Tyrese Rice, amerykański rozgrywający z czarnogórskim paszportem, opowiada o swojej karierze, w tym o decydującym koszu z Realem Madryt w finale Euroligi w 2014 roku i jego nowym życiu w klubie.
Kiedy rozpoczęła się twoja przygoda z koszykówką?
Zacząłem, kiedy byłem bardzo mały, myślę, że to było w wieku czterech lub pięciu lat. Wszyscy w mojej rodzinie grali w koszykówkę, moi dziadkowie, moi wujkowie, moja matka, mój ojciec. Każdy grał na wysokim poziomie w szkole, więc to było dla mnie naturalne, aby rozpocząć przygodę w tym sporcie. Pamiętam jak chodziłem na salę gimnastyczną. Wszystko to było w Północnej Karolinie, gdzie była moja rodzina. Grałem wszędzie, w szkole, w parku, a także w domu, bo mieliśmy kosz na podwórku, potem w liceum.
A potem wylądowałeś w NCAA w Bostonie, gdzie rozegrałeś znakomite sezony. Pamiętasz to?
Uff, kiedy to było. Nawet nie wiem jak ubrać to w słowa, to było niesamowite doświadczenie. Byłem ze wspaniałymi ludźmi, z którymi wciąż utrzymuję kontrakt, to był wspaniały okres w moim życiu.
Spodziewałeś się trafienia do NBA? Kiedy twoim celem była Europa?
Spodziewałem się przejścia do NBA, w rzeczywistości nie miałem wątpliwości. A kiedy nie było takiej opcji...to było coś ciężkiego, nie wiedziałem, co robić. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że wyjadę do Europy. I spójrz na mnie, osiem lat później gram w jednym z najlepszych zespołów w Europie! Prawda jest taka, że nie mam wyrzutów sumienia.
Jak wspominasz grę w Panioniosie w Grecji?
Uff, Grecja to było szalone doświadczenie. Było bardzo dobrze, bo nauczyło mnie to szanować koszykówkę bardziej, ale adaptacja nie była łatwa. Byłem po studiach i nie wiedziałem wielu rzeczy, wielu aspektów gry, nie rozumiałem europejskiej koszykówki, nie doceniałem tego, że gracze, z którymi miałem okazję grać są lepsi od amerykańskich zawodników, z którymi miałem wcześniej do czynienia. To było duże przeżycie.
Następnie grałeś jeszcze w Niemczech, na Litwie, w Izraelu i Rosji. Jak oceniasz te wszystkie kroki?
Każdego roku podnosiłem swój poziom. To, co zawsze starałem się osiągnąć jako zawodnik. To zdarza się tylko, gdy wygrywasz mecze i miałem szczęście być w zespołach, które zawsze były w fazie play-off i zawsze miały szansę wygranej tytułu. To pomogło mi wiele.
Sławę przyniósł ci decydujący kosz z Realem Madryt w finale Euroligi 2014. Jak to zmieniło twoje życie?
Uff, wszystko się zmieniło. Naprawdę. Ten rzut zupełnie zmienił moje życie.
To pokazuje, jakie życie jest kapryśne, ponieważ byłeś tym samym graczem co przed tym rzutem.
Tak, tak, zgadzam się, ale kiedy jesteś w takiej sytuacji, każdy to ogląda. Kiedy wszyscy to widzą to wszystko się zmienia. Nie sądzę, że zrobiłem coś innego od tego, co robiłem w całej mojej karierze, ale zrobiłem to przed wszystkimi fanami europejskiej koszykówki, którzy obserwowali ten mecz. A to sprawia różnicę.
Jak pamiętasz ten moment kiedy piłka wpadła do kosza?
Mógłbym ci wyjaśnić wszystko szczegółowo. Widziałem to tysiąc razy. Moje życie zmieniło się w tym momencie i taka jest koszykówka. Jeden rzut może być różnicą między wygraną a przegraną i mogę powiedzieć, że to zmieniło moje życie.
Grasz teraz w Barcelonie, ale mogło tak być już w ubiegłym roku, ale ostatecznie do tego nie doszło. W jakim stopniu byłeś bliski podpisania kontraktu w ubiegłym roku?
Klub skontaktował się ze mną i złożył ofertę, ale w tym czasie było to prawie niemożliwe do zrobienia, bo Chimki grały w Eurolidze. Nigdy nie rozmawiałem z nikim bezpośrednio z Barçy, ale mój agent tak. W tym roku się udało i to była świetna okazja.
Czy uważasz, że klub jest taki jak sobie wyobrażałeś?
Wszystko jest tak jak się spodziewałem. Jeden z moich najlepszych przyjaciół Joe Ingles zawsze powtarzał mi, że jeśli będę miał okazję, aby przyjść do Barçy, to muszę to zrobić.
No, tak, to właśnie Joe ogłosił na swoim koncie na Twitterze twoje przejście do Barçy zanim podano to oficjalnie.
Hahaha!! To było zabawne! Cóż, jeśli znasz Joe, to można oczekiwać wszystkiego. Jest świetnym facetem, wielkim przyjacielem. Już od samego początku, zanim jeszcze miałem taką możliwość, aby przejść do Barçy, powiedział mi, że jeśli kiedykolwiek będę miał taką okazję, to żebym się nawet nie zastanawiał .
Jakie masz oczekiwania?
Są one bardzo wysokie. Każdego dnia będziemy grać z najlepszymi drużynami w Europie i mamy wielu fanów za sobą. To popycha cię do bycia najlepszym i jestem pewien, że jeśli będzie pracować na sto procent naszych wysiłków to nikt nie będzie rozczarowany.
Rozmawiałeś z trenerem Bartzokasem na temat swojej roli w zespole?
Nie rozmawialiśmy konkretnie o mojej roli w zespole, ale myślę, że ten zespół będzie polegął na dobrej komunikacji, abym mógł wyciągnąć z nich to co najlepsze i dostarczać im piłkę w miejscach, w których czują się komfortowo. Nie myślę o tym, co mogę zrobić indywidualnie, ale w jaki sposób mogę „karmić” ich piłką tak aby czuli się szczęśliwi.
Czy uważasz, że zespół jest dobrze dopasowany?
Myślę, że mamy doskonałych graczy, wielu z różną charakterystyką. Myślę, że mamy bardzo duży potencjał. Rozgrywki będą naprawdę ciężkie i wszystkie zespoły, które z nami zagrają są potężne, ale mamy zawodników z doskonałą jakością.
Myślisz jeszcze o NBA, czy nie?
Zawsze. Nie mówię o tym, że chcę pójść tam w konkretnym momencie, czy coś takiego, bo trzeba szanować drużynę, w której jestem, ale jasne jest, że jeśli trafi się dobra okazja to trzeba będzie ją przemyśleć.
Masz dwa lata kontraktu z klubem. Czy istnieje jakakolwiek klauzula w przypadku NBA?
Nie, będę grał dwa lata w klubie, chcę, aby to był okres przepełniony sukcesami. Po dwóch latach zobaczymy, ale nie chcę iść do NBA tylko dlatego żeby tam zagrać. Chcę to zrobić w korzystnej sytuacji.
Miałeś opcje, aby przejść do NBA wcześniej?
Tak, miałem rozmowy z zespołami NBA, ale to nie była sytuacja, której oczekiwałem. Wolę to, co mam teraz, będąc tutaj, grać i czuć sympatię fanów. I tu mogę być z moją rodziną, to jest wielki moment dla całej mojej rodziny, w rzeczywistości, mój 10-letni syn w ciągu kilku tygodni będzie tutaj, aby rozpocząć naukę w szkole. To jest najważniejsze dla mnie, aby być w miejscu, gdzie mogę być z nimi cały czas.
Komentarze (5)