Po jednostronnym i dość nudnym spotkaniu Barça pokonała na Camp Nou Granadę na 1:0, a jedynego gola meczu zdobył w 49. minucie Rafinha Alcântara.
Brak Sergio Busquetsa w podstawowym składzie nie wpłynął zbytnio na nastawienie gospodarzy w tym meczu. Od początku Leo Messi i spółka naciskali na Granadę, choć przyjezdni z Andaluzji nastawili się (jak większość drużyn goszczących na Camp Nou) na głęboką defensywę i kontrataki zaledwie kilkoma zawodnikami. Kilkukrotnie udało im się nawet wyprowadzić składne akcje po szybkiej wymianie podań, ale równie szybko defensywa Blaugrany łapała ich na spalonym. Z kolei Barça wymieniała podania na połowie przeciwnika, ale jakiekolwiek próby przedarcia się za linię defensywy rywala paliły na panewce. Dopiero około 30. minuty Luis Suárez dostał znakomite podanie i znalazł się sam przed Guillermo Ochoą, ale zbyt długo zwlekał z podjęciem decyzji i został zablokowany przez obrońców. Nieco ironicznie można by stwierdzić, że najciekawsze w pierwszej części meczu były białe chusteczki na trybunach Camp Nou i okrzyki "Tebas vete ya" (Tebas, odejdź już), skierowane do prezesa LFP w kontekście jego negatywnych komentarzy o zachowaniu graczy Barçy po spotkaniu z Valencią i w jego trakcie.
Dużo ciekawiej rozpoczęła się druga część meczu. Już w 49. minucie Leo Messi podaniem wszerz pola karnego rozerwał obronę Granady, piłka trafiła do Neymara, strzał Brazylijczyka trafił w słupek, ale przepiękną dobitką popisał się Rafinha, półprzewrotką wyprowadzając Barçę na prowadzenie. Oczywiście na tym nie można było poprzestać, toteż Blaugrana poszła za ciosem i wyprowadzała kolejne ataki, jednak strzał Suáreza w 55. minucie został zablokowany, zaś Neymar raz za razem był łapany na spalonym. Na 10 minut przed końcem spotkania El Pistolero miał naprawdę znakomitą okazę na zdobycie gola, jednak w prostej sytuacji skierował piłkę prosto w ręce Ochoi i po chwili został zmieniony przez Paco Alcácera. Do końca meczu nie wydarzyło się już jednak nic godnego uwagi (no, może poza starciem twarzą w twarz Neymara z Rubenem Vezo, za które obaj zawodnicy zarobili po żółtej kartce) i Barça dopisała do swego ligowego dorobku kolejne trzy punkty.
Z kronikarskiego obowiązku warto odnotować dwie kwestie: mecz odbył się i zakończył się jednobramkowym zwycięstwem Barçy. Jednak w obliczu rewanżu z Manchesterem City w Lidze Mistrzów piłkarze Lucho muszą postarać się o zdecydowanie bardziej efektowną i efektywną grę. Nawet czarujące z reguły trio MSN dziś wyglądało, jakby ktoś kazał im wyjść na boisko za karę; koncertowo marnowali okazje i pozwalali obrońcom Granady łapać się na spalonym. Dlatego warto poprzestać dziś na pozytywach: Barça dopisała na swoje konto kolejne trzy punkty i pozostaje o krok za Realem Madryt w wyścigu o fotel lidera.
Komentarze (568)