Barça pokonała Deportivo Alavés na Estadio Mendizorroza 6:0 po bramkach Luisa Suáreza (dwóch), Neymara, Leo Messiego, Ivana Rakiticia oraz samobójczym trafieniu Alexisa. Cieniem na pozytywnym obrazie gry Barçy położyła się jednak groźnie wyglądająca kontuzja Aleixa Vidala, którą bezsensownym wślizgiem pod koniec spotkania sprokurował jeden z graczy Alavés.
Przed meczem Luis Enrique zdecydował się na dokonanie kilku zmian w składzie. Kontuzjowanego Piqué w pierwszej jedenastce zastąpił więc Mathieu, swoje szanse otrzymali również boczni obrońcy Lucas Digne i Aleix Vidal. Tak zestawiona Barça z niezawodnym tercetem MSN miała szukać kolejnych ligowych punktów w starciu ze świeżo upieczonym finalistą Copa del Rey.
Od pierwszych minut grę zdominowała Barça (co ostatnimi czasy wcale nie jest regułą), nie forsując zbytnio tempa, lecz powoli, krok po kroku przedostając się pod bramkę rywala. Alavés w mocno przemeblowanym składzie po meczu w środku tygodnia postawiło na minimalizm, ograniczając się do solidnej defensywy i prób szybkich kontr. Jedna z nich nieomal nie zakończyła się golem, gdy po rajdzie przez pół boiska Theo Hernández nie był w stanie wygrać pojedynku sam na sam z ter Stegenem. Chwilę później to samo pod bramką Alavés uczynił aktywny tego dnia Andre Gomes. Ekipa z Vitorii dzielnie stawiała opór Blaugranie aż do 37. minuty, gdy po szybkim rozegraniu piłki na 20 metrze i zagraniu Rakiticia na skrzydło do Aleixa Vidala ten ostatni płaskim dośrodkowaniem wyłożył piłkę Luisowi Suárezowi, który wyprowadził Barçę na prowadzenie. Nie minęły trzy minuty, a culés mogli cieszyć się z kolejnego gola: tym razem akcję rozpoczął Messi delikatną podcinką w pole karne. Niepewne wyjście bramkarza Alavés do piłki wykorzystał Suárez, który zgrał ją głową do Neymara, a ten z najbliższej odległości wpakował ją do siatki. Wynik 2:0 do przerwy można było potraktować jako znakomitą zaliczkę, nie zapominając o skutecznym przerywaniu nieśmiałych kontr drużyny z Estadio Mendizorroza.
Wejście w drugą połowę zajęło Barçy dobrą chwilę, gdyż przez pierwsze 15 minut tempo meczu nie było najwyższe. Blaugrana kontrolowała przebieg gry i wydawało się, że podopieczni Luisa Enrique zamierzają ten pojedynek po prostu "dograć". Nic bardziej mylnego - w 59. minucie po własnym, niedokładnym zagraniu o piłkę ambitnie powalczył Leo Messi i wyszedł sam na sam z Pacheco, nie dając mu szans silnym, precyzyjnym strzałem między nogami. Trzecia bramka totalnie podcięła skrzydła drużynie Alavés, której obrona zaczęła przypominać statystów na planie filmowym: zaledwie cztery minuty później kolejną sytuację sam na sam Messiego z Pacheco na gola zamienił... Alexis, od którego piłka odbiła się i wpadła do siatki. Chwilę później było już 5:0 po tym, jak wbiegający w pole karne Luis Suárez nieco przypadkowo wycofał piłkę piętą do Ivana Rakiticia, a ten uderzył w długi róg, nie dając bramkarzowi żadnych szans. Barça urządziła sobie rzeź niewiniątek, podczas gdy zawodnikom z Vitorii nie pozostało nic innego, jak biernie się przyglądać. Dzieła zniszczenia dopełnił w 67. minucie Luisito, który z bliska dobił strzał Neymara. Po tym trafieniu Barça spuściła nieco z tonu, skupiając się na utrzymywaniu przy piłce i niedopuszczaniu rywala pod własną bramkę. To nie było zbyt trudne, gdyż Deportivo nie było w stanie przeprowadzić nawet jednej składnej akcji. W końcowych minutach doszło natomiast do zdarzenia, które mocno wpłynęło na ogólny odbiór meczu: w pozornie niegroźnej sytuacji starli się Aleix Vidal i Theo Hernández. W walce o wychodzącą na aut piłkę zawodnik Alavés zachował się nieco nieodpowiedzialnie i upadł na nogę wykonującego wślizg obrońcy Blaugrany. Telewizyjne powtórki nie pozostawiały złudzeń: kostka Aleixa wygięła się w nienaturalny sposób i pozostaje tylko modlić się, by nie potwierdziły się najgorsze prognozy. Mecz zakończył się zwycięstwem Barçy 6:0, jednak kontuzja nabierającego pewności i wysokiej formy Vidala położyła się cieniem na znakomitych zawodach w wykonaniu Leo Messiego i spółki.
Żartobliwie nazywany w mediach "próbą generalną" przed finałem Pucharu Króla mecz zakończył się bezdyskusyjnym zwycięstwem Dumy Katalonii, która bezlitośnie wykorzystała wszystkie błędy rywala i zaprezentowała o wiele lepszą grę niż na przestrzeni kilku ostatnich tygodni. O lepszą rozgrzewkę przed przyszłotygodniowym pojedynkiem z PSG w Lidze Mistrzów byłoby zdecydowanie trudno. Czekamy na więcej!
Komentarze (885)