Josep Maria Bartomeu udzielił obszernego wywiadu dla Mundo Deportivo, w którym opowiedział m.in. o przedłużeniu umowy z Leo Messim oraz swojej ewentualnej dymisji. Zapraszamy do lektury pierwszej części wywiadu z prezydentem FC Barcelony.
Mundo Deportivo: Gratulacje za przedłużenie umowy z Messim. Jak się Pan po tym czuje?
Josep Maria Bartomeu: Ronaldinho przyniósł ze sobą uśmiech i magię, Iniesta - równowagę, a Leo - sztukę i swój geniusz. Ronnie rozpoczął tę zmianę, ale ton Barçy zmienił Messi, odkąd w 2008 roku Pep Guardiola na niego postawił. To era Messiego. On zmienił koncepcję świata Barçy. Uruchomiono VIP Experience głównie dlatego, że ludzie chcą przychodzić oglądać Messiego. Również Neymara, Piqué i resztę, ale przede wszystkim najlepszego piłkarza świata. Leo byłby matką wszystkich ikon Barçy.
Jak rozpoczęły się negocjacje?
Rozpoczęły się kilka miesięcy temu, kiedy powiedziałem jego ojcu Jorge, że musimy usiąść do rozmów. Wszyscy wiedzą, że lato poprzedniego roku było złe dla Leo z powodu problemów podatkowych. Poczekaliśmy kilka miesięcy, aby to się nieco uspokoiło, i wtedy powiedziałem Jorge, że zostało niewiele czasu do zakończenia umowy i trzeba zacząć rozmowy na temat jej przedłużenia. On odpowiedział, żebym porozmawiał z jego synem. Rozmawiałem z Leo i zapytałem, jak się czuje, ponieważ wiedziałem, że ciężko to przeżył. Powiedziałem mu, że trzeba porozmawiać o przyszłości. Odpowiedział mi: "chcę tutaj zostać, porozmawiaj z moim tatą". I już. Dlatego kiedy pytano mnie o tę sprawę, mówiłem, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Nie trzeba było go przekonywać, nigdy nie miałem wątpliwości, że nie odejdzie z klubu. Wtedy porozmawiałem z jego ojcem. Proces nie był ani długi, ani krótki. Trzeba było wykonać dużo pracy. Jego ojciec dzieli swoje życie między Rosario a Barcelonę i czasami trudno coś ustalić w rozmowach telefonicznych. Kiedy przyjechał do Barcelony, spotkaliśmy się w jego biurze i przez dłuższy czas rozmawialiśmy w cztery oczy.
Czy podstawą było to, aby Neymar i Suárez wcześniej przedłużyli swoje umowy?
Nie, tak wyszło. Z Neymarem porozumieliśmy się na klubowych mistrzostwach świata w Japonii w 2015 roku. Ustaliliśmy, że w lecie przedłużymy umowę. Porozumieliśmy się co do warunków, które inne europejskie kluby, takie jak United czy PSG, były w stanie przebić. Jednak ojciec Neymara nigdy nie prosił nas, abyśmy przedstawili lepsze warunki. To, co ustaliliśmy w zimie, zostało podpisane w lecie. W przypadku Suáreza trzeba było wtedy przedłużyć jego umowę. Można było czekać jeszcze kilka miesięcy, ale jego postawa jest bardzo dobra i dlaczego mielibyśmy nie poprawić warunków jego kontraktu. Jednak to nie było tak, że gdybyśmy nie przedłużyli umów z Neymarem i Suárezem, nie doszlibyśmy do porozumienia z Messim. To były niezależne od siebie sprawy. Leo był najważniejszy i chciałem, bez rozmowy z nim, żeby widział, że klub mocno stawia na futbol i najlepszych piłkarzy.
Messi zabiera 10% budżetu klubu, prawda?
Nie możemy ujawnić, ile zarabia, ale to najlepszy piłkarz na świecie i zarabia na poziomie najlepszego zawodnika na świecie i w historii futbolu. Jest najlepiej opłacanym sportowcem drużynowym, ponieważ żaden inny gracz nie daje tyle swojemu klubowi.
Czy w pewnym momencie nie obawiał się Pan o jego pozostanie?
Nie, ponieważ kiedy Messi mówi mi, że chce zostać i żebym porozmawiał z jego ojcem, wszystko jest jasne. Chciałem za to ogłosić to wcześniej, kilka miesięcy temu.
Czy to najbardziej skomplikowana umowa pod względem podatków, jaką zawarł Pan w roli prezydenta FC Barcelony?
Uczestniczyli w tym prawnicy Leo i Barçy oraz wielu doradców podatkowych. Nie ogłosiliśmy tego wcześniej, czekając na rozpoczęcie nowego roku obrachunkowego. Jednak to nie takie pewne. Leo złożył podpis przed ślubem i data umowy dotyczy poprzedniego roku obrachunkowego. Niektórzy myślą, że nie mamy pieniędzy, że jesteśmy w ruinie, i dobrze jest to wyjaśnić.
Czy Barça ociera się już o limit płacowy dla piłkarzy?
Kto ustala ten limit? Nikt. LFP i UEFA przedstawiają rekomendacje, ale nikt nie ustala górnej granicy. Przekraczamy obecnie limit zawarty w rekomendacji, ale najważniejsze jest to, aby zachować równowagę. Możemy sobie na to pozwolić. Dopóki zachowujemy równowagę, czyli zarabiamy pieniądze, nie ma problemu.
Messi prosi o silną drużynę?
Messi nie prosił o transfery konkretnych piłkarzy. Tak samo mówiono, że prosił o transfer Taty.
Za Pana kadencji Messi nigdy nie prosił o transfer konkretnego zawodnika lub trenera?
Messi i jego koledzy rozmawiają o innych piłkarzach, ale tutaj transferami zajmuje się Robert Fernández.
Konsultował się z Messim w sprawie zatrudnienia Valverde?
Nie. Nie konsultował się z żadnym piłkarzem, nawet z kapitanami, którym tylko przekazał swoją decyzję. Nie było konsultacji również przy zatrudnieniu Luisa Enrique i wcześniej Taty Martino, kiedy prezydentem był Sandro Rosell. Nie ma konsultacji z zawodnikami w momencie zarudniania trenera. To mit. Inną sprawą jest to, czy piłkarzom podoba się wybór, czy też nie.
Kto sprowadza piłkarzy do Barcelony - trenerzy czy zarząd?
Trenerzy, ale zarząd musi wyrazić zgodę. Z mojego siedmioletniego doświadczenia w klubie wynika, że jeśli nie ma porozumienia, transfer nie dochodzi do skutku.
Czy teraz najpierw było pięciu kandydatów na nowego trenera, a potem trzech?
Najpierw jest lista z więcej niż pięcioma nazwiskami i potem ograniczamy ją do trzech kandydatów.
Valverde, Unzué i Eusebio?
Nie mogę tego powiedzieć, ponieważ oznaczałoby to, że mówię komuś, że go nie chcemy, ale stworzyliśmy razem z Robertem listę kandydatów o profilu, jakiego szukaliśmy.
Co głównie było oceniane przy wyborze Valverde?
To, że jest bardzo inteligentynym i skromnym gościem. I mówię o skromności dlatego, że sama inteligencja nie wystarczy. Oprócz tego ma odpowiednią do Barçy koncepcję futbolu, która nam się podoba, właściwie podchodzi do piłki młodzieżowej, tak jak się powinno to robić w Barcelonie, ma charakter, który naszym zdaniem będzie idealnie pasował do naszej szatni, gdzie panuje znakomita atmosfera i równowaga.
Cantera fukcjonuje dobrze czy źle?
Mówią, że źle, ale to nieprawda. To najlepsza szkółka piłkarska na świecie. Jest odniesieniem dla innych. Przyjeżdżają do nas przedstawiciele innych klubów, aby obserwować, jak działa La Masía, jak trenuje pierwszy zespół, jak funkcjonuje odsprzedaż biletów socios, jak są zorganizowane nasze fankluby, jak zawieramy regionalne umowy sponsorskie... Jesteśmy wzorem dla wielu klubów. Barça jest zespołem, który dostarcza największą liczbę piłkarzy do pięciu najsilniejszych lig europejskich. Sankcje FIFA nam zaszkodziły. Oprócz tytułów najważniejsze jest kształcenie. Naszym celem nie jest zwycięstwo w LaLiga Promises, tylko dalsza poprawa gry naszych zawodników. Ważna jest cierpliwość rodziców i samych piłkarzy. Przykładem jest tutaj Sergi Roberto.
Są sposoby na to, aby zostawali w klubie?
Musimy postawić sprawę jasno - większość nie odchodzi. Alena zostaje, mam nadzieję, że Cucurella też. Od czasu do czasu ktoś odchodzi, jak Jordi Mboula, za którego Monaco zapłaciło trzy miliony nam i jego agentom. Éric García odchodzi do City, ponieważ opłacili 1,5 mln jego klauzuli i na pewno zapłacili też jego agentom. Nowe kluby, takie jak PSG, City, Chelsea czy Monaco, które mają wsparcie multimiliarderów, chcą stworzyć drużynę za pomocą pieniędzy. A co robi Barca? Planujemy zawodową karierę z określonymi dochodami, a inni płacą więcej.
Barcelona nie może zapłacić Éricowi Garcíi 300 000 euro za sezon?
Może, ale uważamy, że sumy muszą być bardziej odpowiednie. Może trzeba było to przemyśleć, ale odchodzi jeden zawodnik, a zostaje dwudziestu trzech. Poza tym klauzule są powiązane z pensjami. Aby podwyższyć klauzulę, trzeba podwyższyć pensję. Możemy pomyśleć nad zmianą tej formuły. Powołaliśmy teraz menedżera generalnego, który pracował w szkółce. Musimy koordynować wszystko od drużyn benjamin do pierwszego zespołu, ponieważ inne kluby chcę kupować od nas piłkarzy. Razem z Pepem Segurą będziemy pracować z myślą o przyszłości.
Konkretny przypadek: Dani Alves powiedział, że odszedł ze względu na problem z zarządem.
Dani Alves nie ma żadnego problemu z zarządem. On i ja doskonale wiemy, jaki był jego problem. Chodziło o kwestię bardzo osobistą, a nie sportową. Łatwo wystąpić przeciwko zarządowi, to nic nie kosztuje. Dani jest bardzo zabawny, wszystko robi z wdziękiem, ale chodziło o sprawę osobistą i to rozumiemy. Wiemy o tym ja, on i jego agent.
Dlaczego Éric García odszedł do City?
Ponieważ jego agenci (Puyol i de la Peña) sprawili, że zobaczył, iż w City ma większe szanse na szybszą grę. Rozmawiałem z nim i jego rodziną, prosiłem ich o cierpliwość, jednak uznali, że lepsze będzie odejście do Manchesteru. Agenci widzą możliwość szybkiego zarobienia pieniędzy. Sprzedają chłopaka i zarabiają. Ja zawsze proszę rodziców, aby myśleli o marzeniach swojego syna i jeśli on marzy o odnoszeniu sukcesów tutaj, niech doradzą mu, aby został.
Manchester City to przyjaciel, wróg, przeciwnik?
Przeciwnik. Nie jest przyjacielem. Wszyscy jesteśmy rywalami. Kluby rywalizują na tylko na boisku. Rywalizują również o piłkarzy, trenerów, sponsorów, prawa telewizyjne, marki komercyjne... Futbol to wielki przemysł.
Czy niektórzy socios czują się oszukani z powodu nieprawidłowości przy odsprzedaży biletów?
Jesteśmy bardzo zdegustowani postawą TV3, ze względu na to, co za tym stoi, i na formę, w jakiej opublikowano tę wiadomość. Mówią o nieprawidłowościach i dlatego jesteśmy bardzo zdenerwowani. To usługa, którą Barça oferuje swoim socios, aby odzyskali część pieniędzy, jeśli nie mogą przyjść na stadion. Nie chcemy, aby socios robili tu biznes, zyskując 6 tysięcy za karnet, za który zapłacili 600 euro. Dlatego został wprowadzony limit. Dochody z VIP Experience trafiają do klubu i pozwalają również na to, aby utrzymywać ceny karnetów na niezmienionym poziomie. W zeszłym sezonie zyskaliśmy dodatkowo 17 milionów euro, które ponownie zainwestowaliśmy w klub i piłkarzy. Nie ma żadnych nieprawidłowości. Niektóre kluby bardzo dobrze zarządzają sprzedażą biletów, a my musimy do tego dążyć. Zastosowaliśmy to przy okazji tylko czterech meczów w sezonie, jednak okazało się to wielkim sukcesem, dlatego na pewno będzie tego więcej. Nie jest to ani oszustwo, ani nieprawidłowość, tylko sposób na zwiększenie przychodów.
Niektórzy operatorzy turystyczni otrzymują od klubu więcej biletów i są traktowani lepiej niż inni.
Od sezonu 2003/04, za kadencji Laporty, zajęliśmy się tym tematem, ponieważ była tu luka. Teraz jest o wiele więcej kanałów sprzedaży biletów i operatorzy turystyczni nie są już tak ważni w klubie. Na niektóre mecze nawet nie sprzedajemy im już biletów. Każdy operator ma swoje wejściówki w zależności od liczby osób, umów podpisanych z klubem, danych historycznych, długości współpracy... Ci, którzy lepiej wywiązują się ze swoich obowiązków, mają więcej biletów, ale nie chodzi o uprzywilejowane traktowanie. Jako że TV3 robi teraz tę serię, sprawdziliśmy 50 umów. Człowiek, który pojawił się w reportażu, jest ważny, ale nie najważniejszy.
Czuje Pan, że zbliża się zamach stanu w Barcelonie?
Sytuacja w Katalonii jest bardzo złożona. Bycie w FC Barcelonie wiąże się z wieloma zaletami i wydaje mi się, że jest wielu zewnętrznych agentów, którzy chcieliby być na naszym miejscu. Pragniemy być równie daleko od polityki, władzy finansowej i władzy medialnej, które chcą wejść do nas z butami.
Laporta, Benedito i Freixa bardzo krytykują Pana zarząd.
Są w opozycji, jednak przegrali wybory. Dwa lata temu 55% socios poparło konkretną opcję w demokratycznych wyborach. Nasza kadencja kończy się w 2021 roku, mamy interesujący projekt dla klubu i robimy gigantyczne kroki naprzód. Nie możemy się cofnąć. Barça jest klubem podziwianym i szanowanym na całym świecie i porusza się z wielką prędkością. Nie ma czasu na oglądanie się do tyłu. Trzeba patrzeć tylko naprzód.
Domagają się Pana dymisji. Ustąpi Pan ze stanowiska?
Nie, nie podam się do dymisji. Odpowiadam przed socios, którzy wybrali nas dwa lata temu, abyśmy przeprowadzili określony projekt.
Mówi się o nagranych rozmowach pomiędzy Panem a Sandro Rosellem.
Sandro jest moim przyjacielem i źle mi z tym, co się dzieje. To jednak osobista sprawa Rosella, związana z jego firmami. To nie ma nic wspólnego z Barçą. Jeśli wszystko się potwierdzi, będzie to rozczarowanie. Jeżeli okaże się, że skrzywdził Barçę, podejmiemy działania przeciwko niemu. Nie sądzę jednak, aby tak było. Z dokumentacji, jaką mamy, nie wynika, aby działał przeciwko klubowi. Jeśli chodzi o nasze rozmowy, to jesteśmy przyjaciółmi, w ostatnich latach rozmawialiśmy rzadziej, ponieważ kiedy łączy się pracę ze sprawowaniem funkcji prezydenta FC Barcelony, nie ma się wiele czasu.
A jeśli sprawa Neymara i firmy DIS się skomplikuje?
Jesteśmy w stanie się obronić, podobnie jak w pierwszej sprawie Neymara, w której zawarliśmy porozumienie, ponieważ istniało ryzyko nałożenia na nas dużej kary finansowej i zdecydowaliśmy się je zmniejszyć. To sprawa pomiędzy Santosem a firmą DIS, Barça ma bardzo dobrą linię obrony. Tak naprawdę jestem oskarżony przez DIS, a nie przez prokuraturę. Barça nie może wiele zrobić. Podpisaliśmy umowy i wszystkie zostały wypełnione.
Sąd przyznał rację Laporcie, stwierdzając, że nie zakończył sezonu ze stratami. To zwycięstwo Laporty?
Już kilka tygodni temu mówiłem, że postanowiłem zamknąć tę sprawę i nie wnosić kasacji do Sądu Najwyższego. Powiedziałem też, że już nigdy nie będę do tego wracał. To zamknięty temat.
Są powody do złożenia wniosku o wotum nieufności?
Na tę chwilę nie ma wniosku. Będzie dopiero wtedy, kiedy ktoś przyjdzie do klubu po odpowiednie dokumenty, a to się nie wydarzyło. Poprosiłbym Pana Benedito, którego bardzo szanujemy, żeby on również szanował klub. Jeśli chce złożyć wniosek, niech to zrobi, ale to na nic.
Benedito zapłacił zaległą fakturę?
Nie wiedziałem o tym, w klubie powiedzieli mi, że jest coś winny. Wydaje się, że robienie kampanii stało się jego sposobem na życie.
Komentarze (58)