Po znakomitym spotkaniu Barça pokonała Sevillę 3:0 na Camp Nou. Bramki zdobywali Luis Suárez i Leo Messi (dwie). Piłkarze Blaugrany rozegrali perfekcyjne zawody i odnieśli wyjątkowo zasłużone zwycięstwo.
Mecz rozpoczął się od mocnego uderzenia Barçy, która przez pierwszych dziesięć minut nie schodziła z połowy przeciwnika. Piłkarze Dumy Katalonii absolutnie zdominowali Sevillę, zakładając wysoki pressing i utrzymując szybkie tempo gry. Nie przełożyło się to jednak na gole, i po chwili piłkarze Jorge Sampaoliego złapali oddech, próbując utrzymać się przy piłce i wyprowadzać nieśmiałe kontrataki. Wszelkie ich próby zostały jednak zdławione w zarodku przez odpoczywającą krótką chwilę Barçę. Po odzyskaniu animuszu Blaugrana zaatakowała ze zdwojoną siłą, tym razem jednak skutecznie. Najpierw po indywidualnej akcji Messiego prawym skrzydłem w 25. minucie "ukąsił" Suárez, przepychając obrońcę i przewrotką pokonując Rico. Zaledwie trzy minuty później błąd w rozegraniu Sevilli wykorzystał Rakitić, który wyprowadził szybką kontrę, podał do Neymara, ten zgrał w pole bramkowe do Suáreza, który wystawił piłkę jak na patelni Messiemu. 2:0 w 30. minucie? Pachniało pogromem. Na kolejny cios nie trzeba było długo czekać - w 33. minucie po serii pojedynków główkowych w polu karnym Sevilli piłka spadła wprost na nogę Messiego, który wspaniałym wolejem uderzył w krótki róg. Po trzeciej bramce Barça uspokoiła grę, choć nie zrezygnowała z ataków. Dryblingów próbował Neymar, w rozegraniu czarowali Iniesta z Busquetsem, jednym słowem: jak za starych, dobrych czasów. Do przerwy wynik się już jednak nie zmienił.
O drugiej połowie można jedynie napisać, że się odbyła. Sevilla zmieniła swoje nastawienie, nie atakowała już tyloma zawodnikami, choć nie ustawała w próbach zdobycia honorowego gola. Najbliżej była w 63. minucie, gdy strzał Vitolo z około 15 metrów pewnie obronił dobrze dysponowany tego dnia Ter Stegen. W okolicach 70. minuty Luis Enrique zdał sobie sprawę, że mecz jest już rozstrzygnięty, postanowił zatem dać szansę zawodnikom, którzy w najbliższych tygodniach prawdopodobnie zbyt wiele sobie nie pograją. Na murawie pojawili się zatem Paco Alcácer, Lucas Digne i Carles Alena. Brak chęci do dalszych, brawurowych ataków zarówno z jednej, jak i z drugiej strony sprawił, że spotkanie stało się senne i mało emocjonujące. W końcowych minutach sfrustrowani piłkarze Sevilli urządzili sobie festiwal kopana po nogach, prowokując kilka niepotrzebnych spięć. Jedno z nich zakończyło się drugą żółtą i w kosekwencji czerwoną kartką dla Vitolo. W doliczonym czasie na listę strzelców próbował wpisać się jeszcze Neymar, ale jego próba została wybroniona przez Rico. Chwilę potem Clos Gómez zakończył zawody.
Nie ma co ukrywać, że forma Sevilli w ostatnich tygodniach nie powala. Remisy z Leganes czy Sportingiem Gijon i porażka z Atlético wyraźnie pokazują, że drużyna ta znalazła się w dołku. Nie należy jednak odbierać zasług Barçy, która zagrała uważnie i na dużej intensywności od pierwszej do dziewięćdziesiątej minuty. Tak grającą Blaugranę aż chce się oglądać. Zwłaszcza w perspektywie tak kluczowego miesiąca, jakim będzie kwiecień. Rosnąca forma poszczególnych zawodników, jak i coraz lepiej zazębiająca się taktyka sprawiają, że na zbliżające się mecze z Juventusem i Realem Madryt culés mogą patrzeć z nieco większym spokojem, niż chociażby miesiąc temu. Oby tak dalej!
Komentarze (625)