Luis Enrique wziął udział w pomeczowej konferencji prasowej po porażce z Juventusem. Trener był wyraźnie podłamany i jak zwykle wziął na siebie całą winę
Klęska w Turynie: Nieważne, czy uważam rezultat za sprawiedliwy. Jest, jaki jest. Wyglądało to jak trzecia połowa meczu z PSG. To straszne i smutne. W pierwszej połowie byliśmy bezsilni, w drugiej zagraliśmy na miarę spotkania. To bardzo trudny dla nas moment. Ciężko to wytłumaczyć, nie umiałem odpowiednio wyjaśnić piłkarzom taktyki, jestem odpowiedzialny na 100%. Mieliśmy okazje bramkowe, ale w dni takie jak ten nie udaje się trafiać. Nie chcę o tym nawet myśleć, ale jutro znów trzeba będzie się podnieść. Musimy strzelić trzy gole, by wyrównać stan dwumeczu i cztery, by awansować.
Wspomnienia z Paryża: Ponownie przeżyliśmy niedawny koszmar. Musimy przeanalizować, w czym byliśmy fatalni. Naprawdę szkoda, bo widziałem, że piłkarze bardzo chcieli wygrać.
Błędy: Złe było ustawienie i niektóre aspekty gry w pomocy. Intensywność powinna być dużo większa. W Lidze Mistrzów przeciwko rywalowi takiemu jak Juventus nie można tak grać.
Brak specjalnej wiary w remontadę: Dziś ciężej jest wierzyć. Nie mam ochoty na rozmowę o przyszłości, nie wiem, co zrobię. Z natury jestem optymistą, ale ja też miewam swoje momenty żałoby. Branie na siebie całej odpowiedzialności wiele mnie kosztuje. Jeśli odzyskamy formę możemy strzelić cztery gole każdemu.
Juve i Alves: Nie wiem, czy mogę ocenić zmiany, jakie zaszły w Juventusie. To bardzo dobra drużyna, która rozegrała świetne spotkanie, dobrze broniła i grała pressingiem. Alves grał jak zwykle, to wielki piłkarz. Gratuluję mu sposobu, w jaki cieszy się piłką nożną.
Komentarze (64)