że dla brazylijczyków football to arena gdyż gdyby tym się kierował Neymar to piękniejszej areny niż Camp Nou do pokazania swego charakteru gladiatora nie znajdzie. Jest obecnie najdroższym piłkarzem w historii, zostały mu obiecane złote góry i chce (niepotrzebnie) wyjść z cienia Messiego zamiast czerpać z tego wzorca garściami - dodajmy do tego nonszalancję w stosunku do kibiców i mamy iście piekielne gumbo, które suma sumarum dobrze, że przyniosło tyle zysku zostawiając za sobą tyle smrodu.

Teraz mierzymy się z sytuacją w której bardzo często pozostawialiśmy inne kluby wykupując od nich graczy. Najbardziej ucierpiał na tym Arsenal, kiedy dwukrotnie sprowadziliśmy ich pierwszych kapitanów. No ale przykład Suareza też się wpisuje w te kryteria. Teraz dalej planujemy to samo robić.

Po prostu wraz z petrodolarami, pojawiła się możliwość, że i Barcelona czy Real mogą stracić kogoś, kogo niekoniecznie chcą stracić. Nowa era w futbolu.

po pierwsze o Countinho nie przejdzie do nas to nie realne tak jak z Verrattim Eriksena niech kupia na pomoc I Dembele za Neya bedzie bardzo dobrze jak te 2 transfery sie uda zrobic bylem na stronie Borussi juz sie boja wszyscy ze odejdzie Dembele tak ogolnie te 2 transfery sa jak najbardziej realne

Barcelona staje przed jednym z najważniejszych wyzwań w swojej współczesnej historii ? Bzdura nikt nie jest ważniejszy niż Klub. Barca wygrywała przed neymarem i bedzie wygrywać po nim.

Właśnie dobre słowa takiej gry "szukania się" już nie zobaczymy. Może będzie w jakimś stopniu podobne ale na pewno nie będzie lepiej to działać niż słynne trio MSN

Długo jeszcze będziemy użalać się nad Neymarem? Już ulewa się tym wszystkim, odszedł to odszedł, po ch.. j drążyć temat

Czas na hazarda panowie 26l i chodzi jak sie patrzy

Trzeba kupić Dybale.