Nietypowe El Clásico

Julia Cicha

29 lipca 2017, 15:00

Marca

7 komentarzy

Co my tu robimy? To pytanie zadawali sobie piłkarze Barcelony i Realu Madryt 30 maja 1982 roku. Tego dnia odbyło się jedyne do dziś El Clásico poza granicami Hiszpanii. W Barquisimeto, miejscowości położonej 368 kilometrów od stolicy Wenezueli Caracas, nie było stoisk z koszulkami, a na stadionie Farid Richa próżno szukać było kolorowych peruk na głowach kibiców. Dzisiejszy mecz w Miami to zupełnie inny świat niż ówczesne nietypowe El Clásico.

Real, Barcelona, Inter i Porto wzięli udział w turnieju o Puchar Prezydenta Republiki Wenezueli. W tym czasie w Hiszpanii mówiło się głównie o zbliżających się mistrzostwach świata, a Barça była w trakcie negocjacji z Maradoną. Podczas turnieju planowano rozegrać dwa mecze półfinałowe oraz finał. Po wyeliminowaniu Realu przez Inter oraz Barçy przez Porto organizatorzy zdecydowali się zorganizować również pojedynek o trzecie miejsce, dzięki czemu kibice mogli obejrzeć El Clásico.

Mecz odbył się po finale, a Real Madryt pokonał Barcelonę 1:0 po bramce Del Bosque strzelonej na samym początku spotkania. Lokalna prasa poinformowała, że na trybunach zasiadło zaledwie 40 osób. Sam Del Bosque tak opisuje ten mecz: „nie pamiętam zbyt wiele, ale strzeliłem wtedy gola. Nieczęsto mi się to zdarzało, więc łatwo jest mi spamiętać moje trafienia”. Ze względu na mistrzostwa świata obie drużyny zagrały bez swoich największych gwiazd, a były trener reprezentacji Hiszpanii przyznaje, że Real grał „resztkami zespołu”. Mimo wszystko kibice rozpoznawali poszczególnych piłkarzy.

Real Madryt wystąpił w składzie: García Remón, Juan José, Fraile, Salguero, San José, Del Bosque, Ángel, Carcelén (García Cortés), Ito, Pineda i Isidro (Portugal). Z kolei Barça postawiła na następującą jedenastkę: Amador, Gerardo, Migueli, Olmo, Ramos (Valor), Moratalla, Zuviría (Morán), Estella (Salva), Landáburu, Simonsen (Clos) i Carrasco.

Tarzan Migueli wspomina, że podróż do Wenezueli była zaskakująca: − wygraliśmy Puchar Zdobywców Pucharów ze Standardem Liege, a dzień później, bez czasu na świętowanie, pojechaliśmy na tournée. Byliśmy wyczerpani, mieliśmy też problemy z transportem. Sam mecz był dziwny, nie mogliśmy się z niego cieszyć. Nie wspominam go zbyt dobrze.

Pomocnik Barçy Chus Landaburu czuł się „odizolowany od reszty świata”. Zawodnik dodaje, że w tamtym sezonie drużyna nie zdobyła ligowego mistrzostwa i miała już trochę dość piłki nożnej. Podróż do Wenezueli była niezapomniana również dla niego: − wyruszyliśmy z Ekwadoru, z wieloma przesiadkami dotarliśmy do Caracas, skąd zabrał nas autobus w sześciogodzinną podróż do Barquisimeto. Stadion był bardzo mały, z zaledwie trzema czy czterema rzędami krzesełek na trybunach. Szczerze mówiąc, nie rozumieliśmy, co tam robimy. W Hiszpanii wszyscy czekali na zbliżający się mundial, nikt nie przejmował się naszymi meczami.

Jutrzejsze El Clásico w Miami to coś zupełnie innego. Byli zawodnicy Barcelony zgadzają się, że obecnie wszystko skupia się na marketingu, a światem piłki nożnej rządzi telewizja. Del Bosque idzie o krok dalej: „piłkarze są podzieleni, ale jednoczą ich pieniądze. Na tym polegają rozgrywki”. W Miami oczekuje się więcej niż 40 kibiców na trybunach.

REKLAMA

Poleć artykuł

Komentarze (7)

Aby dodawać komentarze, musisz być zalogowany.
Uwaga: Ze względu na ochronę prywatności, komentarze nie ładują się automatycznie. Kliknij przycisk poniżej, aby je wyświetlić.
Załaduj komentarze